czwartek, 31 marca 2016

Tato...Przepraszam

Wędrowałam po moim dawnym osiedlu na Manhattanie. Dokładnie tym ,z którego zabrał mnie ojciec 4 lata temu. Idąc sama nie wiem gdzie zauważyłam niby zwyczajną drewnianą ławkę. Dla przechodniów mogła to być faktycznie niczym nie wyróżniająca się ławka. Dla mnie pewnie też by taka była gdyby to nie była TA ławka. Nagle przed moimi oczami siedząc na ławce pojawiła się mała płacząca dziewczynka. Rozpoznałam w niej siebie. Oglądałam całą koszmarną dla mnie scenę jeszcze raz...Zanim zdążyłam choćby pomyśleć jak idiotycznie wyglądałam na tej ławeczce ,mój kochany mózg postanowił ,że złożymy wizytę jedynej (jak na razie) osobie ,której szczerze i dozgonnie nienawidziłam. Sally Jackson...Mojej matce. Zobaczyłam ją siedzącą na kanapie i suszącą zęby do jakiegoś gościa o ciemnych, szpakowatych włosach i miałam dziwne uczucie ,że obserwuję scenę z teraźniejszości. Mimo wszystko ,nie mogłam powiedzieć. W rozpuszczonych włosach, ślicznej sukience i z błyszczącymi oczami wyglądała całkiem ładnie, co z pewnością nie poprawiło mi humoru. Odepchnęłam od siebie tę wizję, przez co przeniosłam się do jakiegoś ciemnego korytarza. Zobaczyłam tam mojego 14 letniego brata opartego o jego ściany w towarzystwie ciemnowłosego satyra, młodego cyklopa oraz ładnej blondynki o bystrym spojrzeniu, która musiała być córką Ateny. Opanował mnie gniew. Wiedziałam ,że Percy jest w Obozie Herosów, ale dręczyło mnie jedno. Dlaczego mnie nie szukał? Dlaczego nie wymawiał nawet mojego imienia? Pod tym względem byłam niemal tak wyczulona jak bogowie. Chciałam podbiec i wykrzyczeć mu w twarz jakim jest podłym gnojkiem, ale nie mogłam. Taka logika snów. Człowiek raz na jakiś czas chce kogoś niespodziewanie palnąć w ten durny łeb ale nie..... To tylko sen....ble.....ble....ble....Wpatrywałam się w tę czwórkę gdy nagle mój brat zesztywniał, obrócił głowę w moją stronę i przeszył mnie spojrzeniem całkowicie czarnych oczu.
-No i co córeczko Posejdona?-roześmiał się kpiąco- Już nie wiesz czego chcesz? Nie masz pojęcia kogo tak na prawdę nienawidzisz a kogo należy się bać?- jego głos mnie przerażał. Jakby sama ciemność mogła mówić- To dobrze... Właśnie tej niepewności mi trzeba. Zapamiętaj dziecko: cokolwiek zrobisz, jak bardzo będziesz się opierać i tak nie masz szans. Chaos i tak zwycięży. Bez względu na wszystko-po tych słowach skoczył na mnie wyciągając ramiona by zacisnąc dłonie na mojej szyi.
Obudziłam się z krzykiem. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie że to na prawdę był sen. Nie ma się czego bać. Ale czy na pewno? Odrzuciłam od siebie te myśli i poszłam się przebrać. Na dżinsy i zwykły podkoszulek narzuciłam jak zwykle czarną zbroję. Od dwóch lat praktycznie się z nią nie rozstawałam wiedząc, że może mnie uratować. Przed wyjściem popatrzyłam w lustro. Rude włosy były w całkowitym nieładzie, a zielone oczy posyłały chłodne i pełne rezerwy spojrzenie. Spojrzenie wojownika jak zwykł mówić Ares. Moja zbroja nie składała się z kawałków żelastwa. Była wykonana z mieszanki niebiańskiego spiżu z cesarskim złotem, przez co była w miarę lekka. Przylegała do ciała niczym metalowy kombinezon. Jeszcze raz obrzuciłam się krytycznym spojrzeniem i wyszłam czując przy pasie moje dwa ulubione miecze. Zawsze pojawiały się na zawołanie. Jeden lśnił od spiżu ,a drugi od cesarskiego złota. Mój wojowniczy nastrój sprawiał ,że chętnie chciałam mieć miecz u boku, choćby dla groźnego wyglądu. Ten dzień miał przejść do mojej osobistej historii, jako dzień w którym porozmawiam z bogami o przepowiedni. Mojej przepowiedni. Bo w końcu dwunastolatka ,która rozbraja boga wojny kilkoma pchnięciami kwalifikuje się chyba do roli najodważniejszego wojownika. Może było to głupie ,ale cieszyłam się ,że przepowiednia jest o mnie. Tyle nasłuchałam się o wyczynach półbogów w trakcie ich niebezpiecznych misji, że zwyczajnie miałam dość siedzenia na Olimpie i uczeniu się teorii o potworach, które przecież i tak przyjdzie mi nauczyć się pokonywać je w praktyce. Nie w pełni rozumiałam wtedy czego chcę. Przygniatała mnie brawura i przekonanie ,że mogę zrobić wszystko. Było to niebezpieczne chociaż patrząc na śmiertelną słabość. Mimo wszystko czuję ,że znajduje się ona gdzie indziej. Tylko gdzie? W buntowniczym nastroju weszłam do Wielkiej Sali i trzasnęłam drzwiami. Posejdon spojrzał na mnie karcąco. 
-Co się tak gapisz?!- no ok.... może byłam za ostra ale na prawdę chciałam się gdzieś wyrwać na dłużej. Moje kolejne słowa ociekały sarkazmem.- Może raczylibyście zacni bogowie wreszcie wypuścić mnie stąd? Normalni herosi wykonują misje! A ja co robię? Siedzę i nudzę się na lekcjach ,na których i tak nic więcej się nie nauczę. Muszę zacząć wreszcie walczyć z potworami! Nawet żadnego nie widziałam! Tak w ogóle dlaczego jeszcze nie opuściłam Olimpu sama?! Od czterech lat jestem szkolona do walki a traktujecie mnie ciągle jak początkującą łamagę. Wyślij mnie gdzieś! Nie możesz mnie wiecznie tu trzymać!
-Jeszcze tego nie rozumiesz- w jego głosie wyczuwalne było ostrzeżenie- Jesteś za młoda... Masz dopiero 12 lat.
Dowalił jak łysy grzywką! Zirytowało mnie to jeszcze bardziej!
-Za młoda na co?!-wrzasnęłam ze łzami frustracji w oczach.- Na śmierć?! Dobrze wiesz ,że i tak umrę przez Niego! Poproś Chejrona on wymyśli mi jakąś misję.
-Nie!-ryknął mój ojciec. Chyba pierwszy raz poważnie podniósł na mnie głos- Już wystarczająco narażam Perci'ego ! Nie narażę też ciebie!
-Jak nie zaczniesz wysyłać mnie w teren to umrę jeszcze szybciej! Zabije mnie machnięciem ręki! Tego chcesz?!-łzy lały się strumieniami, ale nie były to łzy smutku. Był to bezsilny gniew na ojca i jego głupie zasady.
-Nie chcę! I właśnie dlatego próbuje cię ochronić. Ktoś ,kto od dawna jest w zmowie z Nim zacznie na ciebie polować! Nie może cie dorwać!-pozostali patrzyli na nas jak na mecz ping ponga.
-Kto to?-zamilknął pod moim natarczywym spojrzeniem- No powiedz mi! Kim on jest?! Jak się nazywa?! Czego ode mnie chce?! Skąd ty o tym wiesz?! Czego się tak strasznie boisz?!
-Dość!-przerwał mi. Widziałam ,że ledwo powstrzymywał się od ciśnięcia we mnie lawiny wody- Wróć do pokoju i nigdy więcej nie powtarzaj tych pytań!
-NIE!!!-wrzasnęłam. Złość zaślepiła mnie całkowicie. Pamiętam tylko jak uniosłam rękę. Później patrzyłam na kulę ognia pędzącą w stronę Posejdona. Nie zdążył jej zatrzymać. Widziałam jak upada na ziemię, a z jego ramienia ichor lał się wielkim strumieniem. Ktoś wrzasnął a Apollo natychmiast podbiegł do rannego. Inni bogowie byli w szoku.. Ja też. w miejsce gniewu pojawił się żal do samej siebie i poczucie winy.
-Tato..-wyszeptałam ze łzami w oczach.- Ja.... Przepraszam...
Cała drżąc odwróciłam się i wybiegłam z sali. Dotarły do mnie jedynie jego słowa.
-Maro... Nic mi nie jest- wiedziałam ,że to nie prawda.... Zraniłam go i nigdy sobie tego nie wybaczę. Gnałam szybciej niż kiedykolwiek i już po chwili znalazłam się na placu. Zagwizdałam i tuż obok pojawił się Mroczny. Wskoczyłam na jego grzbiet i wtuliłam się w szyję.
-Leć...-wyszlochałam-Leć jak najdalej...
Pegaz ruszył ,nim goniąca mnie Atena zdążyła dobiec do drzwi . Po chwili Olimp zniknął mi z oczu. Miałam nowy cel. Nigdy więcej nie dopuścić do krzywdy moich bliskich. Musiałam się od nich odizolować. Uciec tam, gdzie mnie nie znajdą. I tak właśnie wyruszyłam na pierwszą misję
                      
Kolejny nexcior dobiegł końca. Wiem,że trochę krótki, ale będę codziennie dodawać krótsze, więc mam nadzieję ,że nie zawiodłam. Ktoś w ogóle czyta??? Dawajcie jakiś znak oprócz wyświetleń. Nie żebym namawiała ale komentarzem nie pogardzę . A właściwie.... tak ,,namawiam xd. Na rysunku powyżej jest dokładnie taka zbroja jaką wyobrażam sobie dla Mary ,tylko tamta jest czarna ;). 
Myślę poważnie nad założeniem kolejnego bloga, prócz tego. Co powiecie na..... Czkastrid? Wiem ,że trochę tego dużo, ale myślę ,że mam ciekawą ,oryginalną historię i może się spodobać. 
Papatki
MPML <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz