-To twoja wina. To twoja wina. To twoja wina....
Cofnęłam sie aż pod ścianę a z moich oczu ciekły łzy. Intuicyjnie chowałam ręce. Zawsze tak robiłam w obecności któregokolwiek z bogów. Zrozumiałam ,że teraz odczuwałam strach zupełnie innego rodzaju niż ten pierwszy. Tamten spowodowany był lękiem przed ciemnością i tym co się w niej kryje, natomiast ten ukazywał jeden z moich bardziej zakorzenionych lęków. Lęk przed oskarżeniem ze strony ojca. Krzyknęłam i krzyczałam doputy, dopóki nie przeniosłam sie do kolejnego pomieszczenia. Stała tam moja matka. Sally Jackson stała i wpatrywała się we mnie. Zmroziło mnie. Tak....to był mój najgłębszy lęk. Od zawsze go wypierałam i od zawsze udawałam ,że go nie ma, ale tak na prawdę istniał przez ten cały czas, od samego początku. Od zawsze bałam się najbardziej tylko i wyłącznie jednego.... Spotkania z matką.
-Zawodzisz mnie ...-powiedziała mrożącym głosem-Cały czas. Jesteś najgorszym co mogło mi się przytrafić.
Płakałam z rozpaczy, a całe moje ciało drżało. Bałam się ,że wypowie te słowa, które od zawsze majaczyły się gdzieś w głębi mojego umysłu, a tak bardzo nie chciałam by kiedykolwiek padły.
-Nienawidzę cię. -wyszeptała Sally syczącym, wężowym głosem- Nie jesteś moim dzieckiem.
rozpłakałam się na dobre. To właśnie te słowa....Wrzasnęłam i opanowała mnie ciemność
Z krzykiem obudziłam się w łóżku, w pokoju w którym zasnęłam. Z paniką w oczach przebiegłam wzrokiem kolejno po twarzach Mellisy, Willa i Fobetora. Ten ostatni zaśmiewał się do rozpuku
-To było zdecydowanie najlepsze co w życiu widziałem-chichotał.
Jednym skokiem rzuciłam się na niego. Zdążył zniknąć i pojawić się za mną, dalej się śmiejąc. Ogarnięta furią uniosłam dłoń by wystrzelić ogniem, ale Will stanął pomiędzy nami i złapał mnie za nadgarstek
-Puszczaj!-wrzasnęłam
-Nie-odparł spokojnie.-Jak go sfajczysz niczego się nie dowiemy.
-Nie będziesz mi rozkazywał!
-Nie rozkazuję...
-Nie przyjmuje poleceń od nikogo, a już w szczególności od ciebie! Nie znoszę cię!-pchnęłam go w tył.
Zdziwiony syn Apollina, popatrzył na mnie z urazą w oczach
-Nie spodziewałem się tego po tobie.-wyszeptał.
-A czego się spodziewałeś po ostatniej rozmowie?!
Zamurowało go. Spojrzał na mnie z czymś w oczach, czego nie potrafiłam zinterpretować. Była to jakaś mieszanka żalu, strachu i bezsilnej złości.
-Nie mogę....
-Zamknij się już!-wrzasnęłam wyrywając mu się.
-Mara, spokojnie-wymamrotała Mellisa
-Nie pouczaj mnie!
Wtedy zrobiła coś czego bym się po niej nie spodziewała. Jednym szarpnięciem wywróciła mnie na ziemię i wsparła stopę na moim brzuchu. Wpatrywałam się w nią z niedowierzaniem, a córka boga muzyki tylko wzruszyła ramionami.
-Skoro szanujesz tylko siłę, to powiem ci to w twoim języku. Nie zbabrzesz kolejnej rzeczy na którą wszyscy tyle przecierpieliśmy!
Ta wściekła tyrrada uświadomiła mi jak idiotycznie się zachowywałam. Przestałam się rzucać i spokojnie wstałam. Otrzepałam przód koszulki i spojrzałam jej w oczy
-Przepraszam
-Nie ma za co. Na drugi raz spróbuj się opanować.
-Zawsze możesz mnie drugi raz powalić-wzruszyłam ramionami
-Muszę przyznać-roześmiała się-,że powalenie na ziemię takiej wojowniczki sprawiło mi niebywałą przyjemność.
-Nie spodziewaj się tego więcej ...-uśmiechnęłam się i ją trąciłam
-Dobrze ,że się uspokoiłaś- wtrącił się Will
Spojrzałam na niego chłodno
-Co nie znacz ,że zmieniłam zdanie...
-Przecież wiesz, że ja bym nigdy nie.....-zaoponował ale przerwała mu Mellisa
-Stop! Nie będziecie się znowu bić! Skoro dalej zachowujecie się jak przedszkolaki to chociaż udawajcie ,że nimi nie jesteście!
-Dobra-rzuciłam i jeszcze raz obrzuciłam Solace wzgardliwym wzrokiem
Will nic nie odpowiedział, tylko kiwnął głową patrząc na mnie z jakąś żałością.
-To wszystko bardzo ciekawe, ale możecie już iść-przypomniał o swoim istnieniu Fobetor
-Chwileczkę, chwileczkę-zaoponowałam.
-Czyżbym o czymś zapomniał-udawał głupiego. No muszę przyznać ,że nie musiał się jakoś szczególnie wysilać.
-Tak zapomniałeś. O naszej umowie
-Umowie? Nie przypominam sobie.
- Obiecałeś!
-Trzeba było kazać mi przysięgnąć na Styks-odparł
Wtedy nie wytrzymałam i jednym ruchem wyciągnęłam sztylet z rękawa i przyłożyłam do jego gardła
-Gadaj, bo za pięć sekund zostaniesz nowym Jeźdźcem bez Głowy
-Czekaj czekaj...
-Raz-przycisnęłam mu ostrze do szyi, a na jego ciele pojawiła się kropla złotej krwi bogów-ichoru.
-Okej Okej
-Dwa..
-Powiem wam!-wrzasnął
Nie zwalniając ani trochę sztyletu puściłam go jedną ręką'
-Mów.
-Szukajcie tam gdzie słońce nie świeci-wymamrotał i rozpłynął się w nicość.
Zrezygnowana opuściłam sztylet
-Super....też mi wskazówka
-Czekaj! To jest podpowiedź!-przerwała mi Mellisa
-Niby jaka?-nie zrozumiałam
-Tam gdzie słońce nie dochodzi....-zaczął Will
-Jaskinia-stwierdziła Mellisa co wydawało się całkiem sensowne
-No więc chodźmy. Nie traćmy czsu-rzekł syn Apolla
Rozejrzałam się po pokoju zmierzając ku wyjściu
-Nie powiem żebym tęskniła za tym miejscem.
W milczącej zgodzie wyszliśmy z pomieszczenia, które pobudziło w nas taki strach jakiego nigdy w życiu nie doświadczyliśmy. Byłam pewna jednego. Nigdy nie zasnę już, bez myśli o tym podstępnym bogu.
hihihihihihi. Przepraszam za ponad tygodniową nieobecność no ale wiecie jak jest. Szkoła, egzaminy, stres i dni otwarte liceów. Dzisiaj odwiedziłam chyba z sześć! Jestem padnięta ale mimo to miałam pomysł więc macie tutaj nexcika na dobry początek weekendu. ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz