środa, 6 lipca 2016

Klucze

Hybris przeniosła nas dokładnie w połowie wysokości wysokiego na 4 metry tunelu (Dzięki Hybris!). Grawitacja zadziałała zanim zdążyłam choćby pomyśleć o poruszeniu wiatrów. Zderzyliśmy się boleśnie z kamienną posadzką. W chwili uderzenia poczułam jak wnętrzności podchodzą mi do gardła. Koszula, którą narzuciłam na czarną koszulkę Metallici (nie, to, że prze większość życia mieszkałam w mitologicznym świecie, wcale nie oznacza, że nie wiedziałam niczego o muzyce) rozdarła się na łokciach, odsłaniając niewyglądające najlepiej rany. Jęknęłam i podniosłam się do pozycji siedzącej. Kolana miałam obolałe i poobijane, podobnie jak całe nogi, co tylko potwierdzało, że szorty nie sprawdzają się najlepiej na misjach związanych ze spadaniem z 2 metrów. Zerknęłam na Perciego. Przez policzek przebiegała mu czerwona pręga, a kolana miał w równie kiepskim stanie co ja. Obrzucił mnie przelotnym spojrzeniem.
-Wyglądasz jakby karmili tobą hipokampy-stwierdził.
-Przynajmniej nie potrzebuję przymusowej operacji twarzy-odgryzłam się i dźwignęłam się na nogi. Stęknęłam i złapałam się za kolana, po czym podałam rękę mojemu bratu. Podniósł się i oboje rozejrzeliśmy się po tunelu. Za nami posadzka się kończyła, otwierając sprawiającą wrażenie nieskończenie głębokiej przepaści. Z przodu korytarz wyglądał normalnie. Posłaliśmy sobie jednoznaczne spojrzenia i ruszyliśmy do przodu. Nie powiem, że spodziewaliśmy się prostego korytarza z pękiem kluczy na końcu, ale to czym nasza ukochana wiedźma uraczyła nas na początku zdecydowanie było zaskoczeniem. Ledwo zrobiliśmy kilka kroków w przód a wizja prostego tunelu przed nami się zmieniła. Teraz przed nami otwierało się 8 różnych korytarzy. Spojrzałam bezradnie na Perciego i zerknęłam w tył. Przepaść dalej tam była. Na co ta wiedźma się tak upiera? Przecież i tak tam nie skoczymy-pomyślałam po czym uważnie przyjrzałam się wejściom do każdego z korytarzy.
-Który?-obejrzałam się na brata.
Wzruszył ramionami.
-Mnie tam wszystko jedno.-stwierdził-Wybierz którykolwiek. I tak się niczym nie różnią.
-W sumie racja.
Ruszyłam do tego najbardziej po prawej stronie. Ledwo do niego weszłam poczułam jak posadzka się trzęsie. Przykucnęłam i przeczekałam trzęsienie. Po kilku sekundach ciszy zerknęłam na kucającego obok mnie brata. Skinął głową i powoli wstał. Poszłam w jego ślady. Starając się stąpać jak najciszej i jak najlżej poszliśmy przed siebie. Obróciłam się do tyłu po kilkunastu metrach. Ledwo widziałam korytarz, do którego trafiliśmy na początku. Coś mówiło mi, że nie powinniśmy tracić go z oczu, ale w końcu odrzuciłam obawy i poszłam za bratem. Nie musieliśmy długo iść, by trafić na marmurową ścianę odcinającą nam dalszą wędrówkę. Spojrzałam w górę i oniemiałam. Pęk starych, przyrdzewiałych kluczy wisiał na kołku, obok lewej krawędzi.
-Widzisz to co ja, czy mam omamy?-spytałam.
Percy zrobił zaskoczoną minę gdy tylko dojrzał klucze.
-Nie, nie nie-szeptał-To nie może być aż tak proste.
-A jeśli jest, a my odejdziemy odrzucając jedyną szansę wyjścia z tej dziury?-spekulowałam.
-Sprawdźmy-zaproponował.
-Okej-westchnęłam.
Przez chwilę panowała niezręczna cisza.
-No bierz te klucze-zdenerwowałam się.
Percy sięgnął do nich ręką, ale zatrzymał się tuż przed nimi. Szybko zrobił krok w tył i pchnął mnie bliżej ściany.
-Panie przodem, Hades cię lubi-powiedział szybko.
Odwróciłam się do niego i uśmiechnęłam się z niedowierzaniem, po czym dałam mu kuksańca między żebra.
-Tchórzysz braciszku?
-Po prostu mam do kogo wracać....
Zmarszczyłam brwi. Zabolała mnie ta uwaga. Zabrzmiało to tak, jakbym nie miała przyjaciół. Jakbym nie chciała do nich wrócić. Potrząsnęłam głową i posłałam mu wymuszony uśmiech, po czym sięgnęłam po klucze. Gdy tylko zacisnęłam na nich dłoń, zaczęłam żałować, że to nie ja zostałam związana łańcuchami. Korytarz zaczął telepać się na prawo i lewo zwalając nas z nóg.
-Percy?-szepnęłam nie wiedząc co mam robić. 
Mój brat leżał obok mnie nie odzywając się. Wzrok miał równie spanikowany jak ja się czułam. Po krótkiej chwili usłyszałam chrupnięcie. Wlepiłam wzrok w posadzkę i przestraszyłam się nie na żarty.
-Peeercyyy!-krzyknęłam. 
Spojrzał na pękającą podłogę i zerwał się na nogi. Pociągnął mnie za sobą. Ściana która oddzielała nas od dalszej drogi zaczęła pękać. Z sufitu odpadały pierwsze fragmenty konstrukcji. Tunel się walił! 
-Szybko!-wrzasnął mój brat i popędziliśmy przed siebie uchylając się przed odłamkami. Gnaliśmy szybciej niż myśleliśmy, że potrafimy. Wejście do korytarza od którego zaczęliśmy było coraz bliżej. Jeszcze tylko kilka kroków....ale przeszkodził mi w osiągnięciu celu odłamek który spadł mi na ramię Wrzasnęłam i zwaliłam się na pękającą posadzkę. Bark pulsował bólem, a mroczki przed oczami zasłaniały wszystko. Wiedziałam jedno. Klucza nadal nie puściłam. Percy gdy tylko usłyszał mój krzyk zawrócił wśród lawiny głazów. Pociągnął mnie za zdrową rękę i szarpnął zmuszając do dalszego biegu. Ostatnie metry pokonaliśmy sprintem. Tuż przed wyskoczeniem z korytarza, wszystko się zwaliło. Cały sufit, tunel zasypał się całkowicie. Umykając śmierci sprzed nosa, skoczyliśmy na główny korytarz. Padliśmy na posadkę nie wierząc jak blisko śmierci byliśmy. Opierając się na zdrowym ramieniu podniosłam się na klęczki. W panice obejrzałam rękę, a gdy zobaczyłam dłoń, zamarłam z przerażenia.
-Klucz-rzuciłam i wróciłam do zawalonego tunelu. Odgrzebałam pierwsze sterty gruzu...Nic.
-Co się stało?-spytał mój zdyszany brat.
-Klucz, klucz, cholerny, idiotyczny klucz! Zgubiłam go!-wrzasnęłam, zła na siebie.
-Jak to zgubiłaś?
-No, wypadł mi, puściłam go, nie wiem.-walnęłam pięścią w gruz.-Co za kretynka ze mnie!
Percy westchnął i potarł czoło.
-Na pewno nie wsadziłaś go do kieszeni?
Byłam na 99% pewna, że nie, ale dla całkowitej pewności pomacałam kieszenie koszuli i spodenek. Moje przypuszczenia się potwierdziły. Kopnęłam ścianę tunelu.
-Co za idiotyczne zadanie! Na cholerę, był ten walący się tunel.-spojrzałam w górę, oślepiona złością i krzyknęłam- Nie zasłużyłam na chodź jedno łatwiejsze zadanie?! Mało dla was zrobiliśmy?!-suft nie odpowiedział.
Mój brat wzruszył ramionami.
-Musimy zdobyć następny-powiedział.
-To wszystko przeze mnie...
-Nie będę zaprzeczał-zaśmiał się.
Posłałam mu słaby uśmiech. Poruszyłam ramieniem żeby sprawdzić w jakim jest stanie. Natychmiast syknęłam z bólu. Świetnie! W prost cudownie! Zepsułam sobie ramię, spartaczyłam zadanie, zgubiłam klucz, przeze mnie będziemy ciągać się po tych tunelach tak długo, że wyjdziemy jak nasz dotychczasowy świat zacznie przypominać ten zawalony tunel. Z jakiegoś powodu czułam, że Hybris cały czas śledzi nas wzrokiem. Z resztą nie tylko ona. Byłam pewna, że jeszcze ktoś obserwuje nas swoimi ziejącymi pustką oczami i bardzo się cieszy z mojego niepowodzenia.

          


Tak wiem, spóźnienie. Znowu.
Napisałam w komach do poprzedniego posta czemu. Arghhhh, jestem czasem głupia xd. No ale w każdym razie, next z tego opka i z Czkastrid będą jutro najprawdopodobniej oba. 
~Pass

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz