niedziela, 3 kwietnia 2016

Ach...rodzeństwo

Wystarczyło to jedno spotkanie, a moja złość na niego przeszła, zastąpiona tęsknotą, którą usiłowałam zdusić w sobie przez te 7 lat. Patrzyliśmy na siebie zszokowani, prawie tak bardzo jak otaczający nas inni półbogowie. Mierzyliśmy się spojrzeniami a potem oboje rzuciliśmy się do siebie. Przytuliłam się do starszego brata, nie wierząc ,że wreszcie się spotkaliśmy. Zarówno ja jak i Percy prawie się popłakaliśmy. Oderwaliśmy się od siebie cały czas patrząc jak bardzo zmieniliśmy się przez ten długi okres. Nagle z tłumu wyszła wysoka blondynka o stalowoszarych oczach, natychmiast przywodzących na myśl Atenę. Zerknęła na mnie podejrzliwie.
-Percy, kto to jest?
-Maro-zwrócił się do mnie- to jest moja dziewczyna Anabeth. Anabeth to Mara. Moja siostra.
Oczy wszystkich zebranych wpatrywały się we mnie w takim zdumieniu i fascynacji jakby wyrosła mi druga głowa.Gwizdnęłam pod nosem.
-Mam rozumieć braciszku, że nie chwaliłeś się przyjaciołom jaką masz zarąbistą siostrę?- spytałam choć i tak znałam odpowiedź. Znów poczułam ukłucie gniewu. Ale wysiliłam się na uśmiech, widząc jego minę- Nie szkodzi. Gdyby ojciec co chwila o tobie nie trąbił też bym się nie chwaliła.
Uśmiechnął się, ale blondynka zrobiła oburzoną minę.
-Percy! Dlaczego mi nie powiedziałeś?!
-Sam nie wiedziałem! Myślałem ,że zginęła!
Zaszokowało mnie to
-Że co proszę? Kto ci to powiedział?
-Nasza mama-odparł- A właśnie mama! Trzeba ją zawiadomić. Ucieszy się.
- Ona?!-krzyknęłam z niedowierzaniem-Ona się ucieszy?! Wypalili ci mózg ,że zapomniałeś co nam zrobiła? Co mi zrobiła? Nawet nie powinna nazywać się matką! To wredna, bezduszna gnida!
-Ej!-ryknął-Nie obrażaj jej! Nic ci nie zrobiła!
-Nic?! Czy ty upadłeś na głowę ?! Przez całe moje życie nazywała mnie potworem, traktowała jak śmiecia a na sam koniec kazała ojcu zabrać mnie i nigdy więcej nie pokazywać na oczy!
-Nie pamiętam tego, więc nie mam podstaw by w to wierzyć!
-Ty głupi idioto!-zawołałam ze łzami w oczach- Według niej zagrażałam waszej szczęśliwej rodzince! Wyrzuciła mnie z domu! Jak Hera!
-Nigdy więcej nie porównuj jej do Hery!-wydarł się. Półbogowie wokół nas patrzyli zszokowani na naszą kłótnię.
-Masz rację, mój błąd. Ona jest gorsza!- odwróciłam się i pognałam z płaczem do lasu. Usiadłam na jakiejś dziwnej stercie głazów i objęłam kolana rękami, co trochę ciężko było zrobić w zbroi. Po chwili usłyszałam szelest liści i zza drzew wyłoniła się Anabeth.
-Masz pojęcie na czym siedzisz?-spytała
-Na kamieniach.-odburknęłam i opuściłam głowę.
- Na wejściu do Labiryntu.
Podniosłam znów głowę.
-Tego Labiryntu? Labiryntu Dedala?
- Owszem.
-Jak się tam wchodzi?
-Nie próbuj. Wejście zamknęło się po bitwie w Labiryncie trzy lata temu.
-Słyszałam o niej.
-Pomożesz mi coś zrozumieć?
-Co takiego?
-Dlaczego tak strasznie nienawidzisz matki?-spytała prosto z mostu i wpatrywała się we mnie wnikliwie jakby chciała znaleźć wszystkie informacje na mojej twarzy. Z niewiadomych powodów ta inteligentna blondynka wzbudziła moje zaufanie. Opowiedziałam jej całą moją historię. O dziwo kiwnęła tylko głową i powiedziała ze zrozumieniem.
-Wierzę ci. Ja sama uciekłam z domu w wieku 7 lat. Ojciec cały czas pracował i nie dostrzegał moich problemów z macochą i nocnymi atakami pająków. Nie mogłam tego znieść...
-Córka Ateny?-przerwałam jej
-Tak. skąd wiesz?
-Widać po tobie. A poza tym, mama jest z ciebie dumna.
-Nie możesz tego wiedzieć-odparła z melancholią w głosie.
-Mogę. Mieszkałam na Olimpie, a po jego opuszczeniu często się z nią kontaktowałam.
-Przynajmniej ty.-burknęła
-Wiesz,że ona cię kocha,nie? Nie kontaktuje się by cię chronić
-Może i tak.
-Na pewno tak
Zaśmiała się
-Jesteś tak samo uparta jak Percy-po zobaczeniu mojej miny dodała-Przepraszam
-Nie ma za co. Tak sobie teraz myślę ,że chyba źle zrobiłam ,że przyjechałam...
-Zrobiłaś najlepsze co mogłaś.
-No nie wiem...
-Ale ja wiem.-szturchnęła mnie w ramie i zaraz się skrzywiła po spotkaniu z moim naramiennikiem.-Chodźmy już do reszty. Muszą cię poznać....lepiej.
-Czyli nie od tej krzyczącej strony-prychnęłam ze śmiechem
-Obawiam się ,że tak się chyba nie da-zarobiła sobie tym na lekkiego kuksańca w żebra. Wstałam i ruszyłyśmy z powrotem. Gdy tylko wyłoniłyśmy się z lasu podbiegł do mnie Percy.
-Mara, ja na prawdę przepraszam za to co powiedziałem. Po prostu ciężko mi uwie...
-Już nie ważne.-przerwałam mu- Chodź i poznaj mnie z resztą ferajny.
Kiwnął głową i uśmiechnął się z wyraźną ulgą. Gdy mnie nie było Chejron opowiedział wszystkim kim jestem, co umiem i takie tam.. Praktycznie streścił im moje życie. Dlatego właśnie kiedy tylko podeszłam zaczęły się pytania.
-Na prawdę mieszkałaś ze smokami?
-Bogowie serio cię uczyli?
-Leciałaś rydwanem słońca?
-Hefajstos dalej jest taki brzydki?
-Tak,tak,tak i yyy- tu zrobiłam krótką pauzę i zerknęłam na niebo-....nie.
Roześmiali się, a Chejron przemówił
-Teraz udajmy się może na ognisko?
Nie zauważyłam nawet, że już nadszedł wieczór. Piper pożyczyła mi krótkie spodenki i obozowy podkoszulek. Popatrzyłam na swoje posiniaczone i obdarte nogi i roześmiałam się. Piper spojrzała na mnie z dezaprobatą. Kiedy byłyśmy gotowe ruszyłyśmy na miejsce ogniska. Tam poznałam dosłownie wszystkich. Siedziałam między Anabeth i Piper i czekałam nie wiadomo tak na prawdę na co. Postanwiłam spytać
-Na co czekamy?
Jakiś chłopak o złodziejskim wręcz uśmieszku z gęstą czupryną kręconych, ciemnych włosów (chyba Travis lub Connor...Nieważne) odpowiedział
-Na nasze gołąbeczki. Ciekawe w której kuźni siedzą.
-I co tam robią-dodał jego brat bliźniak. Zaśmialiśmy się gdy córka Hekate o imieniu Lou Ellen zawołała 
-O! Idą!
Zerknęłam we wskazaną stronę i nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
-Kalipso!- zawołałam i popędziłam w jej stronę.Obok niej stał chuderlawy chłopak i trzymał ją za rękę. Widząc mnie (i pewnie słysząc) puściła go i również pognała w moją stronę. Uściskałyśmy się i zaczęłyśmy nawijać jedna przez drugą. Tak to jest jak się nie widzi przyjaciółki półtorej roku. Dowiedziałam się ,że ten chudy chłopak to Leo Valdez i to on wyciągnął ją z Ogygii. Usiadła tuż obok mnie na kolanach Leona i trajkotałyśmy w najlepsze ,gdy przyszedł jakiś jasnowłosy chłopak, cały obładowany piankami.
-No nareszcie, Solace!-krzyknął syn Iris, Butch.
Zamarłam coś sobie przypominając.
-Solace?- wszyscy na mnie zerknęli- Will Solace?
-Tak-odparł niepewnie. Muszę przyznać ,że całkiem przystojny-Znamy się?
-Nie, ale mam dla ciebie wiadomość.-i opowiedziałam o walce z wrogiem na jego smoku i o naszej rozmowie. Po czym zakończyłam.-Przedstawił się jako Nico...
-di Angelo-syknął zdenerwowany-Skąd więc ty go znasz?
-Przewodzi złym smokom.Walczyłam z nim nie pierwszy raz, ale dopiero dzisiaj dowiedziałam się kim jest.
-Rozłożyła go na łopatki-mruknęła Clarise.
-Tak bym tego nie nazwała-burknęłam-Wepchnął mnie do morza. Ech...Zawsze udaje mu się uciec...A wy skąd go znacie?
Will zerknął na mnie podejrzliwie i zaczął opowiadać
-Nico di Angelo to syn Hadesa i zdrajca. Pomagał nam w wielu wojnach na przykład z Gają, czy Kronosem. Na moje oko już wtedy nie był do końca po naszej stronie. Najpierw po śmierci jego siostry Bianki załamał się i zakochał się w twoim bracie. Lecz kiedy mu to wyjawił powiedział ,że już się nim nie interesuje. Po wojnie z Gają zaprzyjaźniliśmy się. A ja....no....
-Nie kręcą cię faceci-parsknęła Lauren, córka Nemezis
-No właśnie. Kiedy uświadomiłem mu to, wściekł się. Gdyby Leo mnie nie odciągnął dostałbym tym jego dziwnym czarnym promieniem śmierci i padłbym trupem. Nie miałem ani łuku anie miecza. Po tym zdarzeniu powiedział ,że za dużo razy został odrzucony czy coś równie głupiego i że pożałujemy.
-Miły facet-skwitowałam-Tylko jedno mi nie pasuje...Syn Apollina z mieczem?
-Skąd wiesz o ojcu?
-Wyczuwam pokrewieństwa i uwierz mi to widać. Jesteś tak samo arogancki.
-Dziękuję. Takie słowa z ust Szychy na Olimpie to komplement-uśmiechnął się złośliwie-Zawsze wolałem łuk, ale od kiedy ojciec w śnie doradził mi miecz coraz częściej się nim posługuje. Nieźle mi to idzie nie chwaląc się.
-Chcesz się zmierzyć?
-Z tobą?-roześmiał się
Samantha, córka Afrodyty poklepała go po plecach
-Może za kilka lat Will.
-Nie chce po prostu zniszczyć jej wzroku-zaczął się bronić.
-Niby jak?-spytałam
-Oślepniesz od blasku mojej wspaniałej osobowości-zakpił.
-Taaa....
-Nie słuchaj go- parsknęła jego przyrodnia siostra Mellisa-Ojciec dał mu moc. Potrafi wydobyć taki oślepiający przeciwnika rozbłysk słoneczny.
-A w kamień też zamieniasz?
-Ej...Nie jestem Meduzą-odparł
-A wyglądasz- tym komentarzem spowodowałam ogólną wesołość. Coś czułam ,że wraz z Willem nie będziemy darzyć się wielką przyjaźnią.
Po kilku godzinach wróciliśmy do domków.Ja jako córka Posejdona dzieliłam domek z Percym
-Wreszcie nie będę sam-powiedział Percy pokazując mi domek- To znaczy oprócz Tysona. Czasami przyjeżdża, ale to marne pocieszenie.
-Kto to Tyson?
-Syn Posejdona, nasz brat.
-Posejdon nie próżnował przez te lata-stwierdziłam a on się zaśmiał
-W zasadzie on nie jest do końca taki jak my...
-Co masz na myśli?
-Jest cyklopem
-Hahaha...Wybitnie śmieszne. A na prawdę?
-To była prawda.
-Skrzydlate konie, bogowie, tytani i cyklopi. Czemu nie....
-Im nas więcej tym weselej.
-Ale za dużo to też nie dobrze. Dobra, czas spać.
Wybrałam sobie łóżko koło drzwi i na przeciwko łóżka Perciego.
-Mara-zaczął
-Co?-mruknęłam z twarzą w poduszce.
-Dobrze ,że przyjechałaś.
-Właściwie przyleciałam , ale dzięki.
-Dobranoc.
-Pa.
I tak skończył się mój pierwszy dzień w Obozie Herosów. Coraz bardziej czuję się jak w domu, a jednocześnie wiem ,że nie powinnam się tak czuć. Bo nigdy nie wiadomo ile będę się tym domem cieszyć?
                  Znalezione obrazy dla zapytania percy i woda
Miałam dodać wczoraj ale nie zdążyłam xd. Trochę dłuższy. Mam nadzieję ,że się podoba

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz