środa, 13 lipca 2016

Rany

 Nie ociągaliśmy się. Starając się nie zważać na pryskające wokół nas lustra biegliśmy ile sił w nogach. Zagryzając zęby starałam się ignorować rwący ból w zwichniętym wcześniej ramieniu jak i ten nowy którego stale dostarczały kawałki szkła wbijające się w moje ciało. Droga od ślepego zaułku do wejścia do tunelu, choć wcześniej zdawała się krótka, teraz dłużyła się niemiłosiernie. Percy gnał przede mną nie oglądając się. Mimo dzielącej nas odległości i utrudniającej widoczność lawinie szkła doskonale wiedziałam, że mój brat trzyma zaciśniętą dłoń na kluczu i nie puści go choćby nie wiem co. Po chwili, mimo usilnych starań nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Zawsze miałam dobrą kondycję ale rany i urazy jakich doznawałam co jakieś siedem kolejnych sekund sprawiały, że czułam się coraz bardziej zmęczona. Biegłam mimo bólu, aż jeden kawałek cholernego lustra przelał czarę goryczy. Z wielką siłą wbił mi się w tył łydki, przyprawiając mnie o taki ból, że nie dałam rady powstrzymać krzyku. Upadłam na podłogę trzymając się za przebite ścięgno. Przed oczami tańczyły mi mroczki, a wokół mnie lustra wciąż pękały. Modliłam się do wszystkich bogów, żeby Percy zostawił mnie w tym tunelu i biegł z kluczem do naszych przyjaciół, ale ten cudownie odważny i honorowy idiota oczywiście musiał postąpić tak jak postąpiliby wszyscy wielcy herosi. Wrócił po mnie.
W jednej chwili chwycił mnie pod ramiona i szarpnął. Przed oczami zaćmiło mi się z bólu i ledwie powstrzymałam krzyk, ale wiedziałam, że w tamtej chwili bardziej zależało mu na uratowaniu mojego tyłka niż na nie sprawianiu mi bólu. Przerzucił mnie sobie przez ramię i pobiegł ile sił do wyjścia. Nie wiedziałam skąd wziął siłę by donieść mnie do głównego korytarza, ale zrobił to. Gdy tylko wybiegliśmy chwycił mnie w pasie i posadził delikatnie na ziemi, opierając o ścianę pomiędzy trzecim a czwartym wejściem do tunelu. Sam klapnął obok mnie i ciężko westchnął.
-Masz klucz?-sapnęłam, krzywiąc się.
Kiwnął głową i pokazał mi zaciśniętą na kluczu dłoń. Popatrzyłam na swojego brata. Kawałek szkła przeciął mu czoło i miał tam teraz krwawą pręgę. Pryskające kawałki luster wbiły mu się też w ręce i nogi na całej ich długości. Jeden z większych kawałków wbił mu się też w okolice brzucha. Popatrzyłam po sobie. Twarz miałam chyba całą, ale dalej nie było już tak wesoło. Ręce były w podobnym stanie jak u Perciego, oprócz oczywiście ramienia, ale z nogami było trochę gorzej. Sterczący z tyłu łydki kawałek szkła zrobił się cały czerwony od mojej krwi, a mniejsze wbite prawie w każde miejsce odkrytych nóg sprawiał prawie taki sam ból. Bo kto w końcu bierze szorty na imprezę z pękającymi lustrami?! Westchnęłam i oparłam głowę o ścianę. Podobnie jak brat byłam zlana potem.
-Dzięki-szepnęłam.
-Nie ma za co-uśmiechnął się i zerknął na mnie.
Oddałam przyjazne spojrzenie i zaśmialiśmy się.
-Wpakowaliśmy się po uszy-stwierdził Percy-Mam nadzieję, że to już koniec.
-Znając nasze szczęście to dopiero początek-burknęłam i zerknęłam na kawałek lustra wystający z jego brzucha-Boli?
Nie patrząc w dół kiwnął głową, krzywiąc się.
-Dostałem rykoszetem, pod koniec.
-I dałeś radę donieść mnie do końca-zdziwiłam się.
-Pewnie byłoby mi łatwiej gdybyś zrzuciła parę kilo-parsknął śmiechem, a ja lekko trąciłam go w ramię.-A jak twoja noga?
Mimo niechęci zerknęłam w dół i skrzywiłam się widząc koło mojej nogi kałużę krwi.
-Nie najlepiej, ale mogło być gorzej. Mam szczęście, że nie trafiło w tętnicę-stwierdziłam, po czym jęcząc  bólu przekręciłam się i oparłam dłoń na szkle wystającym z brzucha brata.
-Wyciągnę na trzy.-powiedziałam.
-Zaraz, zaraz-zaczął protestować-Przecież ty nie jest...
-Trzy!-krzyknęłam i szarpnęłam lustrem w górę. Percy wrzasnął z bólu, a ja odrzuciłam wyrwany kawałek. Ignorując ból zdjęłam za dużą koszulę w kratę i przerwałam ją na pół, po czym oderwałam jeden z rękawów. Percy krzywiąc się podciągnął koszulkę ukazując silnie krwawiącą ranę. Zwinęłam rękaw i przyłożyłam go w miejsce gdzie wcześniej tkwiło szkło. Pozostałą połową koszuli obwiązałam opatrunek tak, by przytrzymywał zawiniątko. Kiedy skończyłam mój brat uśmiechnął się przez grymas.
-Gdzie ty się tego pani doktor nauczyłaś?
Wywróciłam oczami ale odpowiedziałam niechętnie.
-Widziałam jak Will robi taki opatrunek z normalnych bandaży. A, że nie mamy bandaży wzięłam to co było pod ręką.
Percy zmarszczył brwi.
-Często spędzałaś czas z Willem w obozie?
-Z nim i braćmi Hood-przytaknęłam-Dziwię się, że tego nie zauważyłeś.
Westchnął.
-Jeżeli mam być szczery to nie za bardzo mnie interesowało co robisz tuż po twoim przyjeździe-przyznał się, czerwieniejąc na twarzy. Nie słysząc mojej odpowiedzi kontynuował-Trochę obawiałem się wtedy, że...no wiesz...będziesz próbowała mnie...zastąpić.
Posłałam mu zdziwione spojrzenie.
-Nigdy by mi to przez myśl nie przyszło-zapewniłam go.
-Teraz to wiem-potaknął-Ale wtedy...sama rozumiesz...nie znaliśmy się zbyt dobrze.
Zaskoczyła mnie szczerość mojego brata, ale cieszyłam się, że mi to powiedział. Pozostało tylko jedno pytanie,
-A teraz? Dalej tak myślisz?
Zerknął na mnie i uśmiechnął się.
-Nie. Odkąd lepiej cię poznałem, to wiem, że brakuję ci trochę do mnie....wzrostu.
-Ha-ha-przewróciłam oczami.
Percy zaczął wyjmować kawałki szkła z ramion i nóg więc zajęłam się tym samym. Pozostałą połowę koszuli wykorzystałam na opatrunek na łydkę.
-Co teraz?-spytałam.
-Mam nadzieję, że zaraz otworzy się jakieś mega wypasione przejście i spokojnie, bez stresu wyjdziemy z tej zatęchłej nory. Kto wie, może jeszcze coś przekąsimy po drodze.
-Zawsze musisz żartować?
-Tylko jeśli trzeba rozładować napięcie-zaśmiał się i skrzywił podciągając się na nogi.
Poszłam za jego przykładem i oszczędzając lewe ramie i prawą nogę wstałam.
Zaoferował mi pomoc więc przyjęłam jego wyciągnięte ramię i zarzuciłam rękę na jego barki. Przeszliśmy kilka kroków podpierając się nawzajem.
-Jakoś nie widać tego twojego przejścia-stwierdziłam.
-Nic z tego nie rozumiem-rzekł sfrustrowany Percy rozglądając się nerwowo-Przecież w pozostałych tunelach są klucze.
Również nic z tego nie rozumiałam. Wypatrując ewentualnej drogi ewakuacji na myśl przyszła mi tylko jedna myśl. Myśl która po prawdzie w ogóle mi się nie podobała. Odwróciłam się plecami do pozostałych sześciu tunelów
-Chyba wiem co musimy zrobić.
Mój brat spojrzał na mnie pytająco, a kiedy zobaczył, że wskazuję na urwisko posłał mi zaskoczone spojrzenie.
-Zwariowałaś do reszty?
-To jedyna droga o której nie wiemy kompletnie nic.
-I dlatego, twoim zdaniem ma być tą właściwą?
-A mamy inny wybór?
Westchnął. Ten argument nie pozwolił mu dłużej dyskutować. Pokuśtykali na krawędź wielkiego urwiska i spojrzeli w dół na bezkresną ciemność przepaści. Poczułam jak strach zaciska się na moim sercu, ale wyjątkowo się opanowałam. Ścisnęłam ramie Perciego, a on powiedział.
-Obyś się nie myliła. To byłby wyjątkowo głupi powód śmierci.
Popatrzyliśmy po sobie odetchnęliśmy ostatni, jeden raz zanim skoczyliśmy.


                 


Po kolejnym opóźnieniu ale jest.
Dobrej nocy ;)
~Pass


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz