czwartek, 31 marca 2016

Tato...Przepraszam

Wędrowałam po moim dawnym osiedlu na Manhattanie. Dokładnie tym ,z którego zabrał mnie ojciec 4 lata temu. Idąc sama nie wiem gdzie zauważyłam niby zwyczajną drewnianą ławkę. Dla przechodniów mogła to być faktycznie niczym nie wyróżniająca się ławka. Dla mnie pewnie też by taka była gdyby to nie była TA ławka. Nagle przed moimi oczami siedząc na ławce pojawiła się mała płacząca dziewczynka. Rozpoznałam w niej siebie. Oglądałam całą koszmarną dla mnie scenę jeszcze raz...Zanim zdążyłam choćby pomyśleć jak idiotycznie wyglądałam na tej ławeczce ,mój kochany mózg postanowił ,że złożymy wizytę jedynej (jak na razie) osobie ,której szczerze i dozgonnie nienawidziłam. Sally Jackson...Mojej matce. Zobaczyłam ją siedzącą na kanapie i suszącą zęby do jakiegoś gościa o ciemnych, szpakowatych włosach i miałam dziwne uczucie ,że obserwuję scenę z teraźniejszości. Mimo wszystko ,nie mogłam powiedzieć. W rozpuszczonych włosach, ślicznej sukience i z błyszczącymi oczami wyglądała całkiem ładnie, co z pewnością nie poprawiło mi humoru. Odepchnęłam od siebie tę wizję, przez co przeniosłam się do jakiegoś ciemnego korytarza. Zobaczyłam tam mojego 14 letniego brata opartego o jego ściany w towarzystwie ciemnowłosego satyra, młodego cyklopa oraz ładnej blondynki o bystrym spojrzeniu, która musiała być córką Ateny. Opanował mnie gniew. Wiedziałam ,że Percy jest w Obozie Herosów, ale dręczyło mnie jedno. Dlaczego mnie nie szukał? Dlaczego nie wymawiał nawet mojego imienia? Pod tym względem byłam niemal tak wyczulona jak bogowie. Chciałam podbiec i wykrzyczeć mu w twarz jakim jest podłym gnojkiem, ale nie mogłam. Taka logika snów. Człowiek raz na jakiś czas chce kogoś niespodziewanie palnąć w ten durny łeb ale nie..... To tylko sen....ble.....ble....ble....Wpatrywałam się w tę czwórkę gdy nagle mój brat zesztywniał, obrócił głowę w moją stronę i przeszył mnie spojrzeniem całkowicie czarnych oczu.
-No i co córeczko Posejdona?-roześmiał się kpiąco- Już nie wiesz czego chcesz? Nie masz pojęcia kogo tak na prawdę nienawidzisz a kogo należy się bać?- jego głos mnie przerażał. Jakby sama ciemność mogła mówić- To dobrze... Właśnie tej niepewności mi trzeba. Zapamiętaj dziecko: cokolwiek zrobisz, jak bardzo będziesz się opierać i tak nie masz szans. Chaos i tak zwycięży. Bez względu na wszystko-po tych słowach skoczył na mnie wyciągając ramiona by zacisnąc dłonie na mojej szyi.
Obudziłam się z krzykiem. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie że to na prawdę był sen. Nie ma się czego bać. Ale czy na pewno? Odrzuciłam od siebie te myśli i poszłam się przebrać. Na dżinsy i zwykły podkoszulek narzuciłam jak zwykle czarną zbroję. Od dwóch lat praktycznie się z nią nie rozstawałam wiedząc, że może mnie uratować. Przed wyjściem popatrzyłam w lustro. Rude włosy były w całkowitym nieładzie, a zielone oczy posyłały chłodne i pełne rezerwy spojrzenie. Spojrzenie wojownika jak zwykł mówić Ares. Moja zbroja nie składała się z kawałków żelastwa. Była wykonana z mieszanki niebiańskiego spiżu z cesarskim złotem, przez co była w miarę lekka. Przylegała do ciała niczym metalowy kombinezon. Jeszcze raz obrzuciłam się krytycznym spojrzeniem i wyszłam czując przy pasie moje dwa ulubione miecze. Zawsze pojawiały się na zawołanie. Jeden lśnił od spiżu ,a drugi od cesarskiego złota. Mój wojowniczy nastrój sprawiał ,że chętnie chciałam mieć miecz u boku, choćby dla groźnego wyglądu. Ten dzień miał przejść do mojej osobistej historii, jako dzień w którym porozmawiam z bogami o przepowiedni. Mojej przepowiedni. Bo w końcu dwunastolatka ,która rozbraja boga wojny kilkoma pchnięciami kwalifikuje się chyba do roli najodważniejszego wojownika. Może było to głupie ,ale cieszyłam się ,że przepowiednia jest o mnie. Tyle nasłuchałam się o wyczynach półbogów w trakcie ich niebezpiecznych misji, że zwyczajnie miałam dość siedzenia na Olimpie i uczeniu się teorii o potworach, które przecież i tak przyjdzie mi nauczyć się pokonywać je w praktyce. Nie w pełni rozumiałam wtedy czego chcę. Przygniatała mnie brawura i przekonanie ,że mogę zrobić wszystko. Było to niebezpieczne chociaż patrząc na śmiertelną słabość. Mimo wszystko czuję ,że znajduje się ona gdzie indziej. Tylko gdzie? W buntowniczym nastroju weszłam do Wielkiej Sali i trzasnęłam drzwiami. Posejdon spojrzał na mnie karcąco. 
-Co się tak gapisz?!- no ok.... może byłam za ostra ale na prawdę chciałam się gdzieś wyrwać na dłużej. Moje kolejne słowa ociekały sarkazmem.- Może raczylibyście zacni bogowie wreszcie wypuścić mnie stąd? Normalni herosi wykonują misje! A ja co robię? Siedzę i nudzę się na lekcjach ,na których i tak nic więcej się nie nauczę. Muszę zacząć wreszcie walczyć z potworami! Nawet żadnego nie widziałam! Tak w ogóle dlaczego jeszcze nie opuściłam Olimpu sama?! Od czterech lat jestem szkolona do walki a traktujecie mnie ciągle jak początkującą łamagę. Wyślij mnie gdzieś! Nie możesz mnie wiecznie tu trzymać!
-Jeszcze tego nie rozumiesz- w jego głosie wyczuwalne było ostrzeżenie- Jesteś za młoda... Masz dopiero 12 lat.
Dowalił jak łysy grzywką! Zirytowało mnie to jeszcze bardziej!
-Za młoda na co?!-wrzasnęłam ze łzami frustracji w oczach.- Na śmierć?! Dobrze wiesz ,że i tak umrę przez Niego! Poproś Chejrona on wymyśli mi jakąś misję.
-Nie!-ryknął mój ojciec. Chyba pierwszy raz poważnie podniósł na mnie głos- Już wystarczająco narażam Perci'ego ! Nie narażę też ciebie!
-Jak nie zaczniesz wysyłać mnie w teren to umrę jeszcze szybciej! Zabije mnie machnięciem ręki! Tego chcesz?!-łzy lały się strumieniami, ale nie były to łzy smutku. Był to bezsilny gniew na ojca i jego głupie zasady.
-Nie chcę! I właśnie dlatego próbuje cię ochronić. Ktoś ,kto od dawna jest w zmowie z Nim zacznie na ciebie polować! Nie może cie dorwać!-pozostali patrzyli na nas jak na mecz ping ponga.
-Kto to?-zamilknął pod moim natarczywym spojrzeniem- No powiedz mi! Kim on jest?! Jak się nazywa?! Czego ode mnie chce?! Skąd ty o tym wiesz?! Czego się tak strasznie boisz?!
-Dość!-przerwał mi. Widziałam ,że ledwo powstrzymywał się od ciśnięcia we mnie lawiny wody- Wróć do pokoju i nigdy więcej nie powtarzaj tych pytań!
-NIE!!!-wrzasnęłam. Złość zaślepiła mnie całkowicie. Pamiętam tylko jak uniosłam rękę. Później patrzyłam na kulę ognia pędzącą w stronę Posejdona. Nie zdążył jej zatrzymać. Widziałam jak upada na ziemię, a z jego ramienia ichor lał się wielkim strumieniem. Ktoś wrzasnął a Apollo natychmiast podbiegł do rannego. Inni bogowie byli w szoku.. Ja też. w miejsce gniewu pojawił się żal do samej siebie i poczucie winy.
-Tato..-wyszeptałam ze łzami w oczach.- Ja.... Przepraszam...
Cała drżąc odwróciłam się i wybiegłam z sali. Dotarły do mnie jedynie jego słowa.
-Maro... Nic mi nie jest- wiedziałam ,że to nie prawda.... Zraniłam go i nigdy sobie tego nie wybaczę. Gnałam szybciej niż kiedykolwiek i już po chwili znalazłam się na placu. Zagwizdałam i tuż obok pojawił się Mroczny. Wskoczyłam na jego grzbiet i wtuliłam się w szyję.
-Leć...-wyszlochałam-Leć jak najdalej...
Pegaz ruszył ,nim goniąca mnie Atena zdążyła dobiec do drzwi . Po chwili Olimp zniknął mi z oczu. Miałam nowy cel. Nigdy więcej nie dopuścić do krzywdy moich bliskich. Musiałam się od nich odizolować. Uciec tam, gdzie mnie nie znajdą. I tak właśnie wyruszyłam na pierwszą misję
                      
Kolejny nexcior dobiegł końca. Wiem,że trochę krótki, ale będę codziennie dodawać krótsze, więc mam nadzieję ,że nie zawiodłam. Ktoś w ogóle czyta??? Dawajcie jakiś znak oprócz wyświetleń. Nie żebym namawiała ale komentarzem nie pogardzę . A właściwie.... tak ,,namawiam xd. Na rysunku powyżej jest dokładnie taka zbroja jaką wyobrażam sobie dla Mary ,tylko tamta jest czarna ;). 
Myślę poważnie nad założeniem kolejnego bloga, prócz tego. Co powiecie na..... Czkastrid? Wiem ,że trochę tego dużo, ale myślę ,że mam ciekawą ,oryginalną historię i może się spodobać. 
Papatki
MPML <3

środa, 30 marca 2016

Szkolenie

 Z początku myślałam ,że mieszkanie na Olimpie będzie jak wakacje, że nie będę nic robić tylko siedzieć w pokoju całymi dniami. Pomyliłam się całkowicie. Już następnego dnia Posejdon obudził mnie o 6:30 (co on, spania nie ma???) i wybraliśmy się na przechadzkę. Pokazał mi dokładnie cały Olimp, omówił wszystkie fasady, sklepienia, świątynie... wszystko. Potem uświadomił mnie w sprawie Przepowiedni o potomku jednego z najstarszych bogów czyli Hadesa, Zeusa lub Posejdona. Jako dziecko tego ostatniego kwalifikowałam się do roli ocalenia lub zniszczenia Olimpu i wyżęcia duszy. Na samą myśl byłam przerażona. Gdybym wiedziała wcześniej o tych głupich przepowiedniach, potworach i całej reszcie powiedziałabym ,że dziękuję ale nie. Niestety urodziłam się herosem i już wtedy postanowiłam ,że chcę umrzeć jak heros. Można powiedzieć o mnie wszystko ,ale tchórzem nie byłam. Spytałam więc:
- Skoro jestem tak niebezpieczna to czemu jeszcze żyję. Czy ze względu na bezpieczeństwo Olimpu nie powinniście mnie zabić?
Ojciec popatrzył na mnie poważnie. Zapewne nie spodziewał się takich słów z ust ośmiolatki.
- Już jesteś bardzo potężna. Nie da się nie zauważyć bijącej od ciebie mocy. Z czasem jeszcze bardziej urośniesz w siłę, a wtedy twoja potęga albo okaże się naszą zgubą albo największą szansą. Jeśli mam być szczery w niczym nie przypominasz moich poprzednich dzieci.
- Mało to ich nie miałeś...- rzuciłam zgryźliwie.
- To prawda... trochę rodzeństwa to ty masz...- czyżby się zarumienił? W każdym razie postanowiłam przerwać ten temat
-Dlaczego jestem inna od reszty?
- Czuć w tobie wyraźną moc morza, co nie jest niczym niezwykłym. Jednakże niepokoi mnie ,a zarazem fascynuje fakt ,że wyczuwam też inne predyspozycje. Być morze władza nad wodą nie będzie twoim jedynym talentem.
- To ja...- zająknęłam się- mam władzę nad wodą?
Uśmiechnął się szeroko i pokiwał głową.
- Musisz tylko zrozumieć jak z niej korzystać. Bo widzisz... Każdy z nas niezależnie czy bóg, czy heros, czy zwykły śmiertelnik posiada w sobie moc. Trzeba tylko ją odkryć i nauczyć się jak jej używać. Chodźmy już, nie chcę żebyś pierwszego dnia spóźniła się na zajęcia.
- To ja będę mieć jakieś zajęcia?
- Przecież nie możesz całymi dniami siedzieć i się obijać.-mrugnął do mnie- Musimy wyszkolić przyszłego wybawcę Olimpu.
Uśmiechnęłam się. Na prawdę zaczynałam coraz bardziej go lubić. Ruszyliśmy ku niedużej, srebrnej świątyni z dachem w kształcie kopuły.
-To ja cię już zostawię. Postaram się być na kolacji i zdasz mi relacje z pierwszego dnia- rzekł po czym zdematerializował się w parę wodną.
-Super...-westchnęłam i nie mając pojęcia co mam dalej robić ,zrezygnowana ruszyłam ku świątyni.
Zapukałam a kiedy nikt nie otwierał weszłam i już wtedy zaniemówiłam z wrażenia. Chociaż z zewnątrz wyglądała na małą to w środku był to jeden wielki las a sufit pokrywały piękne gwiazdozbiory i lśniący księżyc. Zapatrzona w niego, tyłem do mnie stała ta rudowłosa 12-latka z Narady Bogów. W ręce ściskał myśliwski nuż a przez przez plecy miała przewieszony kołczan ze strzałami i łuk.
-Artemida-wypaliłam szybko. Bogini odwróciła się i spojrzała na mnie unosząc brwi. No po prostu miodzio... już na początku się skompromitowałam- To znaczy... yyyy.... witaj pani Artemido, patronko lasów, zwierząt ,łuczników i różnych innych rzeczy- gadałam co mi ślina na język przyniosła ale widząc jej uśmiech ukłoniłam się. Podeszłam i stanęłam przed nią.
-Zaczynajmy już. Nie mamy zbyt dużo czasu na większe wprowadzenie. Najlepiej nauczysz się wszystkiego w praktyce.
No i zaczęło się. Zdążyłam jedynie dowiedzieć się ,że codziennie będę mieć zajęcia z wszystkimi 12-ma bogami olimpijskimi. Artemida uczyła mnie sztuki polowania, tropienia i skradania się. W świetle księżyca wypatrywałyśmy widmowej zwierzyny ,która płoszyła się przez najdrobniejszy dźwięk. Chociaż za każdym razem po nich miałam gałązki we włosach, błoto na twarzy i ogólnie nie wyglądałam najpiękniej to bardzo lubiłam te zajęcia. Następnie bliźniak Artemidy, Apollo uczył mnie strzelania z łuku. Już po kilku lekcjach z jasnowłosym bogiem przypominającym gwiazdora filmowego umiałam strzelać do ruchomych celów, oraz trafiałam idealnie w środek tarczy z odległości 50 metrów. Czasami bóg zabierał mnie na przejażdżkę na rydwanie słońca który na prawdę był złocistym kabrioletem marki Ferrari.Ach ten wiatr we włosach... Na moje nieszczęście dzień który zapowiadał się na tak udany musiały zepsuć trzy pod rząd , najnudniejsze lekcje świata. Na pierwszy ogień - Afrodyta i jej gadanie o dobrym stylu, miłości... ble ble ble.... Po prawdzie wyłączałam się już na słowach
-Dzisiaj porozmawiamy o....
Drugie okropieństwo to zajęcia z .... właściwie niczego z Dionizosem który przybywał z Obozu Herosów tylko po to by przez pół godziny nawijać o rodzajach wina które w tej chwili by wypił gdyby nie ten głupi zakaz na picie na 100 lat. Nie wyniosłam z tych zajęć nic poza tym, że chyba nigdy w życiu nie napiję się kropelki wina. No i na koniec nudy niczym złowrogi ciemnowłosy okręt przywiercający mnie do podłogi zbliżała się Hera i jej niekończące się gadanie o dobrych manierach, rodzinie i innych głupstwach. Na szczęście po tych męczarniach mogłam doskonale poprawić sobie humor w kuźni Hefajstosa gdzie uczyłam się konstrukcji, budowania, przebijania się przez zabezpieczenia i szyfry. No i jedne z moich ulubionych- lekcje z Ateną, gdzie cały czas stałyśmy przy mapie wojennej, dyskutowałyśmy o strategii, radzeniu sobie z emocjami i logicznym myśleniu. Po raju dla mózgowców zmierzałam na czysty wysiłek fizyczny bez niczego wymagającego mózgu ( o którego istnienie nie podejrzewam nauczyciela). Cały czas walczyliśmy z Aresem na miecze, sztylety, włócznie i topory. Po naukach Ateny niekiedy udawało mi się go rozbroić idealnie wymierzonymi pchnięciami i chwytami. Mimo groźnego wyglądu i ogólnej powierzchownej złośliwości Ares okazał się całkiem do zniesienia. Co innego Demeter ,która przez większość czasu gadała do siebie o nowych sposobach wydajnego uprawiania jęczmienia. Następnie pomagałam Hermesowi w dostarczaniu paczek oraz odwiedzałam moją niedawno poznaną przyjaciółkę Kalipso. No i na koniec zostawały mi nauka panowania nad wodą z tatą i lekcja wyniosłych spojrzeń i sztuki rządzenia z Zeusem. Kilka razy udałam się nawet do Hadesu odwiedzić władcę podziemia i Persefonę.
Mijały lata ,a ja rosłam i przejawiałam coraz to nowe talenty. Pewnego wieczoru poszłam jak zawsze polatać na moim pegazie Mrocznym. Był on cały czarny z błyszczącymi figlarnie oczami. Miałam wtedy 12 lat. Wiedziałam ,że Mroczny na stałe mieszka w Obozie Herosów i ku mojemu rozżaleniu przyjaźni się z moim kochanym braciszkiem (który od 4 lat nawet nie próbował dowiedzieć się co się ze mną stało, choć widywał się z ojcem, podczas gdy ja pozostawałam w ukryciu). Co dziennie wymykał się z obozowych stajni i przylatywał by dotrzymać mi wieczorem towarzystwa. Po długim czasie na Olimpie znałam wszystkich i wiedziałam o nim wszystko. Tego dnia chcieliśmy z pegazem poćwiczyć beczki więc zaczęliśmy nad pałacem. Po części dlatego ,że najlepiej było się tam rozpędzić ,a po części pragnęłam by nauczyciele zobaczyli jak dobrze sobie z nim radzę.Niestety po trzeciej perfekcyjnej ( jak zawsze, nie chwaląc się)
beczce, gdy mroczny leciał wysoko nad drogą główną, Mroczny zahaczył o coś ( może o ptaka) skrzydłem i oboje zaczęliśmy spadać nabierając prędkości. Zacisnęłam powieki i zaczęłam krzyczeć modląc się do bogów o ratunek. Przestałam gdy spojrzałam spod zamkniętych oczu i odkryłam ,że oboje z pegazem dryfujemy lekko w powietrzu. Z początku chciałam podziękować Zeusowi, tylko,że ..... nigdzie go nie było! Po chwili mój mózg zaskoczył i zdałam sobie sprawę ,że to ja nas uratowałam. Nie wiedząc co robić skupiłam się i w myślach nakazałam sobie i rannemu Mrocznemu opaść na ziemię. Prawie krzyczałam z radości i niedowierzania kiedy znaleźliśmy się na soczyście zielonej trawie Olimpu. Szybko wstałam co okazało się błędem bo natychmiast zakręciło mi się w głowie. Nawet po tak krótkim panowaniu nad powietrzem byłam wyczerpana. Zerknęłam w bok i zachciało mi się wyć z rozpaczy na widok przyjaciela z wykrzywionym nienaturalnie skrzydłem. Zanim zdążyłam do niego dotrzeć ubiegły mnie driady, obiecały ,że wszystko będzie dobrze i zajęły się rannym pegazem. Odwróciłam się i napotkałam zszokowane spojrzenia wszystkich olimpijczyków. Przeszliśmy do sali gdzie zawsze jadaliśmy.
-di immortales- rzekła Atena
-Niewiarygodne- dodał Apollo
-Tylko dzieci Zeusa tak potrafią!- wykrzyknęła zflustrowana Atena. Nie nawidziła czegoś nie wiedzieć- Mara to córka Posejdona. Normalnie nie mogłaby... Nie powinna...
-Ale lata- skwitował Zeus przyglądając mi się z uwagą po czym zerknął na Posejdona- To na pewno twoja???
-Cóż bracie. Doskonale pamiętam kiedy złamałem przysięgę i kto jest tego owocem. Chodź gdybyś chciał się do czegoś przyznać to słuchamy z uwagą.
Pan niebios obrzucił go jadowitym spojrzeniem i już miał odpowiedzieć gdy przerwał mu Apollo
-Wiem- powiedział drżącym głosem- Przepowiednia...
-Jaka znów przepowiednie- zdezorientowała się Artemida-Mamy już jedną Wielką Przepowiednię.
Bóg muzyki westchnął
-Niecałe 100 lat temu kiedy mianowałem ostatnią wyrocznię wypowiedziała swą przepowiednię, której nie mogłem wyjawić aż nie nadejdzie wybrana- Spojrzał na mnie- Chyba już wiem kto nią jest.
-Jak ona brzmi- zainteresował się Hermes
Apollo odchrząknął i wypowiedział mrożącą krew w żyłach przepowiednię
Ze złamanej przysięgi pana morza dziecie
moce posiądzie w wyjątkowym świecie
Dziewięcioro potomków na świata początek ruszy
By przyjaźń naruszyć na piaszczystej suszy
Pierwotny władca mroku powstanie
Dziecię żywiołów przeciw niemu stanie.
Najdzielniejszy wojownik z wielu ran krwawi
Śmiercią świat cały zrujnuje lub go wybawi.
Nastała cisza. Wszystkie oczy wpatrzone były we mnie. Słowa przepowiedni wirowały mi w głowie
-Myślicie,że ....-zaczęła Demeter
-Stop- przerwał jej mój ojciec-Mara idź do pokoju.
-Ale...-już miałam zaprotestować, gdy
-Do pokoju! Już!-krzyknął.
Popatrzyłam na niego ze złością i wybiegłam. Po zamknięciu drzwi, korzystając z nowo odkrytych zdolności wyleciałam na podwórze i stając na parapecie przykleiłam twarz do ściany tuż obok uchylonego okna jadalni.
-Pana morza dziecie, dziecie żywiołów, najdzielniejszy wojownik...-drżący głos Ateny niósł się echem po sali- Myślicie, że chodzi o nią?
-Dzielna to ona jest- zaśmiał się ku mojej radości Ares- I zadziorna
-Może to być też Percy-mruknął Posejdon ignorując poprzednika. Na sam dźwięk tego imienia poczułam nieogarnioną złość
-Dziecie żywiołów to ma być niby Percy?-pokręciła głową Hera- a widziałeś swojego synalka w locie tak jak Marę przed chwilą- chyba przesadziła z ilością wsuwek w głowie, bo nigdy przedtem nie stawała w mojej obronie.
-No dobrze. Może chodzi o nią ,ale pierwotny władca mroku?
-Hades?-zasugerowała Afrodyta
-Nie pasuje ani pierwotny ani władca- zaprotestował Hefajstos
-A może chodzi o...-rzekł poważnie Hermes- niego?
Wypowiedział to ''niego'' jakby chodziło o najstraszniejszą osobę na świecie.
-Jeżeli tak to mamy poważne kłopoty...-odparł Zeus
-Ojcze-Atena położyła mu rękę na ramieniu- Powstający Kronos jest w takim razie tylko przykrywką. Po tej wojnie będziemy osłabieni. To dla niego idealny moment. Zaatakuje najsłabszych. Otoczonych chaosem.
W milczeniu przyznali jej racje a ja dalej nie wiedziałam o kogo chodzi.
-Może źle to interpretujemy- powiedział bez przekonania Apollo-może to jeszcze nie czas przepowiedni
-Nie widziałeś Mary w powietrzu czy jesteś zwykłym idiotą?- zirytowała się jego siostra
-O ile mnie pamięć nie myli siostruś żywiołów jest cztery
- Wobec tego dziewczyna ma dwa- rzekła Afrodyta-Wodę i Powietrze
-Jeszcze ogień-zaczął Ares-i....
-Ziemia-dokończyła Demeter- Wiemy co to znaczy prawda?
-Jeszcze Gai tu brakowało-mruknął Hermes
-Może w takim razie ona też chce powstać-spekulował Hefajstos
-Musiała wobec tego maczać brudne łapska w przeszłości małej- warknął Zeus (od kiedy nauczyłam się latać stał się milszy jakbym była jego córką)
Zamurowało mnie. Mgliste wspomnienie zamajaczyło mi się w pamięci. Piaskownica. Ja zapadająca się w niej jak w ruchomych piaskach. Nieznajoma kobieta wpatrująca się we mnie ''Jesteś moją nadzieją. Pomóż mi'' mówiła. Gwałtownie cofnęłam się i popędziłam do sypialni. Nie chciałam słyszeć nic więcej. Leżąc w łóżku uspokajałam się myślą ,że to może nie chodzi o mnie. Ale chyba już wtedy wiedziałam ,że się mylę. Zrobiłam więc najgłupszą rzecz jaką tylko mogłam . Zasnęłam
Znalezione obrazy dla zapytania czarny pegaz

NO to na dziś tyle xd :) Do zobaczenia
MPML


poniedziałek, 28 marca 2016

Wszystko się zmienia

 Patrząc na to z perspektywy stwierdzam ,że byłam nieprawdopodobnie głupia. Poszłam z gościem którego imienia nawet nie znałam i który podawał się za mojego ojca... Brawo ja!!! Podczas podróży ( a właściwie nieogarniętego lotu liniami lotniczymi Zefira) zastanawiałam się co robić i byłam coraz bardziej przerażona. Zaczęłam nawet snuć szalone domysły ,że ten mężczyzna mógł chcieć mnie porwać a potem nawet zabić! Niestety nie mogłam za bardzo nic zrobić. Gdybym jakimś cudem zdołała uciec i tak nie miałabym dokąd pójść. Matka raczej nie przyjmie mnie z otwartymi ramionami jeśli znów wpadnę przez okno. W sumie wolałam już czekać ... Ale właściwie na co? Chciałam spytać ojca gdzie lecimy ale zanim zdążyłam się odezwać zza chmur wyłoniło się miasto. Momentalnie wstrzymałam oddech. To było to samo piękne greckie miasteczko do którego przyleciałam dwa lata wcześniej z tamtą kobietą. Mimo ,że widziałam ją tylko raz to wspominałam ją jak dobrą przyjaciółkę. Dotknęłam zimnymi palcami małej zawieszki w kształcie sowy, zawieszonej na szyi. Od naszego spotkania ani razu jej nie ściągnęłam. Po cichu liczyłam na to ,że ją zobaczę i mnie stąd zabierze. Jakoś nie tryskałam entuzjazmem na myśl o rozmowie z ojcem którego widziałam pierwszy raz od urodzenia. Kiedy dolatywaliśmy do miasta przyjrzałam mu się uważnie. Krótkie brązowe włosy z kilkoma siwymi kosmykami i bujna brązowa broda przywodziły mi na myśl rybaka po czterdziestce. Jego oczy miały kolor spokojnego oceanu o wschodzie słońca. Sprawiał miłe wrażenie. Wylądowaliśmy. Popatrzył na mnie nerwowo i wyrwał z zamyślenia.
- No więc ...yyy... jak ci się tu podoba?- wydukał. spojrzałam na niego jak na kretyna ( wtedy nie miałam pojęcia ,że może zmienić mnie w kałużę wody nawet się nie wysilając) i odparłam 
- Przecież już tu byłam.
- Ach tak. Wtedy...- zamyślił się nad czymś przez co przez chwilę staliśmy tak w ciszy nie wiedząc o czym mamy rozmawiać. Po chwili chyba przypomniał sobie ,że wciąż stoję obok i spytał- Masz do mnie może jakieś pytania?
Pytań to ja miałam wiele ale skupiłam się na najważniejszym.
-Jak masz... ma pan na imię?
-Oczywiście zapomniałem się przedstawić. Przecież ty nawet nie masz pojęcia kim jestem... Nazywam się Posejdon.
Coś zaświtało mi w mózgownicy. Tak jakbym gdzieś już słyszałam to imię.
- Tak jak ten.... no... bóg morza? Ten z tym wielkim widelcem?- spytałam niepewnie.
Roześmiał się głośno i zerknął na mnie.
- Dokładnie tak- ledwo powstrzymywał się od kolejnego wybuchnięcia śmiechem- Bystra jesteś.- po tym stwierdzeniu uniósł dłoń na wysokość mojej twarzy i zakręcił lekko palcem wskazującym. Tuż nad nim wytworzył się malutki wir wodny z którego uformowała się miniaturowa podobizna widelca (trójzębu). Dotknęłam jej ,a na moje palce spadło kilka kropelek świeżej morskiej wody. Popatrzyłam na niego
-To ty...- skinął głową i opuścił rękę. Woda przy okazji zniknęła.-Okej.- powiedziałam wolno- Mój ojciec to jakiś starożytny grecki kolo mieszkający w chmurach i wyczarowujący wodę. Nie to wcale nie jest dziwne.
Uśmiechnął się i pchnął mnie lekko w kierunku najwyższego budynku przypominającego muzeum.
-Mniej więcej. Chodź ze mną. Musisz poznać rodzinę. Po drodze wszystko ci wytłumaczę.
 Wytłumaczył, nie ma co. Sprawy przedstawiają się następująco:
Jestem półboginią, czyli dzieckiem śmiertelniczki i boga. Ale nie byle jakiego boga. Jednego z Wielkiej Trójki, co oznacza ,że prawie na pewno jestem bardzo potężna i niebezpieczna. Posejdon podkreślił ,że to ,że potwory wyczuwają mnie od urodzenia znaczy ,że albo faktycznie mam wielką moc ,albo na co dzień pachnę herbatnikami. Po dokładnym sprawdzeniu wykluczam drugą opcję. Ojciec powiedział ,że miasto w którym jesteśmy to najprawdziwszy dom bogów; Olimp i nie każdy półbóg miał szanse go zobaczyć a już na pewno żaden nigdy tu nie mieszkał. Stwierdził ,że jeżeli przypadnę pozostałym bogom do gustu raczej zgodzą się na wyjątek. Wolałam nie pytać co się stanie jak nie przypadnę. Rozmawiając ciągle, dotarliśmy do wielkiej sali tronowej z dwunastoma mosiężnymi siedzeniami, z czego 11 było zajętych przez gigantycznych 6 metrowych ludzi. Na moich oczach Posejdon urósł do takich samych rozmiarów i usiadł na ostatnim wolnym tronie. Siwy, brodaty i umięśniony facet siedzący na środku oznajmił donośnym głosem.
- Naradę czas zacząć- po czym popatrzył na mnie z góry- Podejdź dziecko.- Spełniłam jego prośbę i bez cienia strachu spojrzałam mu w oczy. Zrobił minę jakbym była niewychowanym bachorem i odezwał się głosem cierpiętnika - Ukłoń się.
-Dlaczego mam się kłaniać skoro nawet nie wiem kim jesteście?- usłyszałam jak Posejdon wstrzymuje oddech. Brodacz popatrzył na mnie nieodgadnionym spojrzeniem i roześmiał się markotnie
- Mój błąd. Jak mniemam jesteś córką mojego brata Posejdona?
-Tak. Nazywam się Mara Jackson, proszę pana.
Facet przewrócił oczami i szepnął coś po grecku do mojego ojca, co o dziwo zrozumiałam
-Rozumiem ,że była fajna ale żeby aż dwójkę?- chodziło o matkę. Posejdon już miał odpowiadać ale go ubiegłam.
-Wcale ie była fajna. Czy według pana osoba która wyrzuca z domu własne dziecko jest fajna?
Nastała cisza. Wszyscy zebrani patrzyli na dostojną brunetkę siedzącą po lewej stronie brodacza.
-No co?- odezwała się szorstkim głosem- To był wypadek a poza tym już przeprosiłam.
-Doprawdy?- spytał chyba najbrzydszy facet jakiego widziałam w życiu- Jakoś sobie nie przypominam.
Brunetka już otwierała usta żeby coś powiedzieć ale jej sąsiad przerwał jej stanowczo.
-To nie miejsce ani czas do wywlekania drobnych nieporozumień.
-Jeśli to nazywasz drobnym nieporozumieniem...- zaczął brzydal ale uciszyło go surowe spojrzenie brodacza. Najwyraźniej był kimś w rodzaju szefa.
-Wracając. Dziecko drogie, czy znasz tu kogoś prócz swego ojca?- rozejrzałam się po sali , a mój wzrok zatrzymał się na uśmiechającej się łobuzersko szarookiej kobiecie.
-Ją!- krzyknęłam i wskazałam palcem- Ona mnie tu pierwszy raz przyniosła. Nie wiem jak ma pani na imię ale chciałabym pani...
- To może wszyscy ci się przedstawimy - zaproponował ,przerywając mi
-Dobrze
- No więc ja jestem Zeus. Pan nieba i przywódca Rady Olimpijskiej- Wyprężył się dumnie po czym wskazał na mojego tatę.- Jego znasz. Dalej siedzi mój syn Ares, bóg wojny, obok niego również mój syn Apollo, bóg muzyki, lekarzy,poezji i wielu innych rzeczy których wymienienie zajęło by mi trochę czasu- spojrzałam na nich. Ostrzyżony na żołnierza Ares uśmiechał się do mnie złośliwie, a przystojny, złotowłosy Apollo był zbyt zajęty czyszczeniem okularów przeciwsłonecznych, by zwrócić na mnie uwagę.- Dalej siedzi Hefajstos, bóg kowali- tu wskazał na brzydala, który patrzył na mnie jakby rozważał usprawnienie pracy trybików mojego mózgu- oraz Dionizos bóg wina. Jeśli cię to interesuje był kiedyś herosem.
-Wybitnym herosem- zaznaczył kolo od wina. Może nie będę komentować jego krzykliwej koszuli w panterkę i jaskrawych dyskotekowych spodni.
- Ostatni z bogów to Hermes, bóg podróżników, złodziei i tak dalej oraz nasz boski posłaniec- Hermes nawet nie podniósł na mnie wzroku znad swojego Kaduceusza ( tak się to chyba nazywa).- Po mojej lewej siedzi moja małżonka Hera, patronka małżeństw- Brązowowłosa popatrzyła na mnie jakby oceniała ile jestem warta- Następnie Demeter bogini rolnictwa - wskazał na blondynkę która w swojej sukni w kłosy wyglądała jak żywa reklama płatków musli.- , twoja znajoma, a moja córka Atena bogini mądrości i wojny sprawiedliwej- uśmiechnęła się do mnie zachęcająco-, Artemida bogini łowów i bliźniacza siostra Apollina - ta z kolei wyglądała jak dwunastolatka i przewiercała mnie na wylot swoimi srebrzystymi oczami.- No i na końcu Afrodyta bogini miłości..
-I piękności - dodała chyba najpiękniejsza kobieta na sali
- Oczywiście- zbagatelizował Zeus - A więc skoro już nas znasz opowiedz nam wszystko.
Kiedy skończyłam historię mojego ośmioletniego życia wpatrywali się we mnie wszyscy bez wyjątku. Zeus podniósł wzrok na innych bogów i boginie.
-A więc głosujmy. Kto chce by mała została z nami i uczyła się opanowywać swoje moce tutaj niech podniesie rękę.- od razu w górę powędrowały ręce Posejdona i Ateny. Za nimi wolno unieśli ręce kolejno Apollo, Artemida, Ares, Hefajstos,Zeus, Dionizos, Hermes i Demeter. Hera wpatrywała się we mnie zagadkowym wzrokiem ale nie podniosła ręki,
- Przegłosowane- huknął Zeus- Maro odpocznij teraz, a jutro zaczniemy naukę. Posejdon pokaże ci pokój. Koniec narady.
Po tych słowach wszyscy wstali, skurczyli się do normalnych rozmiarów i rozeszli się. Ojciec podszedł i uśmiechnął się do mnie 
-Dobra robota- powiedział- Masz większy temperament niż przypuszczałem. Zupełnie jak Zeus. Chyba właśnie tym zaskarbiłaś sobie jego głos. A teraz chodźmy, jutro czeka cię ciężki dzień.
Odprowadził mnie do pokoju i poszedł. Położyłam się w wygodnym łóżku i zasnęłam mając nadzieję ,że wreszcie znalazłam prawdziwą rodzinę i ,że zostanę z nimi na zawsze. Nie mogłam się bardziej pomylić.
                                         Znalezione obrazy dla zapytania bogowie olimpijscy percy jackson

Drugi rozdział dobiegł końca. Mam tyle pomysłów ,że sama nie wiem czy nie za dużo ;) Do zobaczenia.

niedziela, 27 marca 2016

Niespodzianka!!!

 Nazywam się Marilla Jackson, mam 16 lat i błagam was nazywajcie mnie Mara. Patrząc na moje nazwisko zapewne łatwo przychodzi wam na myśl Percy Jackson- wybitny heros, ulubione dziecko Posejdona, ten najlepszy z najlepszych, idealny. Niestety te wszystkie cechy nie odnoszą się do niego. Chcę przedstawić wam moją ( prawdziwą ) wersję zdarzeń. Poznacie tu wielu znanych z opowieści Perci'ego herosów od całkowicie innej strony. Na czele tych herosów stoi najbardziej irytujący mnie człowiek- mój brat. Percy Jackson. Nie. To nie jest żart. Jestem siostrą waszego idola i bożyszcza, potężnego i wspaniałego syna Posejdona. W swoich opowieściach osobnik ten nie wspomniał o mnie ani jednym słowem. Nie żeby mi zależało. Nie myślcie, że przez te wszystkie lata za nim tęskniłam. Pomimo wszystkich moich uprzedzeń do niego, jedyną osobą której na prawdę nie znoszę jest moja matka - miła i zapewne lubiana przez was Sally Jackson. Nie opiszę tego co mi zrobiła po to byście się nade mną litowali. Nie potrzebuję tego. Zaczynam tą opowieść z jednym celem. Pragnę uświadomić was, że nikt nie jest idealny, każdy ma skazę w swojej przeszłości której się wstydzi i nie ważne jak bardzo będziecie kogoś podziwiać to ten ktoś w gruncie rzeczy i tak nie jest od was w niczym lepszy i także ma wady wbrew wszelkim wyobrażeniom. Perseusza po raz pierwszy poznaliście gdy miał 13 lat. Ja przybliżę wam jego przeszłość. Odpowiem tu na pytania Jak i dlaczego do tej pory o mnie nie słyszeliście oraz opowiem wam o najprawdopodobniej największym zagrożeniu dla naszego świata. Przygotujcie więc ciepły koc, kakao oraz ciasteczka i czytajcie moje żałosne wypociny mające na celu was ostrzec.
  Nie będę tu rozpisywać się o narodzinach Perci'ego , gdyż nie ukrywajmy mało o tym wiem. Zacznę od swoich. Mniej więcej rok po narodzeniu zielonookiego oczka w głowie Sally Jackson na pierwsze urodziny wpadł Posejdon. Został na dłużej... Wobec zaistniałej sytuacji na świat przyszła śliczna, inteligentna i kochana dziewczynka. Zgadliście. Ja. Niestety dla Sally i jej dwuletniego synalka mogłam oznaczać tylko kłopoty. Już jeden potomek jednego z bogów Wielkiej Trójki był nie małym zagrożeniem dla rodziny, a co dopiero dwóch! Dla matki od początku byłam utrapieniem. Od kiedy się urodziłam przyciągałam potwory jak darmowa pepperoni w najlepszej pizzerii w mieście, przez co Sally musiała żyć z dwójką małych berbeci ''na walizkach''. Pewnego dnia powiedziała dość. W zasadzie nigdy nie darzyła mnie większą miłością niż gąbki do mycia naczyń, a opiekowała się mną bardziej z poczucia obowiązku niż ze zwykłej rodzicielskiej miłości. Kiedy miałam 6 lat postanowiła się mnie pozbyć. Nie przypomina wam to czegoś? Tak właśnie! Hera! Ona co prawda miała troszkę inne powody ale również postanowiła pozbyć się swojego dziecka ze względu na jego wady. Sally co prawda nie była aż tak chora umysłowo żeby wyrzucić mnie z pałacowego okna ( nie żeby miała taki pałac do dyspozycji). Zrobiła to więc trochę bardziej nowocześnie (o ile można nazwać zostawianie dzieci samych sobie nowoczesnym) i podczas spaceru kazała mi poczekać aż wróci na ławce pod jakimś nieznanym mi biurowcem. Jak się domyślacie nie wróciła. Nie wiem jak zareagował na moją nieobecność Percy po powrocie ze szkoły, ponieważ  byłam zajęta płakaniem na tej ławce. Siedziałam tak i siedziałam... płakałam i płakałam... aż nagle podeszła do mnie piękna kobieta o czarnych, zaplecionych w wymyślny warkocz włosach i oczach szarych jak burzowe chmury. Bez słów wzięła mnie na ręce i ku mojemu całkowitemu zaskoczeniu wzbiła się w powietrze. Leciałyśmy tak dość długo aż zobaczyłam majaczące się gdzieś w chmurach piękne greckie miasto. Kobieta wylądowała na chodniku i zawołała do siebie jakieś młode kobiety (jak się później okazało driady) i zostawiła mnie z nimi. Sama poszła szybkim, sprężystym krokiem do wielkiego budynku w centrum miasteczka. Po kilku godzinach wróciła z grymasem bezsilnej złości wypisanym na twarzy. Kazała moim opiekunkom odejść co zrobiły bez najmniejszego oporu (też pewnie wykonałabym bez gadania rozkaz wściekłej bogini wojny), a sama kucnęła przy mnie i zawiesiła mi srebrny naszyjnik z malutką sową.
- Jeżeli kiedykolwiek matka zostawi cię znowu pomyśl o mnie z tym naszyjnikiem w dłoni. Przybędę natychmiast- wbiła we mnie łagodne spojrzenie. Po chwili ocknęłam się i zająknęłam się
- Dziękuję proszę pani. Jest.... śliczny- ej. Miałam 6 lat więc nie wińcie mnie za tą głupią odzywkę do boginii mądrości (o wiele później domyśliłam się jej prawdziwej tożsamości)
 Kobieta uścisnęła mnie mocno i rozkazała jakiemuś Zefirowi odnieść mnie z powrotem. W dłoń wcisnęła mi karteczkę którą miałam przekazać matce. Tak więc Linie Lotnicze Szurniętych i Niezrównoważonych Psychicznie wiatrów dostarczyły mnie po chaotycznej podróży do salonu. Matka gdy mnie zobaczyła wydała gburowaty pomruk który mógł oznaczać ,że albo bardzo chce do toalety, albo ,że utrapienie wróciło. Obstawiam, że chodziło o to drugie.Percy wyszedł ze swojego pokoju i zaczął biadolić ,że się cieszy, że jednak wróciłam od cioci. Byłam zbyt oszołomiona i zdezorientowana by sprostować tą wersję wydarzeń. Kolejne dwa lata minęły na zdegustowanych spojrzeniach Sally w moją stronę i nieustannym wymyślaniu dla mnie coraz to nowych kar za rzekome ''złe zachowanie". Ale czy według was zapomnienie włożyć szklanki do zmywarki to złe zachowanie? Zostawmy te chore kary i przejdźmy do rzeczy istotniejszych np. do odwiedzin ojca. Pierwszy raz zobaczyłam go w moje 8 urodziny. Nie przeczuwałam wtedy, że ta niby niewinna wizyta wywróci moje dotychczasowe życie do góry nogami. Gdy tylko wszedł matka od razu odciągnęła go na bok i zaprowadziła do jadalni gdzie odbyli dość nerwową rozmowę sądząc po krzykach i odgłosach bicia talerzy. Siedzieliśmy z bratem ponad godzinę na kanapie przed telewizorem i spekulowaliśmy czego mogła dotyczyć ta rozmowa.
- Może chcą razem zamieszkać, albo tata weźmie nas do siebie na parę dni- powiedział Percy ale nie byłam tak głupia żeby uwierzyć w te marne próby pocieszenia mnie.
- To nie ma sensu - stwierdziłam skonsternowana i westchnęłam- idę do pokoju.- ledwo podniosłam się z kanapy gdy do pokoju wparowała Sally a za nią nasz ojciec. Kobieta spojrzała na mnie. Ona... Jej oczy... świdrowały mnie nienawistnym spojrzeniem dosłownie przecinając mnie na pół.
- Po co kazałeś im ją przynieść?! Wiedziałeś ,że jest coraz gorzej!- krzyczała na tatę.- Teraz mi mówisz ,że jej moc może się wymknąć spod kontroli?! Masz mnie za idiotkę?! Ona zagraża zarówno mnie jak i Perci'emu! Nie powinnam była dopuścić żeby się w ogóle urodziła!
 Oczy zaszły mi łzami. Wiedziałam od dawna ,że  mnie nie lubi ale nie wiedziałam ,że aż tak. To co powiedziała... To było zdecydowanie za dużo dla ośmiolatki.
-Mamo .... Ja... - zaczęłam cichym głosem, lecz nie dane mi było dokończyć.
- Zabieraj tego potwora!!- wrzasnęła Sally - Nie chcę jej więcej widzieć!!
Ojciec popatrzył na mnie smutnym wzrokiem i znów spojrzał na moją matkę
-Dobrze-  powiedział oschle- Ale obiecasz mi jedno. On się kiedyś dowie. Powiesz mu to i wyjaśnisz dlaczego odebrałaś mu dzieciństwo z siostrą.
-Dowie się- głos mamy był pełen jadu. Z prędkością błyskawicy podbiegła do najwyższej półki w kuchni i wyjęła z tamtąd owiniętą chusteczką gałązkę. Odepchnęła mnie od brata z taką siłą, że prawie wywróciłam się o stolik stojący obok i przytknęła ją do czoła Perci'ego. Chłopiec opadł na kanapę pogrążony w śnie - Ale jeszcze nie teraz. Zabieraj ją - wysyczała.
- Ja nie chcę nigdzie iść - załkałam żałośnie- Nigdy więcej nie będę sprawiać kłopotów. Mogę nawet codziennie sprzątać łazienkę jeśli chcesz, ale proszę... błagam pozwól mi zostać...... Proszę- błagałam przez łzy ale matka była nieugięta.
-Nie
To jedno słowo sprawiło ,że płakałam przez wiele późniejszych nocy. Ojciec obrzucił ją wzrokiem pełnym urazy i żalu i objął mnie ramieniem. Poprowadził mnie kawałek ale wyrwałam mu się i popędziłam do matki. Zarzuciłam jej ręce na szyję i wtuliłam się w jej ramię ani na chwilę nie przestając płakać.
-Mamusiu ..... Błagam..... Ja.... nie .... chcę... odchodzić- chlipałam lecz ona stała w moim uścisku twarda jak skała i wyprostowana jak struna. Po kilku bezskutecznych próbach odepchnięcia mnie ryknęła na ojca
- Weźmiesz ją w końcu?!
Tata podszedł do nas i jednym łagodnym a zarazem stanowczym szarpnięcie odczepił mnie od Sally. Później pamiętam tylko mój własny rozpaczliwy wrzask i widok złej matki zamykającej mi drzwi przed nosem. Wyrywałam się z całych sił ale ojciec był silny. Wyniósł mnie z bloku i postawił spokojnie na chodniku
- Spokojnie malutka- rzekł głębokim, aksamitnym głosem- Nikt cię już nie zrani. Pójdziemy teraz gdzieś gdzie będziesz całkowicie bezpieczna. Chodź ze mną. Poznasz rodzinę- wyciągnął do mnie rękę, mrugnął i uśmiechnął się czym wzbudził moją sympatię. Dorośli rzadko się do mnie uśmiechali.-Zgoda?
Spojrzałam mu w oczy i powiedziałam niepewnie
-Zgoda- po czym zrobiłam krok w jego stronę i chwyciłam go za rękę. Już wtedy wiedziałam ,że nie mogę zawrócić. Pozostaje mi tylko iść dalej...

                                                    Znalezione obrazy dla zapytania percy i sally jackson


Wybaczcie ,że nie ma na razie zbyt wielu dialogów ale muszę wam przybliżyć historię Mary. Już niedługo wszystko się rozkręci ;)

Zapoznanie

 Mam na imię Majka i jestem w świecie blogów '' świeżą krwią''. Nie proszę o ulgowe traktowanie ;). Wręcz przeciwnie- chciałabym abyście wypowiadali swoje opinie o moim opowiadaniu i żebyście mówili szczerze co wam się podoba a co nie. To opowiadanie będzie znacznie różniące się od fenomenalnej książki Ricka Riordana pt. ''Olimpijscy Herosi'' między innymi dlatego ,że choćbym chciała to jego pisania nie przebije. Mimo to będę się starać pisać jak najczęściej i jak najwięcej. Przejdźmy do konkretów bo jak się rozpiszę to uśniecie zanim dowiecie się o co chodzi :). A więc:
1.Będzie to pisane narracją pierwszoosobową - z perspektywy głównej bohaterki Mary
2.Będą bogowie greccy zarówno ci wspomniani w książkach jak i inni
3.Wszystko kręci się wokół powstania pana Chaosu czyli pierwotnego bóstwa takiego jakim była Gaja ale potężniejszego
4. Będą smoki
5. Będą bohaterowie z Obozu Herosów i Obozu Jupiter
6.Tylko jedna nowa postać-główna bohaterka
7.Obawiam się ,że w moim opowiadaniu mama Perci'ego nie zrobi zbyt dobrego wrażenia
8.Mara ma niezwykłe moce. Nie wiadomo skąd się wzięły.
9. Wszystkie przepowiednie pisałam sama
10. Wątki główne to przyjaźń, zdrada,odrzucenie, walka dobra ze złem, może trochę miłość ;) ale trochę później no i pewnie śmierć, bo trochę jej tam będzie.
11.Jedna z dobrych postaci w książkach p.Ricka staje się zła. ( Nie wiem czy ją lubicie ale ja za tą postacią nie przepadałam także ...)
Mara ma rude, kręcone włosy, jaskrawozielone jak świeża trawa oczy i małą bliznę pod dolną wargą. Jest odważna, głupia albo jedno i drugie. Ma ostry język i z początku jest samotniczką, kiedy dociera do obozu herosów staje się nawet przyjacielska ale i uparta. Od początku jest twarda jak skała i rzadko wyraża uczucia
                                             Znalezione obrazy dla zapytania ruda wojowniczka