piątek, 27 stycznia 2017

Kłopoty

 Następny dzień również zaczął się niepozornie. Wspólnie zjedliśmy śniadanie. My -wyspane...chłopaki-nie do końca. Wszystkie wstałyśmy i poszłyśmy do mesy w tym samym momencie, a kiedy tam doszłyśmy okazało się, że nocni wartownicy już na nas czekali. Ledwo żywi, z podkrążonymi oczami i zwieszonymi głowami nie zauważyli w najmniejszym stopniu naszych w moim i Anabeth przypadkach spektakularnych zmian. Co prawda nie miałyśmy o to do nich pretensji, ani nawet tego nie oczekiwałyśmy po na pewno długiej dla nich nocy. Dlatego też nie zaczynając tematu usiadłyśmy i w milczeniu zaczęliśmy jeść. W końcu to właśnie córka Ateny przerwała ciszę.
-Jak było w nocy?-spytała zerkając na zmęczonych chłopaków. Siedzący obok mnie Will uniósł głowę i odetchnął głęboko.
-Nudno.-skwitował.
Szturchnęłam go w bok i uśmiechnęłam się półgębkiem.
-Raczej powinniście się cieszyć. Wiecie...żadnych potworów, zabijania, stawania oko w oko ze śmiercią...
-Posiedź sobie bezczynnie 10 godzin to wtedy pogadamy-spojrzał na mnie Percy.
-My za to miałyśmy bardzo produktywną noc-roześmiała się Hazel, a wraz z nią my wszystkie. Anabeth bezwiednie zarzuciła włosami i dotknęła grzywki. Percy przyjrzał się jej uważnie, po czym stwierdził.
-Ładnie dzisiaj wyglądasz.
Blondynka przewróciła delikatnie oczami i zerknęła na niego z ukosa.
-Tylko dzisiaj?-spytała co spowodowało śmiech w większości grupy. Percy zaczerwienił się.
-Nie no nie tylko dzisiaj, ale dzisiaj wyjątkowo....To znaczy...nie chodzi o to, że normalnie nie wyglądasz...Bo wyglądasz...tylko dzisiaj jakoś...no..wiesz...
-Pogrążasz się braciszku-zachichotałam, czym zasłużyłam sobie na jego rozgniewane spojrzenie. 
Rozmowa zeszła już na inny temat, jednak nadal było dość wesoło, kiedy nagle milczący przez dłuższą chwilę Percy wypalił.
-Wiem! Twoje włosy!
Cała załoga wybuchła śmiechem z jego nagłego przejawu entuzjazmu. Tylko jego dziewczyna zachowała powagę i zabawnie unosząc brew spytała.
-Co z nimi?
-No wiesz...-zamotał się Percy-Ścięłaś je. Wiesz, nawet ładnie. Znaczy nie to, że wcześniej nie było...
-Oj, zamknij się już-przerwała mu córka Ateny i nachyliła się całując go czule w policzek.
Jak można się było przekonać, taki argument był zdecydowanie najbardziej adekwatny jak na mojego brata. Lekki rumieniec wypłynął na jego policzki kiedy uśmiechnął się do swojej dziewczyny.
-Dobra. To my pójdziemy na wartę-zatarła ręce Hazel-A wy chłopcy, prześpijcie się.-Mówiąc to ścisnęła lekko ramię siedzącego obok Franka. Wraz z nią wstała też Piper i obie wyszły z mesy. Chłopaki też zwlekli się z siedzeń i ruszyli ku drzwiom. Ja i Anabeth miałyśmy posprzątać, jednak córka Ateny rozmawiała jeszcze z Percym, czego oczywiście nie miałam jej za złe. Wobec tego zaczęłam zbierać naczynia wymagające umycia. 
-Pomóc ci?-Anabetch zaczęła zbierać się szybko do wstania, ale powstrzymałam ją machnięciem ręki.
-Nie...pogadajcie sobie-mrugnęłam okiem do brata chcąc wynagrodzić mu wcześniejsze nieprzychylne komentarze na jego temat. 
Córka Ateny uśmiechnęła się do mnie po czym wróciła do rozmowy ze swoim chłopakiem trzymając go za rękę. Ja natomiast poszłam do naszej prowizorycznej kuchni wyposażonej jedynie w zlew z wodą, uzupełnianą przy każdym razie kiedy osiadaliśmy na wodzie. Jako że teraz pływaliśmy nie było problemu z jej brakiem. Praca szła mi nawet szybko, kiedy nagle ktoś położył mi dłoń na ramieniu. Przestraszyło mnie to, więc wzdrygnęłam się i natychmiastowo się odwróciłam bezwiednie zaciskając dłonie w pięści. Gdy zobaczyłam zdziwioną twarz Willa tuż przed nosem zrobiło mi się bardzo głupio. Cała czerwona na twarzy zerknęłam na zaciśnięte ręce i odwróciłam się znów do kranu wkładając ręce w naczynia
-Przepraszam...taki odruch.
-Bardzo dobry odruch-pochwalił mnie blondyn kiwając głową, po czym wskazał na piętrzące się w zlewie naczynia.-Pomóc ci?
Wzruszyłam ramionami nie odrywając się od mycia.
-Jeśli wolisz zmywanie naczyń od odpoczynku....
Zaśmiał się pod nosem.
-Nie tak bym to ujął, ale pomogę ci.-mówiąc to chwycił za ścierkę i zaczął wycierać umyte przeze mnie naczynia. Po chwili milczenia....miłego milczenia...Solace lekko szturchnął mnie w ramię i wskazał głową na moje włosy. 
-Ślicznie ci w tych włosach-powiedział.
Uśmiechnęłam się szeroko usiłując zakryć wypełzające na policzki rumieńce. Nic mądrego nie przychodziło mi do głowy więc odparłam po prostu.
-Dziękuję.
-Wiesz, tak na prawdę to wczoraj trochę się poobijaliśmy-przyznał się.
-To znaczy?-uniosłam brew i zmierzyłam go ciekawym spojrzeniem.
-No wiesz...posiedzieliśmy wszyscy na kadłubie i pogadaliśmy. Nawet fajnie było. Na prawdę to są równi goście.
-Wiem. A Percy, już się tak nie czepia?-zainteresowałam się i podałam mu talerz.
-Nie tak bardzo. Jasne, czasem rzuci jakąś kąśliwą uwagę ale niezbyt często.
-To dobrze. Nie darzył cię wielką sympatią.
Roześmialiśmy się. 
-Wydaje mi się, że do niedawna nikt nie darzył mnie jakąkolwiek sympatią-uśmiechnął się do mnie zawadiacko.
-Nie przesadzaj-westchnęłam- Nie tak znowu nikt...
Zrobił zdziwioną minę i oparł się tyłem o szafkę spoglądając mi w oczy.
-Taak? A kto na przykład?
Wzruszyłam ramionami usiłując na szybko wymyślić jakąś sensowną odpowiedź. Niestety nie udało mi się i pozostało mi do końca życia przeklinać swoją własną głupotę w tej chwili. Troszkę zdenerwowało mnie, że postawił mnie w takiej sytuacji, więc ze złością wręczyłam mu kubek.
-Domyśl się-powiedziałam naburmuszona jednak natychmiast zdałam sobie sprawę, że zabrzmiało to bardzo głupio. Zerknęłam na ledwie powstrzymującego śmiech syna Apolla. Na moją twarz wstąpił uśmiech i lekkim machnięciem dłoni skierowałam na niego prysk wody.-Ehhh przestań.
Zaskoczony Will zrobił wielkie oczy jednak natychmiast pojawił się w nich łobuzerski rozbłysk i złapał mnie w pasie usiłując nałożyć mi na twarz mokrą ścierkę. Ze śmiechem zaczęłam się wyrywać i szarpać, jednak blondyn nie odpuszczał, a szmatka z każdą chwilą zbliżała się do mojej twarzy z zamiarem wytarcia w nią brudu. Śmialiśmy się i rzucaliśmy się po całej kuchni jak nienormalni. Nagle, kiedy już prawie przestałam się bronić pod naporem łaskotek statkiem coś wstrząsnęło. Oboje zwaliliśmy się na podłogę. Ja upadłam na plecy, a Will twarzą w dół upadłby na mnie, jednak zdołał podeprzeć się na ręce w której trzymał ścierkę, bowiem drugą miał pod moimi plecami. Zapadła cisza a my w jednej chwili spojrzeliśmy sobie w oczy. W tym momencie do kuchni wbiegł Percy. Najpierw rozglądnął się po pomieszczeniu, a gdy zobaczył nas leżących na podłodze i chłopaka na  mnie na jego twarzy pojawił się grymas złości.
-Co tu się dzieje do cholery?-wycedził przez zęby.
Will natychmiast przetoczył się na prawo, wstał i pomógł mi. Między czasie zaczęliśmy się tłumaczyć.
-Percy, to nie tak, to przez wstrząs.
-I akurat przez wstrząs wylądowaliście w takiej pozycji!?-wrzasnął po czym podszedł do Willa i pchnął go na szafkę-A ty masz się wreszcie odczepić od mojej siostry!
-Stary, spokoj...
-Nie będę spokojny Solace! Jak jeszcze raz zobaczę jak z nią rozmawiasz...
-Percy proszę..-weszłam pomiędzy niego a Willa i położyłam mu ręce na ramionach-To nie tak...
-Ta...wmów mi jeszcze, że nie wiem co widziałem!-znów popatrzył wilkiem na Willa za moimi plecami-Nie wmówisz mi że nic się nie stało Mara...
-Ale kiedy na prawdę...
-Możesz przestać go bronić?!-krzyknął i szarpnąwszy mnie za ramię odsunął mnie na bok. Znów podszedł do Willa-Wynoś się Solace...poradzimy sobie doskonale bez ciebie.
Blondyn wyglądał jakby miał ochotę się sprzeciwić, ale spojrzał w moje przerażone sytuacją oczy i zrozumiał, że lepiej będzie zejść mu tymczasowo z drogi. Wobec tego minął Perciego i chciał przejść obok mnie do drzwi, jednak mój brat zagrodził mu drogę.
-Mówię poważnie. Odczep się od niej.
Will wyszedł. Z chwilą gdy drzwi się zamknęły Percy odwrócił się twarzą do mnie i mierząc mnie surowym spojrzeniem powiedział poważnie.
-Teraz sobie dobrze porozmawiamy....


Znalezione obrazy dla zapytania przestraszona dziewczyna gif



Tak wiem, spóźnienie było, jednak zrozumcie. Choroba :'(.
W każdym razie mam nadzieję że wynagrodziłam wam poślizg xD Dzięki że jesteście i proszę o komentarze xD
~Pass

niedziela, 8 stycznia 2017

Metamorfoza

 Tego dnia nie myśleliśmy praktycznie o niczym innym niż tylko o odpoczynku. Wyczerpujące wydarzenia mające miejsce do wczorajszego dnia praktycznie całkiem nas wyczerpały. Postanowiliśmy, że mimo iż ruszymy w dalszą drogę to przynajmniej przez jeden dzień nie będziemy rozmawiać o misji ani głowić się nad jej dalszym przebiegiem. Normalnie jak co dzień zebraliśmy się na śniadanie w mesie i pierwszy raz...miejsce obok mnie nie było wolne.
Na moim talerzu standardowo, jak zawsze gdy miałam dobry humor pojawiły się niebieskie naleśniki. Tym razem jednak nie pojawiły się one na talerzu Percy'ego. No tak....trzeba być nim żeby jeść pizzę na śniadanie. Chwilę ciszy podczas której wszyscy rozkoszowaliśmy się smakiem ciepłego śniadania, którego od dnia przed bitwą nie jedliśmy, przerwał Jason, który głośno odetchnął i uśmiechnął się.
-Nie wiem jak wy, ale ja zdecydowanie wolę taki porządek rzeczy niż uganianie się za stadem drakain, walczenie ze smokami i rozkminianie kto jest po której stronie-roześmiał się w kierunku Willa.
-Mi też to nie przeszkadza-poparł go Leo, po czym zwrócił się do syna Apolla i zapytał jak prawdziwy twórca okrętu.-A jak ci się podoba Argo III? 
-Fantastyczny-odparł blondyn-Nie znam się na tym ale wydaje mi się, że wprowadziłeś kilka ulepszeń, których nie było przy Argo II?
-Nie kilka, a wiele-odparła za syna Hefajstosa Piper-Żebyś widział jak się przy tym wszyscy urobili. Co chwila zmieniał koncepcję! Myślałam, że go rozszarpię.
Wszyscy się zaśmiali, a Frank dodał.
-Wiesz...jak czasami przychodzi mi z nim rozmawiać to w ogóle się nie dziwię.
-Powiedział ten który przyszedł na gotowe!-roześmiał się Percy.-Nawet nie zasmakował ciężkiej pracy przy codziennych zmianach planów, a już się wypowiada.
-My się napracowaliśmy-zaoponowała Hazel-Przygotowywaliśmy się psychicznie do ponownego spotkania z wami.
Takie luźne docinki z samego rana wyraźnie poprawiły humor wszystkim członkom załogi. Nareszcie była nas pełna dziewiątka. Trener Hedge nie mógł uczestniczyć w śniadaniu ponieważ ubzdurał sobie, że systemom nakierowującym Leona nie jest w stanie zaufać do końca i sterczał przy sterze karząc donosić sobie posiłki. Oczywiście nie robił tam nic innego niż rozmawianie ze swoją żoną Molly i małym synkiem Chuckiem, lecz mimo, że lubił całą załogę najwidoczniej nie chciał by ktoś z nas słyszał te rozmowy. Po skończonym posiłku chłopaki uparli się, że oni dopilnują wszystkich mechanicznych spraw teraz, by dziewczyny mogły odpocząć. Odpocząć....taaa...Żadna z nas nie była na tyle zmęczona by chcieć się położyć więc zostałyśmy w mesie i zajęłyśmy się normalnymi babskimi pogaduchami. No wiecie...jak wszystkie dziewczyny...gadałyśmy o urwanych paskach od zbroi, źle dopasowanych napierśnikach, pękniętych tarczach i uszczerbionych mieczach, gdy nagle Piper popatrzyła na mnie poważnym wzrokiem.
-Mara, tak wiem, jesteśmy na śmiercionośnej misji ale na Zeusa Wszechmogącego, co ty masz na głowie?
To pytanie tak bardzo zbiło mnie z pantałyku, że kompletnie nie wiedziałam co odpowiedzieć. Zrobiłam zapewne minę w stylu głupiej blondynki (nie obrażając blondynek oczywiście...potrafią nieźle zaleźć za skórę) i bąknęłam
-Co takiego?
Wzrok Hazel, Anabeth i Piper dokładnie skupił się na lustrowaniu mojej figury i sylwetki. Odruchowo przycisnęłam ramiona do siebie i bezwiednie się zgarbiłam. Nie lubiłam kiedy uwaga na zbyt długo skupiała się na mnie.
-Nie jestem wybitną znawczynią mody i wyglądu jak obecna tu córka Afrodyty-rzekła Anabeth żartobliwie szturchając łokciem Piper-Ale faktycznie Mara, odkąd odcięłaś te włosy wyglądasz...dziwnie...
-Dziwnie, czyli jak?-udałam naburmuszoną na co dziewczyny się roześmiały. Hazel wstała od stołu i podeszła do mnie.
-Brzydziej-oznajmiła z delikatnym uśmiechem, jakby chciała za wszelką cenę zaznaczyć, że nie powiedziała tego złośliwie. Na te słowa, choć pewnie powinnam się była obrazić wręcz roześmiałam się w duchu. Córka Plutona zawsze była dość bezpośrednia, ale nie spodziewałam się po niej takiej dobitności.-Zróbmy coś z tym.
-Niby co chcecie z tym zrobić?-zaskoczyłam się tym naburmuszonym tonem. Najwidoczniej nie byłam dobra w kontrolowaniu mojego głosu.
-Wszystko jedno-westchnęła Piper-Ale na pewno coś trzeba.
-Że niby teraz?-starałam się nie wyrażać aż tak bardzo wątpliwości co do ich pomysłu.
-Oczywiście, że nie-zaprzeczyła Anabeth  błyskiem w oku-Jeżeli uda nam się przekonać chłopaków, że nie jesteśmy zmęczone i, że chcemy wziąć tą wartę, wtedy nie będą mieli wyjścia i będą skazani na nocną.
-Zawsze wiedziałam, że jesteś sprytna-stwierdziła Hazel i się roześmiała-Ale żeby aż tak...
Dziewczyny wesoło się roześmiały i poszły załatwić sprawę z chłopakami. Ja nadal zaskoczona zostałam w mesie. Okej...pomyślałam. Chyba musiałam nieco skorygować moje zdanie i spostrzeżenia o każdej z nich. Zdałam sobie sprawę, że do tej pory patrzyłam na dziewczyny przez pryzmat wspólnych bitew, ich wcześniejszych dokonań i w dużej mierze polegałam na opowieściach o poprzedniej misji Argo II, zapominając zupełnie o tym, że mimo iż były bohaterkami, strategami i wojaczkami, były także dziewczynami. A każda dziewczyna raz na jakiś czas chce zrobić coś...na prawdę dziewczęcego. Pomyślałam sobie, że w sumie raz się żyje i może i mi przyda się taka...dość miła odmiana od codziennego życia na okręcie. Roześmiałam się sama do siebie na myśl o zdaniu które wypowiedziała Piper, a które rozpoczęło tą całkiem nową na misji konwersację, po czym wstałam i wyszłam z mesy. W drzwiach minęłam Willa, który tylko pokręcił głową i  zaśmiał się na mój widok.
-Anabeth nieźle się targuje. Nasz uroczy plan żeby zostawić was na noc chyba właśnie wziął w łeb-wskazał głową miejsce w którym blondynka z uśmiechem powiedziała coś do Percy'ego i pocałowała go w policzek.
-A nasz właśnie się ziścił-zaśmiałam się-Miłej nocy-posłałam mu delikatną sójkę w bok, na co on roześmiał się i przyciągnął mnie do siebie uważając na szwy i pocałował prosto w usta. Nie był to co prawda jakoś wybitnie długi pocałunek, ale w zupełności wystarczył jako zapewnienie, że wczorajsze wyznania nie były tylko jednodniowe. Kiedy się od siebie odsunęliśmy miałam delikatne rumieńce na policzkach, które postanowiłam zakryć szerokim uśmiechem, jakim obdarzyłam blondyna. Nawiązaliśmy kontakt wzrokowy, po czym odwróciłam się i odeszłam w stronę mojego obszaru patrolu, usiłując przegnać rumieniec z policzków.


 Warta skończyła się około 18:30 i uprzedzając pytania...tak...była nudna. Punktualnie zjawili się chłopcy by zmienić nas na stanowiskach. Do mnie podszedł Percy i z niezadowolonym uśmieszkiem mruknął.
-Jesteś wolna.
-Oj tam, braciszku nie przesadzaj-roześmiałam się.-Odeśpisz jutro.
Nie zdałam sobie sprawy, że tym samym dałam mu okazję do jeszcze lepszej riposty.
-Ty się tak nie ciesz jak szczerbaty do sera. Ty też nie odeśpisz-Ruchem głowy wskazał na moje włosy-Czeka cię chyba mała rewolucja.
Przewróciłam oczami.
-Nie wiem czy dobrze robię godząc się na to-westchnęłam.
-Bardzo dobrze-zapewnił mnie z szelmowskim błyskiem w zielonych oczach-Gorzej już nie będzie.
Pokazałam mu język, na co on tylko roześmiał się jeszcze bardziej, bowiem wiedział, że tą słowną potyczkę wygrał ze znaczną przewagą. Z duszą na ramieniu udałam się  do pokoju Piper, gdzie już chwilkę później zgromadziła się reszta dziewczyn.
-Trochę jak piżamowe przyjęcie, nie?-zaśmiała się Piper.
-Błagam cię nie pogarszaj mi humoru-odparłam.
Dziewczyny całkowicie mnie zignorowały po czym posadziły na krześle przed toaletką córki Afrodyty. Było w niej miejsce na wszelkie możliwe akcesoria do makijażu, jednak Piper praktycznie nigdy się nie malowała, więc wszystkie dodatkowe półki oprócz tej na szczotkę do włosów, perfumy i krem nawilżający świeciły pustkami. Gospodyni pokoju wyjęła z wypchanej rzeczami szuflady nożyczki i grzebień po czym położyła je na stoliku przede mną. 
-Chyba żartujesz...-zaczęłam, lecz nie Anabeth nie dała mi skończyć.
-On nie żartuje-zapewniła z uśmiechem-Tak cię wypięknimy, że Willowi wyjdą oczy z orbit.
Już miałam zamiar zaprotestować, jako, że nie chciałam, żeby cokolwiek na jego twarzy zmieniło swe położenie, jednak tym razem ubiegła mnie Hazel.
-Nawet się nie próbuj wykręcać. Wszyscy wiemy, że macie się ku sobie, ale jeśli nie chcesz poruszać tego tematu, to dobrze...nie będziemy.
Odetchnęłam z ulgą, po czym jeszcze raz spojrzałam na nożyczki. Do głowy przyszedł mi pewien pomysł.
-Okej-rzuciłam. Dziewczyny które spodziewały się moich dalszych wymówek wlepiły we mnie wzrok zaskoczone.-Zgadzam się.
-Zgadzasz się?-zapytała z niedowierzaniem Piper.
-Zgadzam się-potwierdziłam, po czym uniosłam palec-Ale...
-Eh...-westchnęła Anabeth-zupełnie jak brat. Nic bezinteresownie-zaśmiała się.
-Wy też zrobicie coś z włosami-postawiłam warunek.
-Niby co?-zdziwiła się córka Afrodyty.
-Wszystko jedno. Trochę przytniemy, tu i tam-odparłam wymigująco mając nadzieję, że to nie ja będę mieć władzę nad nożyczkami, bo w takim razie na prawdę współczułam dziewczynom-Chociaż trochę. Mówiłaś Piper, że to trochę jak piżama party-podchwyciłam-To niech to będzie piżama party. A na takich imprezach chyba chodzi o to, żeby robić wszystko razem nie?
-No...-zawahała się Hazel-Tak...
-No to co? Robimy metamorfozę?-zaśmiałam się.
Córka Ateny wzruszyła ramionami
-Mnie tam wszystko jedno. Włosy i tak odrosną.
-Dziewczyny?
-Ja też wchodzę-zapewniła Hazel. Spojrzenia naszych trzech par oczu spoczęły na wyraźnie wahającej się Piper. Dziewczyna spojrzała na nas po kolei po czym roześmiała się.
-No dobrze, niech wam będzie.
-No i świetnie.-uśmiechnęłam się do dziewczyn.- No to od kogo zaczynamy?
Wszystkie trzy popatrzyły na mnie jak na szaleńca.
-Tobie to się chyba najbardziej przyda-zasugerowała dyplomatycznie Anabeth po czym wskazała na lustro. 
Szybko się do niego odwróciłam, żeby przyjrzeć się swojemu odbiciu i o mało co nie odskoczyć z przestrachem. Faktycznie, sytuacja nie przedstawiała się najlepiej. Po warcie na podwórku wciąż miałam lekko zaczerwienione policzki i nos. Blizna na dolnej wardze wydawała się jeszcze bardziej widoczna niż kiedykolwiek, a pod oczami miałam lekkie cienie. Włosy...eh....włosy. Sięgające do pasa rude loki były w kompletnym nieładzie, a gdzieniegdzie widoczne były okropne kołtuny. Oczywiście ścięty przód włosów wyglądał jakby ktoś zaczął podcinanie końcówek i nożyczki mu się omsknęły. Krótsze pasma sięgały mniej więcej ramion. Jęknęłam i dotknęłam włosów.
-Dobrze. Zacznijcie coś z nimi robić.
-Kochana-zaczęła Piper sięgając po nożyczki i spojrzała mi w oczy przez lustro-Coś to może z nimi zrobić huragan Cathrina. My zrobimy coś spektakularnego.
Po tych słowach dziewczyny przystąpiły do pracy. Anabeth i Hazel na zmianę spryskiwały moje włosy wodą i rozczesywały je, a Piper pomagała im rozplątywać niechcące się poddać czesaniu kołtuny.
-Na Hadesa-westchnęła Anabeth-Kiedy ty je ostatnio czesałaś?
-Jak widzisz to nie jest takie łatwe-odparłam zaciskając zęby, kiedy pod wpływem mocniejszego pociągnięcia moja głowa poleciała w tył. Kiedy skończyły się mordować z czesaniem moich mokrych włosów uważnie przyjrzały się mojej głowie.
-Nie masz pociągłej twarzy-stwierdziła Hazel.
-To...dobrze?-zawahałam się.
-To znaczy, że krótkie włosy nie będą wcale tak brzydko wyglądać-wyjaśniła Piper.
-Hola, hola-zaniepokoiłam się-Jak bardzo krótkie?
-Spokojnie-Anabetch roześmiała się widząc moje zdenerwowanie-Przecież nie zetniemy ci ich do brody. A co powiecie na to, żeby z tyłu były dłuższe?-spytała pozostałych dziewczyn.
-To mogłoby całkiem nieźle wyglądać-przyznała jej rację córka Hadesa.
Piper szybko spojrzała na moje włosy po czym chwyciła nożyczki.
-No to tniemy-powiedziała córka Afrodyty i ze skupieniem wymierzyła pierwsze cięcie.
Po zakończonej pracy wyciągnęła z szuflady suszarkę i szybko wysuszyła mi włosy przejeżdżając przy tym po nich palcami. Odwróciła mnie w stronę jej i pozostałych dziewczyn. Wszystkie uśmiechnęły się do siebie.
-Super jest-stwierdziła Anabeth patrząc na mnie z błyskiem w szarych oczach.
-Mogę już się odwrócić?-spytałam a gulka pozytywnego zdenerwowania stanęła mi w gardle. Kiedy jednak się odwróciłam i spojrzałam w swoje odbicie, aż się uśmiechnęłam na jego widok. Najkrótsze włosy sięgały mi nieco powyżej ramienia i stopniowo ich długość się zwiększała, tworząc bardzo ładną falę. Najdłuższe włosy sięgały połowy ramienia. Potrząsnęłam głową, a loki podskoczyły po czym wróciły na miejsce.
-Dzięki dziewczyny-roześmiałam się i przytuliłam każdą z nich. Następna w kolejce była Hazel. Jej włosy sięgały nieco za łopatki i właściwie nie potrzebowały większych poprawek. W końcu Piper, którą dla żartu ochrzciłyśmy mistrzynią cięcia, tylko troszkę przycięła jej zniszczone końcówki i lekko pocieniowała jej ciemne włosy. Anabeth której blond proste włosy sięgały łokci poprosiła nas o coś spektakularnego, więc zabrałyśmy się do roboty. Oprócz skrócenia jej włosów do piersi, również lekko je pocieniowałyśmy, a córka Afrodyty posługując się swoją inwencją twórczą lekko podcięła je z przodu i przełożyła na jedną stronę. Blondynka z krótszymi, podciętymi włosami i grzywką na bok wyglądała na prawdę świetnie, przez co Piper uznała ją za dzieło swojego życia a ja i Hazel zdecydowanie podzielałyśmy jej zdanie. W przypadku brunetki tak samo jak u Hazel nie trzeba było robić wiele. Właściwie oprócz delikatnego podcięcia końcówek nie zrobiłyśmy nic, bowiem troszkę bałyśmy się, że mogłybyśmy wszystko zepsuć. W końcu Hazel odważyła się na ścięcie włosów córki Afrodyty i pomimo, że nie zrobiła nic poza wyrównaniem ich długości, poradziła sobie dobrze. 
-Wyglądamy super-wyraziła swoją opinię na sam koniec.
-Jestem tego samego zdania-poparłam ją. Chociaż nie wiem czy jak położę się spać to ich nie zniszczę-roześmiałam się.
-Spróbuj tylko-Piper żartobliwie zagroziła mi palcem.
-Przynajmniej masz mniej do rozczesywania-roześmiała się Anabeth, po czym przewróciła oczami-O ile znajdziesz czas to robić.
-Jak coś to zwrócę się do was-zaśmiałam się.
-Na mnie nie licz-westchnęła Hazel-Miałabym mięśnie jak Herkules gdybym codziennie musiała drzeć szczotką te twoje włosy.
-Połowę głowy mi wydarłyście-uśmiechnęłam się do nich-drugiej połowy stracić nie chce.
-Może i krótkie włosy ci pasują-stwierdziła Piper-Ale łysa głowa już zdecydowanie nie.
Po jeszcze chwilce rozmowy każda z nas rozeszła się do swoich pokoi. Zasypiając dotknęłam świeżo ściętych włosów i stwierdziłam, że byłabym głupia gdybym zostawiła je w poprzednim stanie. Nie wiedziałam wtedy o tym, że już następnego dnia przyjdzie nam zmierzyć się z kłopotami znacznie większymi niż kołtun we włosach.



            Podobny obraz

Next diametralnie inny od poprzednich. Wydaje mi się, że jest po prostu....bardziej nastolatkowy niż inne, ale uważam, że taka odskocznia od codziennej akcji może się przydać w ogólnym zarysie bloga. Dajcie znać jak się podobało
~Pass