środa, 15 czerwca 2016

Kłótnia

Po przeczytaniu listu wszyscy zamilkli. Trener Hedge, który podczas ataku kraba oglądał amerykański boks (nie wiem jak głośno musiał być ten boks, skoro nic nie słyszał) wyszedł ze swojej kanciapy i słysząc fragment listu Willa, sam zamarł. Frank oraz Hazel, którzy wcześniej bardzo dobrze znali Willa, ale dopiero niedawno dowiedzieli się o zdradzie, mieli bardzo niepewne miny.
-Lecimy-rzekł pewnym tonem Percy, przerywając ciszę.
Zmierzyłam go uważnym spojrzeniem i przypomniałam.
-Will chce żebyśmy płynęli.
-Właśnie dlatego polecimy.
-Percy, on nas ostrzega-zaoponowała Anabeth
-Ja tam myślę, że to pułapka. Taka jesteś dobra w strategii, a się nie domyślasz?-spytał ironicznie.
Anabeth szybko odbiła pałeczkę.
-Wiem więcej niż ty Glonomóżdżku i lepiej żebyś my płynęli.
-Wiesz coś więcej?-podchwycił mój brat- To może się tą wiedzą podzielisz?
-Nie mogę-rzekła żałośnie i spuściła głowę-Przyrzekłam,  że nie powiem.
-Masz przed nami tajemnice?-zdziwił się Percy-Przede mną?
Córka Ateny zaczerwieniła się, ale zaraz dumnie podniosła głowę i spojrzała swojemu chłopakowi prosto w oczy.
-Tak Percy. Mam i musisz to zrozumieć. Właśnie dlatego powierzył mi tą tajemnicę, bo wiedział, że jej dochowam.
-Powierzył-parsknął zazdrośnie mój brat-A kto taki, jeśli można wiedzieć?
-Nieważne-Anabeth wbiła spojrzenie w podłogę.
-Dla mnie akurat, bardzo ważne-warknął Percy.
Zorientowałam się, że wszyscy patrzymy na nich jak na mecz ping ponga. Postanowiłam przerwać tę rozmowę. Pierwszy raz widziałam jak ta dwójka na poważnie się kłóci i nie powiem, by był to mój ulubiony widok.
-Dobra, koniec z tym-westchnęłam-Braciszku ogarnij się i wrzuć na luz. Anabeth cię nie zdradza, nie prowadzi podwójnego życia, więc nie masz się o co martwić.
-Skąd wiesz?-syknął.
Córka Ateny wyprostowała się zaskoczona, po czym jej twarz wykrzywiła się w grymasie złości.
-Czyżbyś coś sugerował Glonomóżdżku?-spytała groźnym szeptem, a przezwisko, które zawsze wypowiadała czule, zabrzmiało teraz chłodno i opryskliwie.
-A co jeśli tak?-Percy spojrzał jej w oczy z powątpiewaniem.
-Percy przestań-wtrąciłam się patrząc ze złością na brata-Nigdy więcej tak nie mów. Wracając, co robimy?
Chciałam jak najszybciej zmienić temat i chyba mi się udało. Reszta załogi nie chciała dalej słuchać ich kłótni i zaczęła szybko odpowiadać, nie dając im możliwości dojścia do głosu.
-Jestem za morzem-szybko powiedziała Piper.
-Ja wyjątkowo też-poparł ją Jason, nerwowo zerkając na pokłóconych.
-I ja-rzekła Hazel
-No ja oczywiście też-dodał Frank.
Leo kiwnął głową i również potwierdził, że woli zostać na morzu według rad jego byłego przyjaciela.
-Morze-wycedziła Anabeth
-Wyjątkowo powietrze-syknął Percy
-Dlaczego na złote bokserki Midasa musisz być tak cholernie uparty!-krzyknęła córka Ateny wznosząc ręce ku niebu.
Znów przerwałam tą wymianę zdań zanim Percy zdążył jeszcze bardziej skomplikować sytuację.
-A więc morze-zadecydowałam-Przegłosowane.
-Od kiedy obowiązuje prawo demokracji-spytał wkurzony syn Posejdona.
-Od teraz-odwarknęłam-Odczep się wreszcie!
-Jak sobie księżniczka życzy-odrzekł z sarkazmem i wyszedł głośno i gniewnie tupiąc nogami. Nie miałam zamiaru ruszyć za bratem. Wiedziałam, że tylko pogorszę sprawę.
-Ja pójdę-westchnął Jason i wyszedł w ślad za przyjacielem. Frank i Leo poszli zobaczyć czy wszystko gra w sterowni. Ja, Anabeth, Hazel i Piper poszłyśmy do mesy i klapnęłyśmy na krzesłach obok siebie. Anabeth uderzyła pięścią w stół.
-Jaki on jest przeraźliwie głupi-syknęła i schowała twarz w dłoniach.
-Boi się-stwierdziłam
-Ale czego?-zdziwiła się Hazel
-Tego, że Anabeth już na nim  nie zależy-wytłumaczyłam
-Ale zależy-westchnęła Piper i zerknęła na córkę Ateny-Prawda?
-Oczywiście, że tak-warknęła.
-To Will powierzył ci tą tajemnicę, prawda?-szepnęłam
-Tak-potaknęła cicho. Z niewiadomych powodów zdenerwowało mnie to. A więc jej powiedział, ale mi już nie raczył tak? Co za idiota..."Ogarnij się" Potrząsnęłam sobą w myślach. Nie jestem zazdrosna ok? Nic już do niego nie czuję. Znaczy nie żebym kiedykolwiek czuła, znaczy...Ech pogubiłam się już...
-Mara, nie denerwuj się tak-uśmiechnęła się Piper.
-Co?-udałam zdziwienie-Nie ma czym
Przewróciła oczami. Wszystkie przyjaciółki zebrane w pomieszczeniu wbiły we mnie pewne spojrzenie, co kazało mi przypuszczać, że wiedzą lepiej niż ja co czuję do tego gnojka. Zarumieniłam się.
-Och, przestańcie się tak patrzyć-westchnęłam.
-Podoba ci się?-drążyła Anabeth
-Może..-szepnęłam.
-Co tam mamroczesz?-droczyła się Piper.
-Dobra tak, pasuje?
-Co pasuje?-spytała Hazel uśmiechając się szeroko-Powiedz to.
-No, może trochę mi się podoba-czułam jak moje policzki dosłownie płoną-Ale jest zdrajcą.
-Nie wiadomo-mruknęła Anabeth, po czym chyba zdała sobie sprawę, że powiedziała to głośno.
-Co chcesz przez to powiedzieć?-spytałam.
-Nic-odparła Anabeth, po czym widząc nasze spojrzenia dodała-Nie mogę mówić.
Westchnęłyśmy.
-Więc co zamierzasz zrobić z Percym?-spytała córka Afrodyty.
-Sama nie wiem-blondynka zwiesiła głowę-Z jednej strony mam ochotę mu przywalić, a z drugiej zapewnić go, że go kocham. I co ja mam zrobić.
Wszystkie się zamyśliły. Wszystkie, oprócz mnie. Dla mnie sprawa była prosta. Zawsze robiłam to co uważałam za słuszne i dalej uważam, że jest to najlepsza strategia.
-Zrób i jedno i drugie.-powiedziałam, przerywając ciszę.
Dziewczyny wbiły we mnie zaskoczone spojrzenie.
-Ale...-zaczęła Hazel.
-Nie ma żadnego ale-zaoponowałam-Po prostu nie myśl. Idź i zrób co masz zrobić.
Anabeth kiwnęła głową i wstała.
-Współczuję twojemu chłopakowi-oznajmiła.
Przewróciłam oczami, po czym wyszłyśmy

 Przepraszam za żałośnie krótki next ale jestem nieogarnięta, bo jutro mam komers. Obiecuję że będzie coś wiekszegona weekendzie 
~Pass

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz