-Percy, kto to jest?
-Maro-zwrócił się do mnie- to jest moja dziewczyna Anabeth. Anabeth to Mara. Moja siostra.
Oczy wszystkich zebranych wpatrywały się we mnie w takim zdumieniu i fascynacji jakby wyrosła mi druga głowa.Gwizdnęłam pod nosem.
-Mam rozumieć braciszku, że nie chwaliłeś się przyjaciołom jaką masz zarąbistą siostrę?- spytałam choć i tak znałam odpowiedź. Znów poczułam ukłucie gniewu. Ale wysiliłam się na uśmiech, widząc jego minę- Nie szkodzi. Gdyby ojciec co chwila o tobie nie trąbił też bym się nie chwaliła.
Uśmiechnął się, ale blondynka zrobiła oburzoną minę.
-Percy! Dlaczego mi nie powiedziałeś?!
-Sam nie wiedziałem! Myślałem ,że zginęła!
Zaszokowało mnie to
-Że co proszę? Kto ci to powiedział?
-Nasza mama-odparł- A właśnie mama! Trzeba ją zawiadomić. Ucieszy się.
- Ona?!-krzyknęłam z niedowierzaniem-Ona się ucieszy?! Wypalili ci mózg ,że zapomniałeś co nam zrobiła? Co mi zrobiła? Nawet nie powinna nazywać się matką! To wredna, bezduszna gnida!
-Ej!-ryknął-Nie obrażaj jej! Nic ci nie zrobiła!
-Nic?! Czy ty upadłeś na głowę ?! Przez całe moje życie nazywała mnie potworem, traktowała jak śmiecia a na sam koniec kazała ojcu zabrać mnie i nigdy więcej nie pokazywać na oczy!
-Nie pamiętam tego, więc nie mam podstaw by w to wierzyć!
-Ty głupi idioto!-zawołałam ze łzami w oczach- Według niej zagrażałam waszej szczęśliwej rodzince! Wyrzuciła mnie z domu! Jak Hera!
-Nigdy więcej nie porównuj jej do Hery!-wydarł się. Półbogowie wokół nas patrzyli zszokowani na naszą kłótnię.
-Masz rację, mój błąd. Ona jest gorsza!- odwróciłam się i pognałam z płaczem do lasu. Usiadłam na jakiejś dziwnej stercie głazów i objęłam kolana rękami, co trochę ciężko było zrobić w zbroi. Po chwili usłyszałam szelest liści i zza drzew wyłoniła się Anabeth.
-Masz pojęcie na czym siedzisz?-spytała
-Na kamieniach.-odburknęłam i opuściłam głowę.
- Na wejściu do Labiryntu.
Podniosłam znów głowę.
-Tego Labiryntu? Labiryntu Dedala?
- Owszem.
-Jak się tam wchodzi?
-Nie próbuj. Wejście zamknęło się po bitwie w Labiryncie trzy lata temu.
-Słyszałam o niej.
-Pomożesz mi coś zrozumieć?
-Co takiego?
-Dlaczego tak strasznie nienawidzisz matki?-spytała prosto z mostu i wpatrywała się we mnie wnikliwie jakby chciała znaleźć wszystkie informacje na mojej twarzy. Z niewiadomych powodów ta inteligentna blondynka wzbudziła moje zaufanie. Opowiedziałam jej całą moją historię. O dziwo kiwnęła tylko głową i powiedziała ze zrozumieniem.
-Wierzę ci. Ja sama uciekłam z domu w wieku 7 lat. Ojciec cały czas pracował i nie dostrzegał moich problemów z macochą i nocnymi atakami pająków. Nie mogłam tego znieść...
-Córka Ateny?-przerwałam jej
-Tak. skąd wiesz?
-Widać po tobie. A poza tym, mama jest z ciebie dumna.
-Nie możesz tego wiedzieć-odparła z melancholią w głosie.
-Mogę. Mieszkałam na Olimpie, a po jego opuszczeniu często się z nią kontaktowałam.
-Przynajmniej ty.-burknęła
-Wiesz,że ona cię kocha,nie? Nie kontaktuje się by cię chronić
-Może i tak.
-Na pewno tak
Zaśmiała się
-Jesteś tak samo uparta jak Percy-po zobaczeniu mojej miny dodała-Przepraszam
-Nie ma za co. Tak sobie teraz myślę ,że chyba źle zrobiłam ,że przyjechałam...
-Zrobiłaś najlepsze co mogłaś.
-No nie wiem...
-Ale ja wiem.-szturchnęła mnie w ramie i zaraz się skrzywiła po spotkaniu z moim naramiennikiem.-Chodźmy już do reszty. Muszą cię poznać....lepiej.
-Czyli nie od tej krzyczącej strony-prychnęłam ze śmiechem
-Obawiam się ,że tak się chyba nie da-zarobiła sobie tym na lekkiego kuksańca w żebra. Wstałam i ruszyłyśmy z powrotem. Gdy tylko wyłoniłyśmy się z lasu podbiegł do mnie Percy.
-Mara, ja na prawdę przepraszam za to co powiedziałem. Po prostu ciężko mi uwie...
-Już nie ważne.-przerwałam mu- Chodź i poznaj mnie z resztą ferajny.
Kiwnął głową i uśmiechnął się z wyraźną ulgą. Gdy mnie nie było Chejron opowiedział wszystkim kim jestem, co umiem i takie tam.. Praktycznie streścił im moje życie. Dlatego właśnie kiedy tylko podeszłam zaczęły się pytania.
-Na prawdę mieszkałaś ze smokami?
-Bogowie serio cię uczyli?
-Leciałaś rydwanem słońca?
-Hefajstos dalej jest taki brzydki?
-Tak,tak,tak i yyy- tu zrobiłam krótką pauzę i zerknęłam na niebo-....nie.
Roześmiali się, a Chejron przemówił
-Teraz udajmy się może na ognisko?
Nie zauważyłam nawet, że już nadszedł wieczór. Piper pożyczyła mi krótkie spodenki i obozowy podkoszulek. Popatrzyłam na swoje posiniaczone i obdarte nogi i roześmiałam się. Piper spojrzała na mnie z dezaprobatą. Kiedy byłyśmy gotowe ruszyłyśmy na miejsce ogniska. Tam poznałam dosłownie wszystkich. Siedziałam między Anabeth i Piper i czekałam nie wiadomo tak na prawdę na co. Postanwiłam spytać
-Na co czekamy?
Jakiś chłopak o złodziejskim wręcz uśmieszku z gęstą czupryną kręconych, ciemnych włosów (chyba Travis lub Connor...Nieważne) odpowiedział
-Na nasze gołąbeczki. Ciekawe w której kuźni siedzą.
-I co tam robią-dodał jego brat bliźniak. Zaśmialiśmy się gdy córka Hekate o imieniu Lou Ellen zawołała
-O! Idą!
Zerknęłam we wskazaną stronę i nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
-Kalipso!- zawołałam i popędziłam w jej stronę.Obok niej stał chuderlawy chłopak i trzymał ją za rękę. Widząc mnie (i pewnie słysząc) puściła go i również pognała w moją stronę. Uściskałyśmy się i zaczęłyśmy nawijać jedna przez drugą. Tak to jest jak się nie widzi przyjaciółki półtorej roku. Dowiedziałam się ,że ten chudy chłopak to Leo Valdez i to on wyciągnął ją z Ogygii. Usiadła tuż obok mnie na kolanach Leona i trajkotałyśmy w najlepsze ,gdy przyszedł jakiś jasnowłosy chłopak, cały obładowany piankami.
-No nareszcie, Solace!-krzyknął syn Iris, Butch.
Zamarłam coś sobie przypominając.
-Solace?- wszyscy na mnie zerknęli- Will Solace?
-Tak-odparł niepewnie. Muszę przyznać ,że całkiem przystojny-Znamy się?
-Nie, ale mam dla ciebie wiadomość.-i opowiedziałam o walce z wrogiem na jego smoku i o naszej rozmowie. Po czym zakończyłam.-Przedstawił się jako Nico...
-di Angelo-syknął zdenerwowany-Skąd więc ty go znasz?
-Przewodzi złym smokom.Walczyłam z nim nie pierwszy raz, ale dopiero dzisiaj dowiedziałam się kim jest.
-Rozłożyła go na łopatki-mruknęła Clarise.
-Tak bym tego nie nazwała-burknęłam-Wepchnął mnie do morza. Ech...Zawsze udaje mu się uciec...A wy skąd go znacie?
Will zerknął na mnie podejrzliwie i zaczął opowiadać
-Nico di Angelo to syn Hadesa i zdrajca. Pomagał nam w wielu wojnach na przykład z Gają, czy Kronosem. Na moje oko już wtedy nie był do końca po naszej stronie. Najpierw po śmierci jego siostry Bianki załamał się i zakochał się w twoim bracie. Lecz kiedy mu to wyjawił powiedział ,że już się nim nie interesuje. Po wojnie z Gają zaprzyjaźniliśmy się. A ja....no....
-Nie kręcą cię faceci-parsknęła Lauren, córka Nemezis
-No właśnie. Kiedy uświadomiłem mu to, wściekł się. Gdyby Leo mnie nie odciągnął dostałbym tym jego dziwnym czarnym promieniem śmierci i padłbym trupem. Nie miałem ani łuku anie miecza. Po tym zdarzeniu powiedział ,że za dużo razy został odrzucony czy coś równie głupiego i że pożałujemy.
-Miły facet-skwitowałam-Tylko jedno mi nie pasuje...Syn Apollina z mieczem?
-Skąd wiesz o ojcu?
-Wyczuwam pokrewieństwa i uwierz mi to widać. Jesteś tak samo arogancki.
-Dziękuję. Takie słowa z ust Szychy na Olimpie to komplement-uśmiechnął się złośliwie-Zawsze wolałem łuk, ale od kiedy ojciec w śnie doradził mi miecz coraz częściej się nim posługuje. Nieźle mi to idzie nie chwaląc się.
-Chcesz się zmierzyć?
-Z tobą?-roześmiał się
Samantha, córka Afrodyty poklepała go po plecach
-Może za kilka lat Will.
-Nie chce po prostu zniszczyć jej wzroku-zaczął się bronić.
-Niby jak?-spytałam
-Oślepniesz od blasku mojej wspaniałej osobowości-zakpił.
-Taaa....
-Nie słuchaj go- parsknęła jego przyrodnia siostra Mellisa-Ojciec dał mu moc. Potrafi wydobyć taki oślepiający przeciwnika rozbłysk słoneczny.
-A w kamień też zamieniasz?
-Ej...Nie jestem Meduzą-odparł
-A wyglądasz- tym komentarzem spowodowałam ogólną wesołość. Coś czułam ,że wraz z Willem nie będziemy darzyć się wielką przyjaźnią.
Po kilku godzinach wróciliśmy do domków.Ja jako córka Posejdona dzieliłam domek z Percym
-Wreszcie nie będę sam-powiedział Percy pokazując mi domek- To znaczy oprócz Tysona. Czasami przyjeżdża, ale to marne pocieszenie.
-Kto to Tyson?
-Syn Posejdona, nasz brat.
-Posejdon nie próżnował przez te lata-stwierdziłam a on się zaśmiał
-W zasadzie on nie jest do końca taki jak my...
-Co masz na myśli?
-Jest cyklopem
-Hahaha...Wybitnie śmieszne. A na prawdę?
-To była prawda.
-Skrzydlate konie, bogowie, tytani i cyklopi. Czemu nie....
-Im nas więcej tym weselej.
-Ale za dużo to też nie dobrze. Dobra, czas spać.
Wybrałam sobie łóżko koło drzwi i na przeciwko łóżka Perciego.
-Mara-zaczął
-Co?-mruknęłam z twarzą w poduszce.
-Dobrze ,że przyjechałaś.
-Właściwie przyleciałam , ale dzięki.
-Dobranoc.
-Pa.
I tak skończył się mój pierwszy dzień w Obozie Herosów. Coraz bardziej czuję się jak w domu, a jednocześnie wiem ,że nie powinnam się tak czuć. Bo nigdy nie wiadomo ile będę się tym domem cieszyć?

Miałam dodać wczoraj ale nie zdążyłam xd. Trochę dłuższy. Mam nadzieję ,że się podoba
-Tak bym tego nie nazwała-burknęłam-Wepchnął mnie do morza. Ech...Zawsze udaje mu się uciec...A wy skąd go znacie?
Will zerknął na mnie podejrzliwie i zaczął opowiadać
-Nico di Angelo to syn Hadesa i zdrajca. Pomagał nam w wielu wojnach na przykład z Gają, czy Kronosem. Na moje oko już wtedy nie był do końca po naszej stronie. Najpierw po śmierci jego siostry Bianki załamał się i zakochał się w twoim bracie. Lecz kiedy mu to wyjawił powiedział ,że już się nim nie interesuje. Po wojnie z Gają zaprzyjaźniliśmy się. A ja....no....
-Nie kręcą cię faceci-parsknęła Lauren, córka Nemezis
-No właśnie. Kiedy uświadomiłem mu to, wściekł się. Gdyby Leo mnie nie odciągnął dostałbym tym jego dziwnym czarnym promieniem śmierci i padłbym trupem. Nie miałem ani łuku anie miecza. Po tym zdarzeniu powiedział ,że za dużo razy został odrzucony czy coś równie głupiego i że pożałujemy.
-Miły facet-skwitowałam-Tylko jedno mi nie pasuje...Syn Apollina z mieczem?
-Skąd wiesz o ojcu?
-Wyczuwam pokrewieństwa i uwierz mi to widać. Jesteś tak samo arogancki.
-Dziękuję. Takie słowa z ust Szychy na Olimpie to komplement-uśmiechnął się złośliwie-Zawsze wolałem łuk, ale od kiedy ojciec w śnie doradził mi miecz coraz częściej się nim posługuje. Nieźle mi to idzie nie chwaląc się.
-Chcesz się zmierzyć?
-Z tobą?-roześmiał się
Samantha, córka Afrodyty poklepała go po plecach
-Może za kilka lat Will.
-Nie chce po prostu zniszczyć jej wzroku-zaczął się bronić.
-Niby jak?-spytałam
-Oślepniesz od blasku mojej wspaniałej osobowości-zakpił.
-Taaa....
-Nie słuchaj go- parsknęła jego przyrodnia siostra Mellisa-Ojciec dał mu moc. Potrafi wydobyć taki oślepiający przeciwnika rozbłysk słoneczny.
-A w kamień też zamieniasz?
-Ej...Nie jestem Meduzą-odparł
-A wyglądasz- tym komentarzem spowodowałam ogólną wesołość. Coś czułam ,że wraz z Willem nie będziemy darzyć się wielką przyjaźnią.
Po kilku godzinach wróciliśmy do domków.Ja jako córka Posejdona dzieliłam domek z Percym
-Wreszcie nie będę sam-powiedział Percy pokazując mi domek- To znaczy oprócz Tysona. Czasami przyjeżdża, ale to marne pocieszenie.
-Kto to Tyson?
-Syn Posejdona, nasz brat.
-Posejdon nie próżnował przez te lata-stwierdziłam a on się zaśmiał
-W zasadzie on nie jest do końca taki jak my...
-Co masz na myśli?
-Jest cyklopem
-Hahaha...Wybitnie śmieszne. A na prawdę?
-To była prawda.
-Skrzydlate konie, bogowie, tytani i cyklopi. Czemu nie....
-Im nas więcej tym weselej.
-Ale za dużo to też nie dobrze. Dobra, czas spać.
Wybrałam sobie łóżko koło drzwi i na przeciwko łóżka Perciego.
-Mara-zaczął
-Co?-mruknęłam z twarzą w poduszce.
-Dobrze ,że przyjechałaś.
-Właściwie przyleciałam , ale dzięki.
-Dobranoc.
-Pa.
I tak skończył się mój pierwszy dzień w Obozie Herosów. Coraz bardziej czuję się jak w domu, a jednocześnie wiem ,że nie powinnam się tak czuć. Bo nigdy nie wiadomo ile będę się tym domem cieszyć?
Miałam dodać wczoraj ale nie zdążyłam xd. Trochę dłuższy. Mam nadzieję ,że się podoba
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz