-Wreszcie zauważyłaś, co?-parsknął, patrząc na mnie z nienawiścią w czarnych oczach pozbawionych białek i tęczówek. Dotknął talizmanu na szyi-Władca smoków. Jedyny prawdziwy władca smoków.
-Smoki nie potrzebują władcy-warknęłam.
-Czyżby?-odwrócił się do swojego legionu i mimo walki jaką prowadził zagrzmiał-Czy potrzebujecie władcy?!
Ciemne smoki zaryczały ogłuszająco i jak jeden mąż zionęły ogniem na armię Szarego. Smok o kolorze stali uniósł lekko poranioną łapę i rozłożył skrzydła na pełną szerokość, po czym ryknął i rzucił się na wroga, a reszta smoków poszła w ślad za nim. Godząc przywódcę ciemnych smoków pazurem nawiązał ze mną kontakt wzrokowy. Talizman pod zbroją rozgrzał się, nieznośnie parząc skórę. W moim umyśle pojawił się prosty i krótki komunikat, jednak podczas jego przekazywania czułam się jakby talizman na szyi wypalał mi wyjątkowo bolesne piętno. Komunikat brzmiał:
"Ty"
Łaaał ja.. tak. O co chodzi? Pierwsze co pomyślałam to "Czy to jakiś słaby żart?" jednak potem zrozumiałam. Popatrzyłam na Nica twardo po czym spojrzałam w te ziejące pustką, pochłaniające oczy.
-To nie ty nim jesteś. To ja.
Z chwilą gdy to powiedziałam, na reszcie zrozumiałam o co cały czas chodziło. Moje moce. Te dodatkowe, były czymś co miało pomóc mi dojść do tego, do czego doszłam teraz. Z chwilą gdy wypowiedziałam te słowa poczułam jak coś ze mnie ulatuje. Jak coś mnie opuszcza, żeby coś innego mogło przyjść. Całe moje życie było przez Fata utkane tak by dojść do walki z Chaosem. Miało do niej dojść. Miałam do niej stanąć. Ale nie jako dziecko żywiołów. Nie jako dziewczyna o mocach ognia, wody, ziemi i powietrza. Miałam tam stanąć jako ja. Ta prawdziwa ja. Ta którą zawsze chciałam być. Miałam to zrobić i zrobię to. Stanę do walki z Chaosem. Jako ja. Władca smoków.
Pytanie pozostaje....kto w takim razie jest dzieckiem żywiołów?
Nie zdążyłam odpowiedzieć sobie na to pytanie, bo Nico zrozumiał, że już wiem. Warknął coś cicho i nim smoki zbombardowały go ogniem, zasłonił się ciemnym murem. Jego ciemne smoki zdezorientowane wzbiły się w powietrze i powarkując, szybko wyleciały z komnaty. W tym właśnie momencie poczułam na moich plecach coś ciężkiego. Lekko odwracając głowę zauważyłam, że pojawił się mój ciemny płaszcz. Teraz wiedziałam już ,że stał się on czymś w rodzaju symbolu. Na przeciwko naszej armii smoków i przyjaciół, zostały już tylko dwie postaci. Nico di Angelo patrzący na mnie zabójczo i warczący na niego pan Chaosu.
-Twoja pycha jeszcze cię zgubi-warknął Chaos.
-Prędzej ciebie.
-Ostry język nie jest najmądrzejszym wyborem.
-Nie jesteś pierwszym który mi to mówi-odparłam.
-Ale ostatnim który mówi cokolwiek do ciebie.-syknął i machnął ręką w kierunku Nica. Sam szybko przeistoczył się w ciemną mgłę i razem z figurką zniknął w ciemnym rozbłysku, pozostawiając syna Hadesa samego na polu walki. Ten jednak wyglądał jak ktoś, kto czekał na tę chwilę całe życie. Z perspektywy czasu cały czas mówię sobie jaka głupia wtedy byłam. Jak mogłam nie zauważyć, że ta podła kreatura, syn Hadesa, stał obok pana Chaosu przez ten cały czas tylko z jednego powodu. Zbierał energię. Zbierał ją specjalnie żeby na tą chwilę starczyła mu idealnie. Dlaczego na wszystkich bogów zrozumiałam to dopiero wtedy kiedy ta właśnie energia leciała w moim kierunku niczym ciemny sztylet, ukierunkowana dokładnie w moje serce i dokładnie tak, bym nie mogła się uchylić. Nico di Angelo gdy tylko ostatnia strużka tejże śmiercionośnej energii wypłynęła z jego wyciągniętej ręki, rozpłynął się w cień z szyderczym uśmiechem i radością w ciemnych oczach. Nim ciemna energia, stworzona by zabić, by zabić mnie uderzyła, zamknęłam oczy. Jedyne co potem poczułam to coś jakby pchnięcie. Poleciałam w tył i uderzyłam boleśnie o posadzkę, czując jak kość w moim przedramieniu nie może już znieść przeciążenia. Otworzyłam oczy zaskoczona, że w ogóle żyję i odwróciłam się do przyjaciół ze słabym uśmiechem. Jednak ich twarze wyrażały tylko przerażenie i niedowierzanie. Ich spojrzenia, jednak nie były utkwione we mnie. Były...gdzieś dalej. Podążyłam za nimi i zobaczyłam widok, którego nie zapomnę do końca życia nawet gdyby miało skończyć się za chwilę. Kilka metrów ode mnie, leżało zwinięte niczym embrion ciało o jasnych włosach. Mimo że bardzo tego nie chciałam od razu wiedziałam kto to jest. I wiedziałam ,że przyjął na siebie cios. Cios przeznaczony dla mnie.
-Nie!!!-wrzasnęłam i rzuciłam się ku synowi Apolla
Jest, w terminie xD
Powracam w całej okazałości i informuję, że w roku szkolnym nexty będą pojawiać się regularnie w każdy piątek, lecz dla pewności możecie zajrzeć też w niedzielę, bo w zależności od weny mogą się też wtedy pojawić. No więc następny jak się chyba domyślacie w piątek.
Do nna ;)
~Pass
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz