Od czasu mojej ostatniej rozmowy z Willem, nie przebywaliśmy sam na sam. Widać było ,że chciał się wytłumaczyć i zwyczajnie pogadać ale ja z dziwnych powodów nie miałam na to większej ochoty. Po kilkunastu dniach wędrówki, bez udziału chamskich i bezczelnych bogów wszelkiego rodzaju nieprzyjemnych rzeczy, mieliśmy nadzieję ,że jesteśmy blisko. Jeżeli słońce wschodziło, ledwo wychylało się zza horyzontu na zaledwie kilka godzin, po czym znikało, a na jego miejsce pojawiała się lśniąca na ciemnym niebie Gwiazda Polarna. Szczerze mówiąc, nie znosiłam tego prawie całodobowego mroku dobrze, ale starałam się nie robić afery. Zdawałam sobie sprawę ,że dotąd z mojego lęku zwierzyłam się z własnej woli, tylko i wyłącznie Willowi. Wprawiało mnie to w niemałe zakłopotanie, no ale cóż. Trzeba żyć dalej i nie oglądać się za siebie.
Podczas naszej kolejnej nudnej wędrówki dużo rozmawiałam z Mellisą, a on szedł przed nami badając teren. Właśnie śmiałam się z naszej beznadziejnej sytuacji, gdy moja rozmówczyni zamarła. Momentalnie uśmiech zszedł mi z twarzy i czujnie położyłam dłoń na plastikowej zawieszce, która w każdej chwili mogła zmienić się w jeden z moich ulubionych mieczy. Jeszcze w Obozie Chejron powiedział mi ,że ostrze z cesarskiego złota nazywa się Seropis i zostało wykute, z dziwnych powodów w Egipcie, a potem było przekazywane wśród egipskich cesarzy jako pamiątka po starożytnej kulturze. Miecz ze stygijskiego żelaza miał na imię Joranos i był świętym ostrzem dla wszelakich greckich żołnierzy. Był przekazywany cały czas ze Sparty, do Aten jako symbol najlepszego polis.Ale wracając. Rozejrzałam się za potencjalnym zagrożeniem, a Mellisa słabym głosem zapytała
-Will?
Faktycznie. Blondyn jakby rozpłynął się w powietrzu. W jednym momencie szedł przed nami, a w drugim już go nie było. Nie wierząc ,że mogłyśmy go stracić z oczu podeszłam w miejsce gdzie widziałam go po raz ostatni i... spadłam do niewielkiej jamy, niewidocznej przez śnieg. Usłyszałam za sobą pisk przyjaciółki, ale byłam zbyt zaabsorbowana machaniem rękami i krzyczeniem w ciemności, w której spadałam. Nie mając możliwości wyhamowania wpadłam na Willa i przewróciłam go na ziemię. Latarka, która pewnie wypadła mu z dłoni, leżała oparta o kamienie i oświetlała jego twarz z widocznym grymasem bólu.
-Ciężka jesteś-stęknął
-Wielkie dzięki-odepchnęłam się od jego piersi by usiąść, ale nie zdążyłam nawet wstać, kiedy na moje plecy spadłą Mellisa i ponownie znalazłam się nosem w nos z synem Apolla. Tym razem oboje stęknęliśmy.
-Mogło być gorzej-stwierdziła blondynka wstając.
-Chyba dla ciebie-jęknęłam i stoczyłam się z Willa rozmasowując plecy.
-A co ja mam powiedzieć?-zdenerwował się nadal leżący chłopak. Roześmialiśmy się i wstaliśmy
-Chodźmy. Nie wiadomo ile tato...-powiedziała cicho Mellisa.
Skinęliśmy głowami i ruszyliśmy. Szłam na samym końcu, bez latarki, którą gdzieś zgubiłam. Will chyba wyczuł mój strach i puścił mnie przodem, co było jednocześnie słodkim jak i bardzo irytującym dla mnie gestem.Milcząco mu podziękowałam, na co odpowiedział machnięciem ręki ,bagatelizując to co zrobił. Na samym przodzie szła Mellisa z latarką, dopóki nagle nie runęła jak długa na ziemię. Zamiast niej, w przejściu pojawiły się żywe szkielety, które nie wyglądały na przyjaźnie nastawione. Dziewczyna poderwała się z ziemi i wszyscy zaczęliśmy walczyć. Te szkielety były strasznie irytujące! Gdzie byśmy nie walnęli, te znowu składały się w całość. Rozzłoszczony Will popatrzył na szkielety z jadem i syknął
-Nico di Angelo...
-Co?-spytałam, odcinając jednemu z wrogów głowę.
-To jego sprawka. Magia podziemia-odkrzyknął, odrywając szkieletowi ramię. Jego siostra szyła z łuku co tylko się ruszało i nie miało naszych ciuchów. Pomyślałam ,że świetnie nadawałaby się na Łowczynie. Z rozczochranymi włosami rozwianymi wokół twarzy, łukiem w ręku i skupieniem na twarzy wyglądała prawie identycznie jak Łowczynie które spotkałam. Odepchnęłam od siebie to wspomnienie. Kilka tygodni po mojej ucieczce z Olimpu, odnalazły mnie i ich szefowa Zoe Nightshade usiłowała mnie zwerbować. Po prawdzie, srebrna wizytówka wciąż spoczywała w jednej z kieszeni mojego płaszcza, ale jakoś nie byłam nigdy na tyle zdesperowana żeby z niej skorzystać. No właśnie! Płaszcz! Z tego wszystkiego zostawiłam go w Obozie Herosów, na krześle obok szafy Perciego. Jak mogłam?! Oprócz medalionu, był moją jedyną pamiątką po Smoczej Jamie. Zaklęłam pod nosem i dalej w równym rytmie kosiłam potwory. Obiecałam sobie ,że na następną misję na pewno go wezmę. O ile będzie jakaś kolejna misja...Z zamyślenia wyrwała mnie trzymająca, coś przypominającego trochę ludzkie kości piszczelowe, Mellisa, która wołała żebyśmy się pośpieszyli. Odcięłam nogi jeszcze jednemu szkieletowi, odwróciłam się i pognałam za półboginią. Po kilku zakrętach, pokonanych w tempie, za które musieliśmy podziękować goniącym nas potworom, wypadliśmy do dość dużej podziemnej komnaty. Zatrzymaliśmy się z poślizgiem, ujrzawszy przed nami, długi na około 7 metrów, leżący, złoty sarkofag, owinięty łańcuchem. Obok niego stał Nico i szczerzył się do nas w kpiącym uśmiechu.
-Ty-syknęłam, wbijając w niego spojrzenie zezłoszczonych oczu.
-Ja-potaknął-Trochę wam to zajęło. Już zaczynaliśmy się nudzić, prawda Apollinie?-mówiąc to pociągnął za jeden z łańcuchów. Ze środka trumny wydobył się pełen bólu krzyk. Zrozumiałam ,że ten łańcuch okalający sarkofag, krępuje moc boga, znajdującego się w środku, sprawiając mu przy tym niemiłosierny ból i praktycznie go zabijając. Zacisnęłam zęby, nie mogąc pojąć jak można w ten sposób torturować kogoś...kogokolwiek... Rzuciłabym się na syna Hadesa, niewiele myśląc, gdyby nie powstrzymał mnie Will. Przestraszonym spojrzeniem wskazał na coś z boku. Obróciłam się w tamtą stronę i zamarłam....W małej wnęce, w kącie jaskini stał mały, czarny posążek z którego wydobywały się również czarne opary. Formowały się one w wysoką na 4 metry, niecałkowicie uformowaną sylwetkę mężczyzny o przerażająco czarnych, przenikliwych oczach i szyderczym uśmiechu. Z posążku cały czas wydobywał się mglisty pył, najwidoczniej zasilający tą postać. Rozpoznałam ją bez trudu. Od kiedy usłyszałam tą straszną przepowiednie, moje myśli krążyły cały czas wokół tej postaci. Najczystszego Chaosu... Nie miałam kiedy skupić się na całej jego budowie, bo moje myśli zajęły jego oczy. Wpatrując się w nie miałam wrażenie jakby cały świat wokół mnie rozpadał się w bezkresną noc, jakby wszystko ogarniała ciemność tak straszna, że mogłam się nią zachłysnąć. Wpatrując się w te pełne nienawiści i zła oczy straciłam poczucie czasu. Przypomniało mi się dosłownie wszystko co kiedykolwiek zrobiłam złego. Ogarnęło mnie poczucie winy, tak silne ,że prawie dałam mu się złamać mimo całkowitego skupienia. Wiedziałam ,że gdybym nie była potężną półboginią, nie mogłabym oprzeć się temu spojrzeniu i umarłabym na miejscu od samego patrzenia w te przeraźliwie czarne ślepia. Odwróciłam wzrok odpychając od siebie wizje mnie celującej do ojca, matki, Perci'ego, Willa i wszystkich wobec których miałam negatywne odczucia lub poczucie winy. Ręce mi drżały, kiedy zacisnęłam je na rękojeściach mieczy. Z wielkim trudem odwróciłam wzrok. Kiedy zdołałam opanować sprzeczne emocje, na tyle, na ile było to możliwe, z powrotem spojrzałam w jego zimne i czarne, jak obsydian oczy. Mimo tego ,że znowu uderzyła mnie fala wspomnień, tym razem nie dałam się omamić i wpatrywałam się w niego z pełną świadomością, czego nie mogę zaliczyć do najwspanialszych moich wspomnień.
-To jednak prawda. Powstajesz...-powiedziałam niezbyt mądrze, no ale usiłujcie to zrozumieć...Nie miałam zbytnio czasu by długo się namyślać co powiedzieć, więc zaczęłam tym co przychodziło mi do głowy, jakkolwiek idiotyczne by to było...
Pan chaosu roześmiał się demonicznie, co jeśli mogę tak powiedzieć, wyszło mu całkiem nieźle.
-Brawo za spostrzegawczość Marillo Jackson-prychnął, jakby specjalnie używając mojego prawdziweenia. Jego głos był trudny do opisania...Brzmiał tak...jakby ciemność mogła mówić. Aż przeszły mnie ciarki.
-Nie nazywaj mnie tak-zagroziłam, w gniewie unosząc miecze.
Popatrzył na mnie znużonym wzrokiem
-Nie córko Posejdona. Jeszcze nie będziemy walczyć. Jeszcze nie nabrałem pełni mocy. Ale już niedługo jak widzisz...
Zmusiłam się do parsknięcia śmiechem i kpiącego uśmiechu mimo ogarniającego mnie wbrew woli strachu-Tchórzysz! Zwyczajnie boisz się ,że takie chuchro jak ja może cię pokonać!
Wybuchnął wzgardliwym śmiechem
-Nie wiesz o czym mówisz...Chcę pokonać was w pełni mojej chwały. Zgładzić was jednym dmuchnięciem! To mój cel, a nie jakaś beznadziejna walka. Pokonam cię kiwnięciem palcem herosko! Jeżeli przeszło ci przez myśl ,że to już koniec, to nie wiesz jak bardzo się mylisz....To dopiero początek mojej chwały. Póki co będę napawał się twoją rozpaczą- świdrował mnie wzrokiem tak, że musiałam odwrócić głowę.
-Niby czemu miałabym być zrozpaczona?-spytałam buntowniczo
Tym razem odezwał się stojący przy sarkofagu Nico di Angelo.
-Śmiercią pachnie przyjaciela zdrada-zacytował przepowiednię, która od jej usłyszenia zajmowała większość moich myśli.-Przez mrocznego pana dla wybranej dana...
-To ty jesteś zdrajcą-powiedziałam, starając się żeby mój głos brzmiał pewnie, choć wcale nie byłam taka pewna tych słów.
-Dla wybranej-powtórzył powoli, jakbym była przedszkolakiem-Czyżbyśmy się kiedyś przyjaźnili?
Mój mózg zaskoczył. Odwróciłam się na pięcie do moich towarzyszy. Mellisa zdawała się być równie zdumiona jak ja, natomiast Will stał nieruchomo z ręką na mieczu i wpatrywał się w ziemię. Spojrzałyśmy na siebie z jego siostrą i wymieniłyśmy zaniepokojone miny.
-Braciszku?-szepnęła Mellisa, na co odpowiedziała jej cisza
-Will?-powtórzyłam trochę głośniej, na co również się nie odezwał-Will to nie ty prawda?
Dalej się nie odzywał.
-Powiedz coś!-nie wytrzymałam.
Bardzo powoli podniósł wzrok. Popatrzył rozżalony najpierw na mnie, a potem na Mellisę.
-Przepraszam. Musiałem...-powiedział ledwie słyszalnie i ruszył do przodu. Zatrzymał się obok Nica i odwrócił się do nas, bez wcześniejszego żalu.
Nerwy mi puściły. Jak on mógł! Był naszym przyjacielem! Nigdy w życiu bym go o to nie posądziła!
-Ty gnoju!-wrzasnęłam unosząc miecz z cesarskiego złota.
Spojrzałam na Mellisę, która z ponurą pewnością kiwnęła głową. Ruszyłyśmy na nich z zabójczą prędkością. Córka Apolla skrzyżowała swój sztylet z mieczem syna Hadesa, a ja ruszyłam na Willa wrzeszcząc
-Wyślę cię do Hadesu cholerny zdrajco!
Ustawiłyśmy się plecami do siebie, a obaj warci siebie zdrajcy wokół nas. Czarny pan widząc to znów wybuchnął śmiechem. Hihihihi ale śmieszek...
-Chłopcy, wiecie co robić. Nie ważcie mi się tego zepsuć-zerknął na mnie ze złośliwym uśmiechem od którego poziom mojego strachu znacząco się podniósł.-Mam nadzieję, Maro ,że będzie ci się boleśnie umierało.
Po tych słowach rozpłynął się w czarną jak smoła mgłę, która wróciła do posążka. On sam po chwili wyparował. Walczyłyśmy z Mellisą jak demony, ale z żalem muszę przyznać ,że nasi przeciwnicy nie byli gorsi.
-Maro-odezwał się Will podczas uniku-Musiałem to zro...
-Kerre es korakas-warknęłam po starogrecku-Ośmelisz się skrzywdzić kogokolwiek z Obozu to zrobię z ciebie szaszłyk! Aaaa jednak nie....Zrobię to teraz!-zamachnęłam się ostrzem na jego głowę. Ledwo uniknął śmiertelnego ciosu, ale i tak obcięłam mu kawałek złotej grzywki-Strzyżenie gratis!
Za moimi plecami Nico i Mellisa walczyli w milczeniu, ale nie słyszałam krzyków boleści ze strony przyjaciółki, więc chyba dobrze jej szło. Gdyby nie to, że trzymałam spiżowe ostrze obiema rękami, sięgnęłabym po drugi miecz, ale Will był na prawdę dobry, a ja nie miałam większej ochoty na przymusową amputację którejkolwiek z kończyn. Zamiast sięgać po miecz wykorzystałam chwilę kiedy Will znalazł się w niepewnej pozycji na jednej nodze i z całej siły kopnęłam go w pierś tak, że aż się przewrócił, a jego miecz poleciał w kąt. Podeszłam do leżącego wroga i niedbale przyłożyłam miecz do jego szyi
-Słuchaj teraz, pluskwo świńska!-syknęłam- Uważałam cię za przyjaciela, a ty nas zdradziłeś- po wypowiedzeniu tych słów zaszkliły mi się oczy, lecz powstrzymałam się od płaczu. Dawno nie płakałam i nie miałam zamiaru robić tego w tej chwili, więc kontynuowałam-Byłam gotowa poświęcić własne życie, gdyby twoje było w niebezpieczeństwie. Chcę żebyś wiedział jedno. Nigdy się na nikim tak nie zawiodłam jak na tobie. Zanim cię zabiorę, chcę coś powiedzieć-uniosłam miecz nad głowę, wpatrując się w oczy Willa, w których widoczny był głęboki smutek-Nienawidzę cię!-ryknęłam i opuściłam niebiański spiż na jego pierś. Niespodziewanie czyjeś czarne ostrze zagrodziło mi drogę. Był to miecz ze stygijskiego żelaza Nica di Angelo. Zerknęłam przez ramię. Mellisa podnosiła się właśnie z ziemi, a na jej policzku puchła czerwona rana po uderzeniu. W czasie gdy jeden wróg odczołgiwał się w kierunku miecza, drugi zamachnął się na mnie i zaczęliśmy walczyć.
-Miałaś cholerną nadzieję, nie?-parsknął wzgardliwie syn Hadesa-Wreszcie to nie mnie spotkało odrzucenie! Należało ci się!
-Zamknij się!-ryknęłam i sparowałam jego uderzenie-Od początku miałam podejrzenia!
-Taaa-prychnął- zwłaszcza wtedy jak chciałaś go pocałować.
Zamarłam na krótką chwilę w totalnym szoku. Nico wykorzystał okazję i skoczył na przód. Zdążyłam się uchylić ale nie na tyle by nie odnieść obrażeń. Po tym ataku, na moim ramieniu krwawiła nowo rozcięta rana. Mimo to walczyłam dalej i mimo bólu w ramieniu spytałam
-Skąd wiesz?!
-Musieliśmy poznać jego myśli, żeby mieć pewność. Widzieliśmy wszystko! Może mnie nie kocha, ale ciebie też nie!
-Tyle wiesz o śmierci, to może chcesz jej doświadczyć?!-krzyknęłam, znów powstrzymując płacz bólu, żalu, smutku i wielu wielu innych. Machnęłam synowi Hadesa, mieczem obok głowy i zraniłam go w ucho. Chwycił się za nie, a ja uderzyłam go z całej siły pięścią w brzuch. Zgiął się w pół, a ja się odwróciłam w samą porę by zobaczyć lecącą na mnie strzałę. Rzuciłam się w bok, ale ona i tak otarła się o mój bok. Nowa rana sprawiła, że w oczach zaćmiło mi się z bólu. Krew lała się strumieniami. Myślałam ,że wiem czyja to strzała, ale zobaczyłam jednego ze szkieletów Nica sięgającego po kolejną, niemal identyczną do tej która mnie zraniła. Miałam pewność ,że to Will mnie zranił, ale jednak nie...Był zbyt zajęty walką i wymianą zdań z Mellisą. Przyjaciółka odwróciła do mnie głowę i zganiła mnie wzrokiem
-Na co się gapisz?!-warknęła-Uwolnij go! Już!
Jej ton mnie otrzeźwił. Mimo koszmarnego bólu w boku i ramieniu pobiegłam do sarkofagu. W panice zaczęłam z całej siły rąbać łańcuch go okalający oboma mieczami. Po kilku sekundach, które dłużyły mi się jak wykłady Hery, odrąbałam go. Teraz została już tylko klamra. Właśnie się za nią zabierałam, gdy tuż za plecami usłyszałam przerażony krzyk Mellisy.
Ale mnie wzięło na długie rozdziały xd. Następny powinien być za tydzień ale może pojawić się wcześniej.
Papatki
MPML