-Dzieci Posejdona!-zagrzmiał, a mnie ciarki przebiegły po plecach-Poddajcie się, a może oszczędzę resztę załogi!
Nie poruszyłam się nawet o milimetr. Ten bezruch był odpowiedzią mojego instynktu na gniewny i promieniujący siłą głos boga...zakładając, że to był bóg oczywiście, chociaż w tamtej chwili nie widziałam innych perspektyw niż bóg, lub wyjątkowo wkurzony płetwonurek z megafonem...wykluczając raczej tę drugą opcję. Znów zerknęłam na brata i poruszając wargami, bezgłośnie zapytałam
-Kto to?
Percy pokręcił głową i odrzucił włosy w tył. Tylko on ze znajdujących się na pokładzie był całkowicie suchy. Pomimo, że również byłam dzieckiem Posejdona, różnie ukierunkowana moc sprawiała, że z żadnego z żywiołów jakimi władałam nie mogłam korzystać w pełni. Właściwie moja całkowita moc była porównywalna z mocą brata, jednak on mógł pozwolić sobie na znacznie więcej, ponieważ następstwem różnokierunkowości moich umiejętności było to, że przy korzystaniu z mocy męczyłam się znacznie bardziej niż inni herosi.
-Kim jesteś?-odezwał się Percy dość stanowczym jak na tą chwilę głosem. Zaczęłam zastanawiać się gdzie są nasi towarzysze i czy na prawdę tego nie słyszą...
-Gdybyście tylko byli godni odpowiedzi...-parsknął-Poddajcie się!
-Nasz ojciec jest panem mórz i oceanów-oznajmił mój brat wstając i podchodząc do burty. Odważne posunięcie jak na to, że fala nadchodząca z przeciwległej strony mogła go łatwo wyrzucić do morza gdzie byłby narażony na pełen gniew swojego rozmówcy.-Może wykurzyć cię stąd kiedy będzie chciał.
Głos o dziwo roześmiał się. Tubalnym lekko drwiącym śmiechem.
-Wasz ojciec już tu nie panuje-syknął-A przynajmniej nie na długo...
-Kim jesteś żeby mu grozić?-zdenerwował się Percy. Anabeth cicho pokręciła głową w jego kierunku, jednak nie widział tego gestu. Blondynka obawiała się, że tego typu prowokacja jeszcze bardziej rozwścieczy wroga. Zapewne całkiem słusznie- Pewnie kolejnym bożkiem fal czy piasku na dnie. Nie możesz mu zagrażać.
-Kim jestem? Otóż pyskaty...jak to cię ta blondyna nazwała...ah, tak...Glonomóżdżku!-spojrzałyśmy po sobie z Anabeth przestraszone. Tego przezwiska nie używała już jakiś czas...Czy nieznajomy ich podsłuchiwał?-Kimś, kto już raz prawie zniszczył twego ojca...kto już raz prawie zgładził zaszytego w swojej norze samozwańczego króla. Jestem kimś kogo twój ojciec boi się bardziej niż sobie wyobrażasz...Bardziej niż Okeanosa...
Chciałabym powiedzieć, że po tych słowach klasnęłam w dłonie z triumfalnym uśmiechem i powiedziałam wszystkim z km rozmawiamy, rzucając przy tym jakiś błyskotliwy sposób wyrwania nas z opresji. Czy bardzo was zdziwię jeśli powiem, że wcale tak nie było? Pewnie nie...
A czy zdziwię was jeszcze bardziej jeśli hipotetycznie na rozwiązanie wpadła Anabeth? Zapewne również nie....Nie ma co, Atena nie odstawia fuszerki.
-To Pontus-powiedziała cicho unosząc głowę. Nie powiedziała tego zbyt głośno, jednak każdy z nas usłyszał...i co znacznie mniej podobało się mnie i bratu zobaczyliśmy niemal natychmiast błysk przerażenia w oczach blondynki.
-Kolejne żałosne dziecko Ateny-zadrwił Pontus (kto to u licha jest?!Bóg proszku do prania?!)-Przynajmniej pradawne mity wkułaś na pamięć, co? Ale ma rację. Przynajmniej wiecie z kim rozmawiacie nieszczęśnicy.
-Ja nie bardzo-mruknęłam pod nosem podnosząc się na kolana. Nie ma co jak na jakiegoś pradawnego boga czegoś tam miał całkiem niezły aparat słuchowy.
-Można było się domyślić. Dzieci tego starego głupca nigdy nie były zbyt błyskotliwe...Jestem pierwotnym bóstwem wód przerośnięty szczurze laboratoryjny Gai!!!-wrzasnął, co jako, że zwracał się do mnie, przemożnie mnie zdziwiło-Każda kropla tego oceanu należy do mnie! Należała od wieków!
-Nic już nie należy do ciebie odkąd wyrzekłeś się jej na rzecz Okeanosa-odezwała się córka Ateny również podnosząc się ze schodów.
-To, że zniknąłem nie znaczy, że przestałem się interesować moją własnością! Nie egzekwowałem jej przez długie tysiąclecia-warknął, po czym zrobił chwilę przerwy. Wewnętrznie czułam, że uśmiecha się szyderczo.-Starożytni bogowie się budzą, wasza cywilizacja upada i nie zdołacie tego zatrzymać. Skoro nie chcieliście pójść po dobroci, załatwimy sprawę inaczej. Niczego już nie powstrzymacie.
Po tych słowach w pokład uderzyła wielka, ponad 5-metrowa ściana wody, która zrzuciła mnie z kolan, a Anabeth podcięła nogi. Percy obrócił się by ją powstrzymać, lecz z jakiegoś powodu woda go nie posłuchała. Błysk zdziwienia i dekoncentracji w jego oczach wystarczył by fala pchnęła go za burtę i pochłonęła w swoje odmęty, z których nie wynurzył się nawet na chwilę.
Wokół szalały przywołane z nikąd nowe, większe fale i błyskały błyskawice.
-Percy!!!-usłyszałam przerażony krzyk Anabeth, która już podnosiła się na nogi. Fala zmyła mnie w stronę burty z której wypadł mój brat więc podźwignęłam na nogi mój przemoczony i przemarznięty tyłek i rzuciłam się w stronę rufy nie myśląc zbyt wiele, co pewnie przyczyniło się do dalszego rozwoju sytuacji.
-Mara, nie podchodź!-wrzasnęła na sekundę przed tym, gdy dotknęłam palcami poręczy. Zdążyłam się jeszcze tylko obrócić kiedy kolejna wielka fala opadła mi na twarz. Zostałam zmieciona z okrętu niczym nic nie znaczący paproch...nie żebym dla tego Pontusa szczególnie wiele znaczyła... Wpadłabym do oceanu w ślad za bratem, gdyby coś nie chwyciło mnie za nadgarstek. Podniosłam głowę i ujrzałam wykrzywioną z wysiłku twarz Anabeth, która tkwiła przewieszona przez burtę i usiłowała wciągnąć mnie z powrotem. Mokre, blond włosy zwisały jej w nieładzie wokół twarzy. Zadyndałam nogami w powietrzu usiłując oprzeć stopy o coś i pomóc przyjaciółce, jednak bok okrętu był za daleko. Córka Ateny stęknęła i podciągnęła mnie w górę, kiedy kolejna fala uderzyła ją w plecy. Mimo, że mocno zapierała się nogami i trzymała burtę, siła i impet nagłego uderzenia wypchnął ją równie łatwo jak mnie i Percy'ego. Wpadłyśmy do ciemnej, mętnej wody w tym samym momencie w którym z kajuty na statku wybiegli nasi zdyszani towarzysze, którzy jak się potem okazało byli zajęci zupełnie innymi kłopotami. Kiedy tylko dotknęłam tafli wody poczułam jak cała energia i zgromadzona we mnie moc ulatuje ze mnie, jakby podpięli mnie do odkurzacza. Zmęczenie wzięte jakby z nikąd nagle zaczęło ogarniać całe moje ciało i skłoniło do zaciśnięcia powiek. Potrząsnęłam jednak głową. Otworzyłam oczy i szczękając pod wodą zębami podpłynęłam do Anabeth, którą fale zepchnęły głębiej. Chwyciłam ją za rękę i szarpnęłam w górę usiłując wskazać jej drogę. Wynurzyłyśmy się na powietrze, a blondynka zaczęła gorączkowo łapać powietrze jak ryba wyciągnięta na brzeg, choć w tej sytuacji było właściwie zupełnie odwrotnie. Córka Ateny jednak nie pooddychała długo, bo sztorm z każdą chwilą nabierał siły i rzucał nami na wszystkie strony, co chwila pozbawiając tchu. Trzymałyśmy się kurczowo za ręce, by nie zgubić siebie na wzajem. Nasi towarzysze chyba zorientowali się co się dzieje, bo Jason wyleciał ze statku niczym blond superman i skierował się w naszą stronę. Chciałam poderwać się z wody i wyciągnąć z niej przyjaciółkę, jednak czułam się kompletnie wyczerpana. Był co prawda jeszcze jeden powód dla którego nie mogłam się podnieść. Coś obwiązało mi łydkę i ściskało z każdą chwilą mocniej, kiedy fale rzucały nami na wszystkie strony. Z początku myślałam, że to glon, dopóki Jason nie złapał Anabeth za rękę i nie wyciągnął drugiej w moją stronę. Wyciągnęłam się w jego stronę i otarłam się palcami o jego palce mając zamiar je zacisnąć, kiedy nagle to coś oplatające mi nogę gwałtownym ruchem godnym najlepszego przeciągacza liny, pociągnął mnie pod powierzchnię. Wciąż trzymałyśmy się z córką Ateny za ręce jednak tym szybkim jak błyskawic przywołana przez Jasona ruchem, kompletnie pozbawiono nas kontaktu. Schyliłam się by rozplątać to coś z nogi i zobaczyłam zawieszoną tuż pod moją stopą twarz. Wyjątkowo upiorną twarz...
Ja wiem wiem, spóźniam się ciągle xD
Przyzwyczajcie się, że nexty nie zawsze będą w terminie przynajmniej do wakacji. Potem postaram się poprawić ;) A więc mam nadzieję, że jakoś szczególnie was nie zanudziłam i, że dalej czytacie te wypociny.
Dziękuję, że jest was tak dużo. Patrzę na statystyki i nie wierzę hahah
Zachęcam do komentowania bo prawie nikt z was tego nie robi xD
Do nna kochani <3
~Pass
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz