piątek, 22 lipca 2016

Zgoda?

 Po powrocie na Argo III od razu poszłam do kajuty. Byłam brudna, głodna i zmęczona, ale i tak nie mogłam położyć się spać. Jason zaproponował żeby każdy udał się do swoich pokoi na góra piętnaście minut by choć trochę odsapnąć. Potem wszyscy musieliśmy zabrać się za naprawianie statku. Póki co trener Hedge stał na rufie, wciąż zbulwersowany naszą miesięczną nieobecnością. Gdy byłam sama ze sobą po raz pierwszy zaczęłam dokładnie analizować to co stało się ostatnio, siedziałam ze spuszczoną głową i zastanawiałam się nad kłótnią z Percy'm, która właściwie wynikła zupełnie z niczego, akurat wtedy gdy zaczęliśmy się świetnie dogadywać. Nie dałam sobie jednak dużo czasu i szybko wstałam, by pójść pod prysznic. Kiedy się ubierałam zerknęłam mimowolnie na ranę na łydce, która nadal bolała, ale nie chciałam używać ambrozji. Mieliśmy jej stanowczo za mało. Wiedząc, że nie zostało mi dużo czasu szybko wciągnęłam czarne szorty, pomarańczowy podkoszulek Obozu Herosów, a na nogi założyłam również czarne glany. Zmieniłam bandaże na łydce i posmarowałam przecięcia na rękach i nogach jakąś leczniczą maścią dla ludzi. Wychodząc z pokoju w biegu związałam mokre włosy w kucyka, przy użyciu kraciastej bandany. Lekko kuśtykając wpadłam jeszcze do mesy, w której siedział akurat Frank. Przysadzisty Azjata pałaszował naleśniki z malinowym (sądząc po wyglądzie) dżemem. Podeszłam do swojego miejsca przy stole pomyślałam na co mam w danej chwili ochotę, a na moim talerzu natychmiast pojawił się wielki, ciemnoczerwony owoc granatu. Jedliśmy z synem Aresa ( albo Marsa, w rzymskim wypadku) w milczeniu i pośpiechu. Kiedy oboje skończyliśmy Frank zapytał.
-Idziesz do maszynowni?
Kiwnęłam głową i zerknęłam na niego.
-Mamy dużo pracy jeśli chcemy zdążyć ze wszystkim.
-Jeśli mam być szczery, to bardzo wątpię, żebyśmy zdążyli-wyznał.
-To mnie pocieszyłeś-westchnęłam, a Frank się roześmiał.
-Nie chcę być pesymistą, ale mimo tego, że mamy Leona, Festusa, nas wszystkich...nie jestem pewien czy szansa na wygranie tej wojny jest jeszcze możliwa.
Popatrzyłam na niego poważnie i zapytałam cicho.
-Naprawdę, myślisz, że to co teraz robimy nie ma już sensu?
-Nie powiedziałem, że nie ma sensu-zaoponował, a jego przypięta do koszulki oznaka pretora zalśniła w słońcu, jakby się z nim zgadzała-Powiedziałem, że mimo, że nikt nie przyjmuje tego do wiadomości, to może już być za późno.
-Niby dlaczego?-mój głos zabrzmiał ostrzej niż zamierzałam, ale Frank nie zareagował na to, tylko zaczął tłumaczyć.
-No bo wiesz. Przepowiednia wygłoszona dawno temu-podrapał się po głowie z zakłopotaniem.-Wcale nie musiała oznaczać, że to...
-Że to ja jestem tym dzieckiem z przepowiedni?
-No wiesz, nie jest powiedziane kiedy przepowiednia ma być spełniona...
-Sugerujesz może, że pan Chaosu wcale nie powstaje?-zapytałam z niedowierzaniem-Że to co widziałam na misji z Willem i Mellisą to nie była prawda?-nie wierzyłam, że Frank może aż tak mi nie wierzyć.
-Nie Mara-powiedział twardo-Chodzi mi o to, że może przepowiednia powinna być spełniona dawno temu. Może kiedyś, w odleglejszej przeszłości był ktoś...inny kto mógł to zrobić. Jakaś inna dziewiątka...
-Boisz się-stwierdziłam-Nie wierzysz, że wszystko zależy od naszej grupy.
-Może i nie wierzę, ale nie wmawiaj mi, że się boję-starał się zabrzmieć groźnie ale nie wyszło mu to za bardzo. Nie zdążyłam jednak nic powiedzieć bo doszliśmy już do maszynowni, w której pracowali już Leo, Jason, Percy i Piper. Anabeth nadeszła z drugiej strony i weszła razem z nami. Nie rozmawiałam już z Frankiem. Atmosfera między nami była gęsta jak smoła, którą Leo uzupełniał jakieś wiadro. Podeszłam do niego i zapytałam co mam robić. Zerkając ukradkiem na moją nogę usadził mnie przy głównym panelu kontrolnym, wręczył mi duży zestaw śrubokrętów i kazał porozkręcać wszystkie zawory, dźwignie i inne takie. Pracowaliśmy przez chwilę w milczeniu, aż wreszcie to właśnie syn Hefajstosa przerwał milczenie.
-Zastanawialiście się, że skoro tu minął miesiąc-urwał na chwilę, by powstrzymać kapanie z górnej części zaworu na suficie.
-To co?-pospieszyła go Hazel majstrująca przy głównym silniku.
-To zasadniczo, przez cały miesiąc nie zmienialiśmy majtek.-powiedział.
Wszyscy na chwilę przerwali pracę, by na niego popatrzeć. Po dłuższej chwili milczenia na raz cała nasza grupa wybuchnęła śmiechem. Leo wydawał się tak poważny gdy to mówił, że było to aż komiczne. Dalej dyskutowaliśmy na luzie o szansach naszego powodzenia. Frank nie zabierał głosu, podobnie jak ja. Po naszej rozmowie odechciało nam się o tym mówić. Jak już skończyliśmy pracę na ten dzień poszliśmy do mesy by zjeść kolację. Głównie była ona dość milcząca poza ustalaniem wieczornych wacht. Dziś przypadła mi warta z Percym. Na szczęście albo i nie. Miałam zamiar porozmawiać z nim o tym, co stało się między nami podczas misji. Przed ustaloną wachtą poszłam do pokoju, by przebrać się w coś cieplejszego. Wyszłam po niecałych pięciu minutach ubrana w wygodne dresy. Spotkałam się z Percy'm tuż przed wejściem do maszynowni. 
-No więc ja będę patrolował przy przodzie, a ty na tyłach statku, dobrze?-zapytał poważnie, nie patrząc mi się w oczy.
-Percy-westchnęłam-Czy nie możemy normalnie...
-Co normalnie?-warknął-Idę na wachtę.
Odwrócił się na pięcie i odszedł na przód Argo III. Spuściłam ramiona i również odeszłam na swoje miejsce zastanawiając się co z tym zrobić. Przez całą noc nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem.


Nad ranem, gdy oczy zamykały mi się nawet kiedy stałam, postanowiłam to zakończyć. Nie odejdę dopóki nie wytłumaczę temu upartemu debilowi, o co mi chodziło. Czy się pogodzimy, czy dalej nie będziemy się do siebie odzywać, nie będzie zależeć ode mnie, choć nie ukrywam, że wolałabym tę pierwszą opcję. W każdym razie, poszłam żwawym (jak na cało nocną wartę) tempem na górną część statku i podeszłam do stojącego tyłem Percy'ego. Założyłam ręce na piersi i wlepiłam oczy w tył jego głowy.
-Zamierzasz nawet niczego nie wyjaśniając spokojnie przestać się do mnie odzywać?
-Tak, właśnie to zamierzam-odparł nie odwracając się.
-Percy musimy o tym porozmawiać. Chciałabym to wyjaśnić.
-Ale ja nie. Mogłabyś z łaski swojej iść pilnować żeby nikt nie zaatakował twojej części statku?
Przewróciłam oczami i podeszłam do niego. Stanęłam dokładnie obok i oparłam się rękami o rufę statku nie odwracając głowy w kierunku brata.
-Będziemy się dalej zachowywać jak przedszkolaki, czy wreszcie porozmawiamy?
-Nie rozumiesz prostego przekazu?-zirytował się po czym powtórzył wolno, wyraźnie i z niemiłosiernym sarkazmem-Idź stąd.
-Nie dopóki nie dasz mi tego wyjaśnić.
-Doskonale zrozumiałem za pierwszym razem wyobraź sobie-warknął i odszedł kilka kroków. Dogoniłam go i tym razem stanęłam centralnie przed nim
-Stanie ci się coś jak posłuchasz mnie pięć minut?!
-Boję się, że spojrzysz mi w oczy i zamienię się w kamień-odszedł w innym kierunku.
-Daruj sobie te porównania do Meduzy.-syknęłam i złapałam go za rękę nim zdążył odejść. Odwrócił się y coś powiedzieć, ale wpadłam mu w słowo-Mogę coś powiedzieć? Proszę.
Zamarł z otwartymi ustami ale po chwili natychmiast je zamknął. Dał rękami znak żebym mówiła.
-Dziękuję-westchnęłam i wolno wypuściłam powietrze z płuc.-Kiedy powiedziałam, że przypominasz mi o tamtych chwilach, nie miałam na myśli, że żałuję, że się znowu spotkaliśmy.-zaczęłam tłumaczyć uważnie lustrując wzrokiem wszelkie zmiany w jego mimice twarzy i próbując odgadnąć co sobie w danej chwili myśli- Cieszę się, że znowu poznałam brata i, że nawet się do tej pory dogadywaliśmy.
-Na przykład jak cisnęłaś we mnie tornadem?-posłał mi wymuszony uśmiech.
Puściłam tą uwagę mimo uszu i mówiłam dalej.
-Na prawdę cieszyłam się...cieszę się ,że się spotkaliśmy, ale mimo woli na twój widok przypominam sobie o tamtych scenach.
-Ciekawe dlaczego akurat na mój...
-Percy. Byłeś tam, nie można powiedzieć, że brałeś w tym udział, ale byłeś. I dlatego mi o tym przypominasz. Posejdon też mi przypomina. Matka, zapewne też...
-Zapewne?-zadał to pytanie bez żadnego wyraźnego sarkazmu, przez co stwierdzić mogłam, że zdołał się choć trochę uspokoić.
-Z tobą i tatą chcę się widywać-tłumaczyłam-Owszem przypominacie mi to-przełknęłam ślinę. Rozmowa na takie tematy nie szła mi nigdy najlepiej-Ale mimo to lubię was...kocham...jesteście moją rodziną i bardzo chcę mieć z wami kontakt. Ale z matką...Z nią nie chce mieć do czynienia. Percy nie widziałam jej odkąd ostatni raz byłam w domu. To będzie osiem lat. Nie widziałam matki od co najmniej ośmiu lat-mówiąc to sama uświadomiłam sobie jak długi okres czasu to jest.-Nie chciałam, nie chcę i nigdy nie będę chcieć jej widzieć. Zrujnowała mi do cholery dzieciństwo-z każdą chwilą mówienie sprawiało mi coraz mniejszą trudność i gadałam jak najęta coraz szybciej, o wszystkim.-Myślisz, że na Olimpie miałam luz? Nie wiesz nawet jak ja chciałam wrócić na ziemię.
-A chciałaś?-zapytał z niedowierzaniem.
-W te najgorsze dni chciałam uciec, zabić się, cokolwiek-wyznałam.-Nie były to wakacje tak jak zapewne myślicie. Cały czas. Dzień w dzień ćwiczenia, nauka jeszcze raz ćwiczenia i jeszcze raz nauka. Bez dwóch miesięcy wolnego, bez dwóch dni w tygodniu wolnych. Bez wolnych popołudni, wieczorów i poranków. Cały czas ćwiczenia.
-To dlatego uciekłaś.
-Po części-szepnęłam. Akurat tematu rany ojca wolałam nie omawiać.-Ale chciałam, żebyś na prawdę wiedział, że cieszę się, że znowu się spotkaliście. Mimo wszystko.
-Ja też się cieszę-uśmiechnął się lekko- Przepraszam, że prawie wygadałem o ty twoim strachu.
Oddałam uśmiech i podeszłam. Przytuliłam brata, czując, że wreszcie, może wszystko między nami się ułoży.
-Kocham cię siostrzyczko-wyszeptał w moje włosy-Mimo wszystko.


                  


No znowu opóźnienie.
Ja już się nawet powiem szczerze nie tłumaczę.
Mimo wszystko, mam nadzieję, że next się podobał, chociaż był raczej spokojny. Skorzystałam z bardzo dobrej sugestii Toudi'ego ;) i dwa ostatnie nexty były raczej spokojniejsze. W następnym akcja powoli zacznie się rozkręcać i jeśli pozwolicie :D to będzie ona trochę przesunięta w czasie xD. Jak tam remont Nieznajoma?
Do nna
~Pass

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz