-Lecimy-rzekł pewnym tonem Percy, przerywając ciszę.
Zmierzyłam go uważnym spojrzeniem i przypomniałam.
-Will chce żebyśmy płynęli.
-Właśnie dlatego polecimy.
-Percy, on nas ostrzega-zaoponowała Anabeth
-Ja tam myślę, że to pułapka. Taka jesteś dobra w strategii, a się nie domyślasz?-spytał ironicznie.
Anabeth szybko odbiła pałeczkę.
-Wiem więcej niż ty Glonomóżdżku i lepiej żebyś my płynęli.
-Wiesz coś więcej?-podchwycił mój brat- To może się tą wiedzą podzielisz?
-Nie mogę-rzekła żałośnie i spuściła głowę-Przyrzekłam, że nie powiem.
-Masz przed nami tajemnice?-zdziwił się Percy-Przede mną?
Córka Ateny zaczerwieniła się, ale zaraz dumnie podniosła głowę i spojrzała swojemu chłopakowi prosto w oczy.
-Tak Percy. Mam i musisz to zrozumieć. Właśnie dlatego powierzył mi tą tajemnicę, bo wiedział, że jej dochowam.
-Powierzył-parsknął zazdrośnie mój brat-A kto taki, jeśli można wiedzieć?
-Nieważne-Anabeth wbiła spojrzenie w podłogę.
-Dla mnie akurat, bardzo ważne-warknął Percy.
Zorientowałam się, że wszyscy patrzymy na nich jak na mecz ping ponga. Postanowiłam przerwać tę rozmowę. Pierwszy raz widziałam jak ta dwójka na poważnie się kłóci i nie powiem, by był to mój ulubiony widok.
-Dobra, koniec z tym-westchnęłam-Braciszku ogarnij się i wrzuć na luz. Anabeth cię nie zdradza, nie prowadzi podwójnego życia, więc nie masz się o co martwić.
-Skąd wiesz?-syknął.
Córka Ateny wyprostowała się zaskoczona, po czym jej twarz wykrzywiła się w grymasie złości.
-Czyżbyś coś sugerował Glonomóżdżku?-spytała groźnym szeptem, a przezwisko, które zawsze wypowiadała czule, zabrzmiało teraz chłodno i opryskliwie.
-A co jeśli tak?-Percy spojrzał jej w oczy z powątpiewaniem.
-Percy przestań-wtrąciłam się patrząc ze złością na brata-Nigdy więcej tak nie mów. Wracając, co robimy?
Chciałam jak najszybciej zmienić temat i chyba mi się udało. Reszta załogi nie chciała dalej słuchać ich kłótni i zaczęła szybko odpowiadać, nie dając im możliwości dojścia do głosu.
-Jestem za morzem-szybko powiedziała Piper.
-Ja wyjątkowo też-poparł ją Jason, nerwowo zerkając na pokłóconych.
-I ja-rzekła Hazel
-No ja oczywiście też-dodał Frank.
Leo kiwnął głową i również potwierdził, że woli zostać na morzu według rad jego byłego przyjaciela.
-Morze-wycedziła Anabeth
-Wyjątkowo powietrze-syknął Percy
-Dlaczego na złote bokserki Midasa musisz być tak cholernie uparty!-krzyknęła córka Ateny wznosząc ręce ku niebu.
Znów przerwałam tą wymianę zdań zanim Percy zdążył jeszcze bardziej skomplikować sytuację.
-A więc morze-zadecydowałam-Przegłosowane.
-Od kiedy obowiązuje prawo demokracji-spytał wkurzony syn Posejdona.
-Od teraz-odwarknęłam-Odczep się wreszcie!
-Jak sobie księżniczka życzy-odrzekł z sarkazmem i wyszedł głośno i gniewnie tupiąc nogami. Nie miałam zamiaru ruszyć za bratem. Wiedziałam, że tylko pogorszę sprawę.
-Ja pójdę-westchnął Jason i wyszedł w ślad za przyjacielem. Frank i Leo poszli zobaczyć czy wszystko gra w sterowni. Ja, Anabeth, Hazel i Piper poszłyśmy do mesy i klapnęłyśmy na krzesłach obok siebie. Anabeth uderzyła pięścią w stół.
-Jaki on jest przeraźliwie głupi-syknęła i schowała twarz w dłoniach.
-Boi się-stwierdziłam
-Ale czego?-zdziwiła się Hazel
-Tego, że Anabeth już na nim nie zależy-wytłumaczyłam
-Ale zależy-westchnęła Piper i zerknęła na córkę Ateny-Prawda?
-Oczywiście, że tak-warknęła.
-To Will powierzył ci tą tajemnicę, prawda?-szepnęłam
-Tak-potaknęła cicho. Z niewiadomych powodów zdenerwowało mnie to. A więc jej powiedział, ale mi już nie raczył tak? Co za idiota..."Ogarnij się" Potrząsnęłam sobą w myślach. Nie jestem zazdrosna ok? Nic już do niego nie czuję. Znaczy nie żebym kiedykolwiek czuła, znaczy...Ech pogubiłam się już...
-Mara, nie denerwuj się tak-uśmiechnęła się Piper.
-Co?-udałam zdziwienie-Nie ma czym
Przewróciła oczami. Wszystkie przyjaciółki zebrane w pomieszczeniu wbiły we mnie pewne spojrzenie, co kazało mi przypuszczać, że wiedzą lepiej niż ja co czuję do tego gnojka. Zarumieniłam się.
-Och, przestańcie się tak patrzyć-westchnęłam.
-Podoba ci się?-drążyła Anabeth
-Może..-szepnęłam.
-Co tam mamroczesz?-droczyła się Piper.
-Dobra tak, pasuje?
-Co pasuje?-spytała Hazel uśmiechając się szeroko-Powiedz to.
-No, może trochę mi się podoba-czułam jak moje policzki dosłownie płoną-Ale jest zdrajcą.
-Nie wiadomo-mruknęła Anabeth, po czym chyba zdała sobie sprawę, że powiedziała to głośno.
-Co chcesz przez to powiedzieć?-spytałam.
-Nic-odparła Anabeth, po czym widząc nasze spojrzenia dodała-Nie mogę mówić.
Westchnęłyśmy.
-Więc co zamierzasz zrobić z Percym?-spytała córka Afrodyty.
-Sama nie wiem-blondynka zwiesiła głowę-Z jednej strony mam ochotę mu przywalić, a z drugiej zapewnić go, że go kocham. I co ja mam zrobić.
Wszystkie się zamyśliły. Wszystkie, oprócz mnie. Dla mnie sprawa była prosta. Zawsze robiłam to co uważałam za słuszne i dalej uważam, że jest to najlepsza strategia.
-Zrób i jedno i drugie.-powiedziałam, przerywając ciszę.
Dziewczyny wbiły we mnie zaskoczone spojrzenie.
-Ale...-zaczęła Hazel.
-Nie ma żadnego ale-zaoponowałam-Po prostu nie myśl. Idź i zrób co masz zrobić.
Anabeth kiwnęła głową i wstała.
-Współczuję twojemu chłopakowi-oznajmiła.
Przewróciłam oczami, po czym wyszłyśmy

Przepraszam za żałośnie krótki next ale jestem nieogarnięta, bo jutro mam komers. Obiecuję że będzie coś wiekszegona weekendzie
~Pass
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz