Rozmowa z moim bratem jak można się domyślać nie przebiegła w atmosferze żartu i śmiechów. Nie zamierzałam podczas niej denerwować go jeszcze bardziej, więc kosztem prawie przegryzionego języka powstrzymałam się od wygłoszenia jakiegokolwiek komentarza, nawet gdy Percy dość dobitnie wyjaśnił, co zrobi Willowi jeśli ten choć się do mnie zbliży. W gruncie rzeczy wiedziałam, że mój brat wymyślił tę regułę pod wpływem nagłej złości i liczyłam na to, że jak troszkę ochłonie przemyśli swoją decyzję jeszcze raz. Tak właściwie dopiero teraz, po tej rozmowie zdałam sobie sprawę, że odkąd się dogadaliśmy to właśnie Percy stał się kimś w rodzaju mojego opiekuna i jednocześnie, ile razy byśmy się nie kłócili, mojego najlepszego przyjaciela, któremu mogłam powiedzieć absolutnie wszystko. Po dłuższej chwili nieco luźniejszej rozmowy wyszliśmy z kuchni i zeszliśmy na pokład. Oprócz nas była tam tylko Anabeth, która wyraźnie czekała aż opuścimy pomieszczenie. Natychmiast do nas podeszła i usiedliśmy wszyscy troje na schodkach prowadzących z górnego pokładu.
-Will powiedział mi co się stało-zaczęła córka Ateny chwytając swojego chłopaka za rękę- Percy chyba zareagowałeś...
-Wszystko już sobie wyjaśniliśmy-przerwałam jej z lekkim uśmiechem. Przyznam, że zrobiłam to głównie po to by choć troszkę podlizać się bratu i przyspieszyć zmianę jego decyzji, jednak nie przewidziałam tego, że brat znał ją lepiej niż jej się wydawało. Obrzucił ją lekko drwiącym spojrzeniem, po czym powiedział
-Skoro tak, uważasz, to temat chyba jest już zamknięty-uśmiechnął się półgębkiem do Anabeth po czym dodał- i nie muszę go jeszcze rozważać...
Podniosłam nagle wzrok znad swoich butów. Chcąc przekabacić brata na swoją stronę tylko bardziej pogorszyłam swoją sytuację. Otworzyłam usta, jednak po chwili głośno je zamknęłam. Nie mogłam powiedzieć już nic co mogłoby poprawić stosunek mojego brata do tej sprawy. Nie musiałam jednak długo czekać zanim nie usłyszałam chichotów ze strony Perciego i Anabeth. Oboje patrzyli na mnie wyjątkowo rozbawieni.
-Przyznaje, że nie znamy się może za długo-zaczęła blondynka-ale nigdy nie widziałam żeby tak cię zatkało.
Roześmialiśmy się, po czym nagle Percy spoważniał i popatrzył na nas obie.
-Co my właściwie teraz robimy?
Zarówno ja jak i Anabeth zdziwione tym pytaniem natychmiast zamilkłyśmy i pozwoliłyśmy mu kontynuować.
-Oczywiście, mamy miecz, super, mamy talizman, świetnie, mamy płaszcz, ale co teraz? Gdzie my teraz płyniemy?
-Musimy znaleźć figurkę-oznajmiła córka Ateny- Will ostatnio podał Leonowi współrzędne miejsca gdzie Chaos pojawia się najczęściej.
Była to malutka wyspa, z pozoru nie groźna z w miarę prostą drogą z naszego obecnego miejsca. Szkoda tylko, że ta nie sprawiająca niebezpiecznych pozorów wyspa znajduje się w samym środku obszaru określanego jako zguba żeglarzy, położona w sercu gwałtownych wiatrów i burz. Przez obozowiczów często nazywany siedliskiem potworów, jednak wam ten obszar jest zapewne lepiej znany jako Trójkąt Bermudzki.
Była to malutka wyspa, z pozoru nie groźna z w miarę prostą drogą z naszego obecnego miejsca. Szkoda tylko, że ta nie sprawiająca niebezpiecznych pozorów wyspa znajduje się w samym środku obszaru określanego jako zguba żeglarzy, położona w sercu gwałtownych wiatrów i burz. Przez obozowiczów często nazywany siedliskiem potworów, jednak wam ten obszar jest zapewne lepiej znany jako Trójkąt Bermudzki.
Z tego co wiem zarówno Percy jak i Anabeth już tam byli jednak nie wydawali się chętni do opowiadań na ten temat, a ja, widząc, że nie jest to zbyt przyjemny temat nie naciskałam zbytnio.
-Tak wiem, że mamy określone współrzędne ale czy w ogóle zastanawialiśmy się jak my zdobędziemy tą figurkę, a przede wszystkim, co będzie potem?
-Pewnie postąpimy tak jak umawialiśmy się z Chejronem i Reyną-powiedziałam, lecz bez większego przekonania. Wiedziałam co prawda, że oba obozy miały przygotowywać się do wojny z armią Chaosu, jednak od ostatniego iryfonu, który zakończył się szybkim przerwaniem rozmowy ze strony Obozu nie mieliśmy od nich żadnej wiadomości, ani też nie odbierali połączeń. Co prawda podejrzewaliśmy, że iryfonowi mógł zaszkodzić sam Chaos, jednak...coś nam tu nie pasowało.
-Popłyniemy do Grecji-zgodził się Percy-Ale pytanie brzmi, co zrobimy jeśli....-potarł czoło z wyraźnie zaniepokojoną miną-Jeśli oni się nie zjawią?
-Przegramy-odparła wprost Anabeth.
Wraz z bratem popatrzyliśmy na nią. Jasne, że żadne z nas nie chciało zawalić, jasne, że zrobiliśmy w tym kierunku już bardzo dużo, pewnie, że dawniej zdarzało się pokonać Kronosa czy Gaję, jednak...Chaos? Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że jest to największe zagrożenie ze wszystkich, oraz, że o ile o wcześniejszych przeciwnikach wiedzieliśmy dość dużo, to o nim? Nie wiemy tak na prawdę nic. Zdawaliśmy sobie sprawę, że mierzymy się z konkurentem któremu prawdopodobnie nie będziemy w stanie dorównać i wielce denerwowało nas to, w jaki sposób bezczelnie, ale też umiejętnie sobie z nami pogrywał. Robił dosłownie wszystko byśmy nie podejrzewali do czego jest zdolny. Miał przed nami tyle tajemnic, podczas gdy my? My byliśmy odsłonięci, całkowicie przewidywalni i w głębi duszy każdy z nas zadawał sobie pytanie dlaczego jeszcze żyjemy? Skoro Chaos doskonale przewidywał nasze plany i zamiary, a zaskoczyć go udało się nam tylko raz, to właściwie po co ta cała szopka? Co przeszkadza mu przerobić nas na karmę dla drakain dosłownie w każdej chwili? Zmarnował już tyle okazji, że wydawało nam się to coraz bardziej podejrzane.
-Chejron dalej nie daje znaku życia?-spytałam przerywając natłok myśli.
Córka Ateny pokręciła przecząco głową.
-A Reyna?
-Z tego co wiem ostatnio kontaktowała się z Frankiem-oznajmił Percy, jednak widząc ulgę na mojej twarzy ze smutkiem pokręcił głową-Nie była to przyjacielska pogadanka. Reyna ma problemy z organizacją obozu Jupiter.
-Przecież po porażce Gai miało się poprawić-przypomniała Anabeth.
-I tak było. Jednak nowe zagrożenie, nowe decyzje, nowi przeciwnicy....
-Błagam cię. Jeśli gdzieś na horyzoncie pojawi się jakiś nowy Oktawian osobiście podpalę mu katapultę pod tyłkiem.
Znając historię z tym upierdliwym buntownikiem roześmiałam się. Mój brat z aprobatą pokiwał głową.
-Z wielką chęcią bym ci w tym pomógł-zapewnił ją-Jednak wywnioskowałem z rozmowy z Frankiem, że obejdzie się bez tego typu manifestacji.
-Kto się stawia?-zaciekawiła się dziewczyna
-Wymienił kilka imion, ale żadne z nich nie mówi mi nic, pomimo tego, że spędziłem tam 8 miesięcy.
Anabeth zmarszczyła brwi wspominając długą rozłąkę z ukochanym. Percy widząc jej minę dotknął jej dłoni złożonej na kolanach.
-Hej-pogłaskał ją delikatnie i przysunął się bliżej jednocześnie z wielką czułością dotykając jej policzka. Blondynka podniosła wzrok na jego twarz-Nigdy więcej nie pozwolę żeby nas rozdzielono. Nigdy.
Anabeth uśmiechnęła się smutno.
-Nie zawsze będzie to zależeć tylko od ciebie Percy. Nie dasz rady zapobiec wszystkiemu.
Pokiwał głową i spojrzał jej głęboko w oczy.
-Będę próbował. Dopóki tylko starczy mi sił. Przyrzekam...
-Percy-westchnęła dziewczyna próbując powstrzymać go przed wiążącą obietnicą.
-Przysięgam na Styks Anabeth-powiedział pomimo jej protestu.
Zobaczyłam łzy w jej oczach i pełne miłości i uwielbienia spojrzenie którym obdarzyła mojego brata. Wtedy właśnie poczułam, że powinnam ich teraz zostawić. Dotknęłam ramienia przyjaciółki i odeszłam zostawiając parę na osobności. Słowa mojego brata na prawdę mnie wzruszyły więc tylko mogłam sobie wyobrażać jak wzruszyły jego dziewczynę. Podeszłam blisko do dziobu statku i oparłam się o rufę. Zapatrzyłam się w morze i jego ciemnozielony odcień. Uśmiechnęłam się pod nosem czując bujanie fal i patrząc na to jak dziób statku rozbija fale na dwie części. Morze to poniekąd naturalne środowisko wszystkich dzieci Posejdona i wśród wszystkich żywiołów właśnie przy tym czułam się najlepiej. Uniosłam rękę i kręciłam małe kółeczka aż pojawiło się tam miniaturowe wodne tornado. Na jego widok mój uśmiech stał się szerszy. To tornado to pierwsza rzecz jakiej nauczył mnie mój ojciec. Nie było mi jednak dane cieszyć się tym długo. Chwilkę potem gigantyczna fala wlała się przez bok pokładu dosłownie ścinając mnie z nóg i oblewając od stóp do głów lodowatą morską wodą. Anabeth i Percy podnieśli głowy żeby zobaczyć co się dzieje. Na raz jakby niebo zaszło ciemnymi chmurami a woda wzburzyła się jeszcze bardziej. Właśnie wtedy z głębi wód wydobył się wyjątkowo głęboki syczący głos.
-Witajcie, dzieci Posejdona
-Tak wiem, że mamy określone współrzędne ale czy w ogóle zastanawialiśmy się jak my zdobędziemy tą figurkę, a przede wszystkim, co będzie potem?
-Pewnie postąpimy tak jak umawialiśmy się z Chejronem i Reyną-powiedziałam, lecz bez większego przekonania. Wiedziałam co prawda, że oba obozy miały przygotowywać się do wojny z armią Chaosu, jednak od ostatniego iryfonu, który zakończył się szybkim przerwaniem rozmowy ze strony Obozu nie mieliśmy od nich żadnej wiadomości, ani też nie odbierali połączeń. Co prawda podejrzewaliśmy, że iryfonowi mógł zaszkodzić sam Chaos, jednak...coś nam tu nie pasowało.
-Popłyniemy do Grecji-zgodził się Percy-Ale pytanie brzmi, co zrobimy jeśli....-potarł czoło z wyraźnie zaniepokojoną miną-Jeśli oni się nie zjawią?
-Przegramy-odparła wprost Anabeth.
Wraz z bratem popatrzyliśmy na nią. Jasne, że żadne z nas nie chciało zawalić, jasne, że zrobiliśmy w tym kierunku już bardzo dużo, pewnie, że dawniej zdarzało się pokonać Kronosa czy Gaję, jednak...Chaos? Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że jest to największe zagrożenie ze wszystkich, oraz, że o ile o wcześniejszych przeciwnikach wiedzieliśmy dość dużo, to o nim? Nie wiemy tak na prawdę nic. Zdawaliśmy sobie sprawę, że mierzymy się z konkurentem któremu prawdopodobnie nie będziemy w stanie dorównać i wielce denerwowało nas to, w jaki sposób bezczelnie, ale też umiejętnie sobie z nami pogrywał. Robił dosłownie wszystko byśmy nie podejrzewali do czego jest zdolny. Miał przed nami tyle tajemnic, podczas gdy my? My byliśmy odsłonięci, całkowicie przewidywalni i w głębi duszy każdy z nas zadawał sobie pytanie dlaczego jeszcze żyjemy? Skoro Chaos doskonale przewidywał nasze plany i zamiary, a zaskoczyć go udało się nam tylko raz, to właściwie po co ta cała szopka? Co przeszkadza mu przerobić nas na karmę dla drakain dosłownie w każdej chwili? Zmarnował już tyle okazji, że wydawało nam się to coraz bardziej podejrzane.
-Chejron dalej nie daje znaku życia?-spytałam przerywając natłok myśli.
Córka Ateny pokręciła przecząco głową.
-A Reyna?
-Z tego co wiem ostatnio kontaktowała się z Frankiem-oznajmił Percy, jednak widząc ulgę na mojej twarzy ze smutkiem pokręcił głową-Nie była to przyjacielska pogadanka. Reyna ma problemy z organizacją obozu Jupiter.
-Przecież po porażce Gai miało się poprawić-przypomniała Anabeth.
-I tak było. Jednak nowe zagrożenie, nowe decyzje, nowi przeciwnicy....
-Błagam cię. Jeśli gdzieś na horyzoncie pojawi się jakiś nowy Oktawian osobiście podpalę mu katapultę pod tyłkiem.
Znając historię z tym upierdliwym buntownikiem roześmiałam się. Mój brat z aprobatą pokiwał głową.
-Z wielką chęcią bym ci w tym pomógł-zapewnił ją-Jednak wywnioskowałem z rozmowy z Frankiem, że obejdzie się bez tego typu manifestacji.
-Kto się stawia?-zaciekawiła się dziewczyna
-Wymienił kilka imion, ale żadne z nich nie mówi mi nic, pomimo tego, że spędziłem tam 8 miesięcy.
Anabeth zmarszczyła brwi wspominając długą rozłąkę z ukochanym. Percy widząc jej minę dotknął jej dłoni złożonej na kolanach.
-Hej-pogłaskał ją delikatnie i przysunął się bliżej jednocześnie z wielką czułością dotykając jej policzka. Blondynka podniosła wzrok na jego twarz-Nigdy więcej nie pozwolę żeby nas rozdzielono. Nigdy.
Anabeth uśmiechnęła się smutno.
-Nie zawsze będzie to zależeć tylko od ciebie Percy. Nie dasz rady zapobiec wszystkiemu.
Pokiwał głową i spojrzał jej głęboko w oczy.
-Będę próbował. Dopóki tylko starczy mi sił. Przyrzekam...
-Percy-westchnęła dziewczyna próbując powstrzymać go przed wiążącą obietnicą.
-Przysięgam na Styks Anabeth-powiedział pomimo jej protestu.
Zobaczyłam łzy w jej oczach i pełne miłości i uwielbienia spojrzenie którym obdarzyła mojego brata. Wtedy właśnie poczułam, że powinnam ich teraz zostawić. Dotknęłam ramienia przyjaciółki i odeszłam zostawiając parę na osobności. Słowa mojego brata na prawdę mnie wzruszyły więc tylko mogłam sobie wyobrażać jak wzruszyły jego dziewczynę. Podeszłam blisko do dziobu statku i oparłam się o rufę. Zapatrzyłam się w morze i jego ciemnozielony odcień. Uśmiechnęłam się pod nosem czując bujanie fal i patrząc na to jak dziób statku rozbija fale na dwie części. Morze to poniekąd naturalne środowisko wszystkich dzieci Posejdona i wśród wszystkich żywiołów właśnie przy tym czułam się najlepiej. Uniosłam rękę i kręciłam małe kółeczka aż pojawiło się tam miniaturowe wodne tornado. Na jego widok mój uśmiech stał się szerszy. To tornado to pierwsza rzecz jakiej nauczył mnie mój ojciec. Nie było mi jednak dane cieszyć się tym długo. Chwilkę potem gigantyczna fala wlała się przez bok pokładu dosłownie ścinając mnie z nóg i oblewając od stóp do głów lodowatą morską wodą. Anabeth i Percy podnieśli głowy żeby zobaczyć co się dzieje. Na raz jakby niebo zaszło ciemnymi chmurami a woda wzburzyła się jeszcze bardziej. Właśnie wtedy z głębi wód wydobył się wyjątkowo głęboki syczący głos.
-Witajcie, dzieci Posejdona
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz