-Jak było w nocy?-spytała zerkając na zmęczonych chłopaków. Siedzący obok mnie Will uniósł głowę i odetchnął głęboko.
-Nudno.-skwitował.
Szturchnęłam go w bok i uśmiechnęłam się półgębkiem.
-Raczej powinniście się cieszyć. Wiecie...żadnych potworów, zabijania, stawania oko w oko ze śmiercią...
-Posiedź sobie bezczynnie 10 godzin to wtedy pogadamy-spojrzał na mnie Percy.
-My za to miałyśmy bardzo produktywną noc-roześmiała się Hazel, a wraz z nią my wszystkie. Anabeth bezwiednie zarzuciła włosami i dotknęła grzywki. Percy przyjrzał się jej uważnie, po czym stwierdził.
-Ładnie dzisiaj wyglądasz.
Blondynka przewróciła delikatnie oczami i zerknęła na niego z ukosa.
-Tylko dzisiaj?-spytała co spowodowało śmiech w większości grupy. Percy zaczerwienił się.
-Nie no nie tylko dzisiaj, ale dzisiaj wyjątkowo....To znaczy...nie chodzi o to, że normalnie nie wyglądasz...Bo wyglądasz...tylko dzisiaj jakoś...no..wiesz...
-Pogrążasz się braciszku-zachichotałam, czym zasłużyłam sobie na jego rozgniewane spojrzenie.
Rozmowa zeszła już na inny temat, jednak nadal było dość wesoło, kiedy nagle milczący przez dłuższą chwilę Percy wypalił.
-Wiem! Twoje włosy!
Cała załoga wybuchła śmiechem z jego nagłego przejawu entuzjazmu. Tylko jego dziewczyna zachowała powagę i zabawnie unosząc brew spytała.
-Co z nimi?
-No wiesz...-zamotał się Percy-Ścięłaś je. Wiesz, nawet ładnie. Znaczy nie to, że wcześniej nie było...
-Oj, zamknij się już-przerwała mu córka Ateny i nachyliła się całując go czule w policzek.
Jak można się było przekonać, taki argument był zdecydowanie najbardziej adekwatny jak na mojego brata. Lekki rumieniec wypłynął na jego policzki kiedy uśmiechnął się do swojej dziewczyny.
-Dobra. To my pójdziemy na wartę-zatarła ręce Hazel-A wy chłopcy, prześpijcie się.-Mówiąc to ścisnęła lekko ramię siedzącego obok Franka. Wraz z nią wstała też Piper i obie wyszły z mesy. Chłopaki też zwlekli się z siedzeń i ruszyli ku drzwiom. Ja i Anabeth miałyśmy posprzątać, jednak córka Ateny rozmawiała jeszcze z Percym, czego oczywiście nie miałam jej za złe. Wobec tego zaczęłam zbierać naczynia wymagające umycia.
-Pomóc ci?-Anabetch zaczęła zbierać się szybko do wstania, ale powstrzymałam ją machnięciem ręki.
-Nie...pogadajcie sobie-mrugnęłam okiem do brata chcąc wynagrodzić mu wcześniejsze nieprzychylne komentarze na jego temat.
Córka Ateny uśmiechnęła się do mnie po czym wróciła do rozmowy ze swoim chłopakiem trzymając go za rękę. Ja natomiast poszłam do naszej prowizorycznej kuchni wyposażonej jedynie w zlew z wodą, uzupełnianą przy każdym razie kiedy osiadaliśmy na wodzie. Jako że teraz pływaliśmy nie było problemu z jej brakiem. Praca szła mi nawet szybko, kiedy nagle ktoś położył mi dłoń na ramieniu. Przestraszyło mnie to, więc wzdrygnęłam się i natychmiastowo się odwróciłam bezwiednie zaciskając dłonie w pięści. Gdy zobaczyłam zdziwioną twarz Willa tuż przed nosem zrobiło mi się bardzo głupio. Cała czerwona na twarzy zerknęłam na zaciśnięte ręce i odwróciłam się znów do kranu wkładając ręce w naczynia
-Przepraszam...taki odruch.
-Bardzo dobry odruch-pochwalił mnie blondyn kiwając głową, po czym wskazał na piętrzące się w zlewie naczynia.-Pomóc ci?
Wzruszyłam ramionami nie odrywając się od mycia.
-Jeśli wolisz zmywanie naczyń od odpoczynku....
Zaśmiał się pod nosem.
-Nie tak bym to ujął, ale pomogę ci.-mówiąc to chwycił za ścierkę i zaczął wycierać umyte przeze mnie naczynia. Po chwili milczenia....miłego milczenia...Solace lekko szturchnął mnie w ramię i wskazał głową na moje włosy.
-Ślicznie ci w tych włosach-powiedział.
Uśmiechnęłam się szeroko usiłując zakryć wypełzające na policzki rumieńce. Nic mądrego nie przychodziło mi do głowy więc odparłam po prostu.
-Dziękuję.
-Wiesz, tak na prawdę to wczoraj trochę się poobijaliśmy-przyznał się.
-To znaczy?-uniosłam brew i zmierzyłam go ciekawym spojrzeniem.
-No wiesz...posiedzieliśmy wszyscy na kadłubie i pogadaliśmy. Nawet fajnie było. Na prawdę to są równi goście.
-Wiem. A Percy, już się tak nie czepia?-zainteresowałam się i podałam mu talerz.
-Nie tak bardzo. Jasne, czasem rzuci jakąś kąśliwą uwagę ale niezbyt często.
-To dobrze. Nie darzył cię wielką sympatią.
Roześmialiśmy się.
-Wydaje mi się, że do niedawna nikt nie darzył mnie jakąkolwiek sympatią-uśmiechnął się do mnie zawadiacko.
-Nie przesadzaj-westchnęłam- Nie tak znowu nikt...
Zrobił zdziwioną minę i oparł się tyłem o szafkę spoglądając mi w oczy.
-Taak? A kto na przykład?
Wzruszyłam ramionami usiłując na szybko wymyślić jakąś sensowną odpowiedź. Niestety nie udało mi się i pozostało mi do końca życia przeklinać swoją własną głupotę w tej chwili. Troszkę zdenerwowało mnie, że postawił mnie w takiej sytuacji, więc ze złością wręczyłam mu kubek.
-Domyśl się-powiedziałam naburmuszona jednak natychmiast zdałam sobie sprawę, że zabrzmiało to bardzo głupio. Zerknęłam na ledwie powstrzymującego śmiech syna Apolla. Na moją twarz wstąpił uśmiech i lekkim machnięciem dłoni skierowałam na niego prysk wody.-Ehhh przestań.
Zaskoczony Will zrobił wielkie oczy jednak natychmiast pojawił się w nich łobuzerski rozbłysk i złapał mnie w pasie usiłując nałożyć mi na twarz mokrą ścierkę. Ze śmiechem zaczęłam się wyrywać i szarpać, jednak blondyn nie odpuszczał, a szmatka z każdą chwilą zbliżała się do mojej twarzy z zamiarem wytarcia w nią brudu. Śmialiśmy się i rzucaliśmy się po całej kuchni jak nienormalni. Nagle, kiedy już prawie przestałam się bronić pod naporem łaskotek statkiem coś wstrząsnęło. Oboje zwaliliśmy się na podłogę. Ja upadłam na plecy, a Will twarzą w dół upadłby na mnie, jednak zdołał podeprzeć się na ręce w której trzymał ścierkę, bowiem drugą miał pod moimi plecami. Zapadła cisza a my w jednej chwili spojrzeliśmy sobie w oczy. W tym momencie do kuchni wbiegł Percy. Najpierw rozglądnął się po pomieszczeniu, a gdy zobaczył nas leżących na podłodze i chłopaka na mnie na jego twarzy pojawił się grymas złości.
-Co tu się dzieje do cholery?-wycedził przez zęby.
Will natychmiast przetoczył się na prawo, wstał i pomógł mi. Między czasie zaczęliśmy się tłumaczyć.
-Percy, to nie tak, to przez wstrząs.
-I akurat przez wstrząs wylądowaliście w takiej pozycji!?-wrzasnął po czym podszedł do Willa i pchnął go na szafkę-A ty masz się wreszcie odczepić od mojej siostry!
-Stary, spokoj...
-Nie będę spokojny Solace! Jak jeszcze raz zobaczę jak z nią rozmawiasz...
-Percy proszę..-weszłam pomiędzy niego a Willa i położyłam mu ręce na ramionach-To nie tak...
-Ta...wmów mi jeszcze, że nie wiem co widziałem!-znów popatrzył wilkiem na Willa za moimi plecami-Nie wmówisz mi że nic się nie stało Mara...
-Ale kiedy na prawdę...
-Możesz przestać go bronić?!-krzyknął i szarpnąwszy mnie za ramię odsunął mnie na bok. Znów podszedł do Willa-Wynoś się Solace...poradzimy sobie doskonale bez ciebie.
Blondyn wyglądał jakby miał ochotę się sprzeciwić, ale spojrzał w moje przerażone sytuacją oczy i zrozumiał, że lepiej będzie zejść mu tymczasowo z drogi. Wobec tego minął Perciego i chciał przejść obok mnie do drzwi, jednak mój brat zagrodził mu drogę.
-Mówię poważnie. Odczep się od niej.
Will wyszedł. Z chwilą gdy drzwi się zamknęły Percy odwrócił się twarzą do mnie i mierząc mnie surowym spojrzeniem powiedział poważnie.
-Teraz sobie dobrze porozmawiamy....

Tak wiem, spóźnienie było, jednak zrozumcie. Choroba :'(.
W każdym razie mam nadzieję że wynagrodziłam wam poślizg xD Dzięki że jesteście i proszę o komentarze xD
~Pass