-Leo! Jak właściwie nas znaleźliście?!- krzyknęłam
-Cały obóz szuka was po lesie, a ja i Jason z powietrza! Ledwo co was zauważyłem. Chejron jest załamany i nie może sobie darować ,że was zgubił! Myśli właśnie jak powiedzieć to bogom!
-To leć szybciej-wrzasnął Will przekrzykując wiatr-Bogowie nie mogą się dowiedzieć!
-Ach,stary! Nie wiesz o co prosisz!-zaśmiał się wariacko i wprowadził Festusa w tak szybki lot,że oczy zaczęły nam łzawić a Will wrzeszczał jak opętany. W mgnieniu oka znaleźliśmy się nad obozem. Czułam powracające siły, więc kazałam Festusowi mnie puścić i poleciałam do Wielkiego Domu. Zastałam tam zdenerwowanego, chodzącego w kółko Chejrona, zapłakane Piper i Anabeth oraz trzymającego się za włosy Perciego. Wydawali się szczerze załamani. Myślałam nad siedzeniem w krzakach jeszcze chwilkę i trzymaniem ich w niepewności ,ale uznałam ,że byłoby to zbyt okrutne. Wobec tego wyszłam zza drzew i krzyknęłam
-Stęskniliście się?!-ich miny były bezcenne. Mój brat podbiegł i zamknął mnie w niedźwiedzim uścisku.
-Jeszcze raz odważysz się zgubić to pożałujesz- wyszeptał mi do ucha. Roześmiałam się i oddałam uścisk. Potem przytuliły mnie jeszcze Anabeth i Piper podczas gdy Chejron stał zszokowany i wpatrzony w moją cudowną osobę. Po chwili z jego twarzy zniknął uśmiech i świsnął w powietrzu centaurzym ogonem.
-A Will?-zapytał drżącym głosem
-Nic mu nie jest-uspokoiłam go -Leo nas znalazł.
-Gdzie byliście-spytała Anabeth
Opowiedziałam im wszystko. Potem czekały nas tylko niekończące się powroty zrezygnowanych po nieudanych poszukiwaniach obozowiczów i ich radość że jednak nic nam nie jest. W końcu po męczących przywitaniach poszliśmy się umyć i przebrać. Kiedy to zrobiliśmy Chejron zapowiedział ognisko. Po raz pierwszy miałam zobaczyć tam ich wyrocznię delficką, niejaką Rachel Elizabeth Dare. Percy poinformował mnie ,że przez pewien czas jej wieszcza moc była nieczynna, ale od kiedy Apollo znów pokonał Pytona wyrocznia działa jak zwykle. Faktycznie. Bóg muzyki wspominał coś o tym w iryfonie. Gdy wszyscy stłoczyliśmy się wokół ogniska przybyła. Spodziewałam się jakiejś dorosłej kobiety, wyglądającej jak Afrodyta, ale okazała się być zwykłą nastolatką o rudych kręconych włosach, podobnych do moich i piegach. Jej znoszone szorty pokrywały narysowane markerem rysunki piramid, bazylik, ludzi i potworów. Dało się po nich poznać ,że dziewczyna ma wielki talent. Przedstawiłam się jej i chwilę rozmawiałyśmy o rysunkach i malarstwie, ponieważ też zadrzało mi się tym parać, więc wiem co nieco. Po zjedzeniu kiełbasek mieliśmy rozchodzic się do domków, a Rachel do siebie, gdy nagle jej oczy zrobiły się jaskrawo zielone a wokół stóp zgromadziła się zielona mgła. dwaj synowie Aresa posadzili ją na trójnożnym stołku, po czym ze spokojem czekali. Widocznie plucie zielonymi oparami jest tu normalne. Ja jeszcze nigdy nie słyszałam przepowiedni wypowiedzianej przez wyrocznię więc zbliżyłam się by lepiej słyszeć. Rachel zachowywała się jak w transie. Obróciła powoli głowę w stronę grupki chłopaków od Apollina i przemówiła wężowato-syczącym głosem
-Zbliż się szukający odpowiedzi i pytaj.
Ku mojemu zaskoczeniu z tłumu wyszedł Will Solace i nerwowo spytał
-Co się stało z naszym ojcem. Czemu nie odpowiada na modlitwy?
Wyrocznia delficka wyprostowała się jak struna i wypowiedziała przepowiednię
Najdalsza północ spętanego karą,
Drogę wskaże spotkanie z własną marą
Ziemię nieuchronnie trzeba będzie poruszyć
by cierpienia uwięzionego zagłuszyć
Śmiercią pachnie przyjaciela zdrada
przez mrocznego pana dla wybranej dana
Po tych słowach Rachel się ocknęła. Chejron głośno wypuścił powietrze z płuc i powiedział
-Chyba wobec tego trzeba ogłosić misję-popatrzył na wszystkich ponuro-Tradycyjnie trzy osoby.
-Ja pójdę-zgłosiłam się zrezygnowana. Wszyscy spojrzeli na mnie zdziwieni więc wytłumaczyłam-Ziemię trzeba będzie poruszyć. Tylko ja panuję nad ziemią ,więc muszę iść...
-Mara, nie pójdziesz-zaoponował Percy-Śmierć dla wybranej zadana. To oczywiste ,że jesteś wybraną. Zabraniam ci tam iść i umrzeć.
-Percy-mój głos trząsł się ze złości. Nienawidziłam gdy się tak rządził.-Nie rozkazuj mi. Przez siedem cholernych lat radziłam sobie doskonale bez twojego dyrygowania mną, więc i tym razem podziękuję.
Chyba go to zabolało, bo popatrzył na mnie urażony.
-Po prostu nie chcę, żeby coś ci się stało. Dopiero się odnaleźliśmy...
Na te słowa uspokoiłam się. Lekko się uśmiechnęłam i spojrzałam na niego
-Nie martw się braciszku, tak łatwo się mnie nie pozbędziesz... Jeżeli mam zginąć to ja wybiorę kiedy i w jakich okolicznościach to nastąpi. A poza tym mam przecież walczyć z Chaosem. Ktoś go musi zmiażdżyć...
Na dźwięk jego imienia wokół nas zrobiło się ciemniej ,a po niebie przetoczył się grom. Chyba pierwszy raz ktoś wypowiedział imię naszego wroga głośno. W sumie cieszę się ,że byłam to ja. W końcu na pewno nie wygram z wrogiem ,którego imienia boje się wymówić.
-Nie powinnaś zwracać na siebie jego uwagi- upomniał mnie Chejron
-Zwracam jego uwagę samym oddychaniem!-wykrzyknęłam -Tego też mi zabronisz?!
Z moich palców wystrzeliła iskra. Szybko schowałam ręce do kieszeni, ale nie umknęło to jego uwadze.
-Uspokój się. Mówię tylko żebyś zwracała jego uwagę tak rzadko jak to możliwe
-W końcu będę musiała ją zwrócić-mruknęłam
-Ale nie teraz-zakończył dyskusję Chejron i zwrócił się do reszty-Jeszcze dwoje kandydatów...
-Ja-zgłosił się Will-To mi wyrocznia kazała pytać a poza tym dobrze walczę i oślepiam przeciwników. To się może przydać...
-Kto jeszcze?-spytała Clarise.
-I Ja!-wykrzyknęli jednocześnie córka Apolla Mellisa, Jason i Percy.
-Percy nie jedzie!-krzyknęłam, czym zasłużyłam sobie na piorunujące spojrzenie brata- Przykro mi braciszku, ale najszybciej będzie samolotem, a ty i latanie to nie za dobra kombinacja.
-Wobec tego ja!-zgłosił się Jason
-Nie...ty też nie. Obaj byliście niedawno na dłuższej wyprawie i musicie odpocząć. A poza tym najprawdopodobniej jedno z naszej trójki zginie i znając moje szczęście będę to ja. Nie wiadomo jednak co utkały Fata. Tak czy inaczej nie chcę oglądać zapłakanych twarzy Anabeth i Piper. Sorry ,ale nie uważam tego za wyśmienitą rozrywkę.
Obaj chłopcy spojrzeli na mnie wilkiem, a dziewczyny za to uśmiechnęły się lekko i podziękowały mi milcząco.
-Wobec tego Mellisa?-spytał Chejron. Ładna blondynka o dużych orzechowych oczach, blond włosach do ramion i miłym uśmiechu kiwnęła głową.
-Jeżeli mamy uratować tatę to ja się piszę. Jestem dobrą łuczniczką i mam doświadczenie w leczeniu.
-Przedstawiliście sensowne argumenty-stwierdził centaur- Czy ktoś ma obiekcje?
Wbiłam spojrzenie w Perciego, które nakazywało mu milczeć. Westchnął teatralnie, ale utrzymał język za zębami.
-Świetnie-kontynuował Chejron-Wyruszacie jutro z samego rana. Każde z was dostanie plecak z ubraniami, ambrozją, nektarem, drachmami oraz trochę pieniędzy śmiertelników. Argus odwiezie was na lotnisko.Zgoda?
-Zgoda!-wykrzyknęliśmy i rozeszliśmy się. Tej nocy zasnęłam szybko.
W moim śnie ujrzałam sadzawkę na Olimpie. Nad nią stał mój ojciec wraz z Zeusem.
-Musimy go szukać-nalegał Posejdon
-A myślisz ,że co robię?-odparł jego sfrustrowany brat.-Zależy mi na moim durnym synu bardziej niż mi się zdawało. Ledwie pokonał węża, a już go porwali...
-Obóz Herosów wyznaczył misję-pan mórz wyglądał na przybitego
-Bierze w niej udział?
-Słyszałeś przepowiednię.
-Nic jej nie będzie-zapewnił Zeus ale jego spojrzenie zdradzało mniej pewności-To żelazna dziewczyna, da radę.
-A co jak nie da? Wiemy kogo spotkają, wiemy, jaką ma urazę. Nie wybaczy, tak jak sama nie wybaczyła sobie tego-odsłonił ramię na którym widniał paskudny ślad oparzenia. Mimo mijających lat wiedziałam ,że to wynik mojej kuli ognia. Załkałam przez sen. Czyli jednak coś mu zrobiłam!
-Nie dokucza ci?-spytał pan niebios
-Nie. Jedynie gdy jestem na nią zły...
-To nie bądź.
-Łatwo powiedzieć. Jak mam się nie złościć na córkę, którą kocham, ale która cały czas pakuje się w nowe kłopoty, szukając przygód.
-Ona chce ratować świat.
-Już ja ją znam. Nie byłaby tak uparta gdyby nie ta adrenalina. Uczyłeś ją i sam wiesz jak bardzo ta dziewczyna kocha ryzyko...
-Oj wiem bracie... A tak wogó...-sceneria mojego snu się zmieniła. Ujrzałam samą siebie biegnącą po śniegu z mieczem w dłoni. Twarz mojej matki. Pełne żalu oczy Willa. Roześmiane oczy Mellisy... Wizje przyspieszyły. Nie mogłam skupić się na jednej aż mój umysł nie wylądował w jakiejś jaskini. Stał tam wielki sarkofag. Wokół niego roiło się od żywych szkieletów. Ze środka trumny wydobywał się wrzask bólu,a szkielety zaciskały ciągle okalający ją łańcuch. Pod sarkofagiem stała mała postać, którą okazał się być Nico di Angelo. Jego oczy były ciemne i przepełnione nienawiścią.
-Ani mi się śni -powiedział i jeszcze bardziej zacisnął łańcuch, a ze środka wydobył się jeszcze donośniejszy okrzyk bólu. Zrozumiałam,że należy do Apolla. Nagle Nico spojrzał jakby, centralnie na mnie
-Co zrobisz bez swoich smoczków herosko?- zaśmiał się kpiąco a zza jego pleców wyłoniła się wielka i straszna kobieta widmo. W miejscu oczodołów ziały ogromne ciemne koła. Była piękna i jednocześnie przerażająca. Uśmiechnęła się tak, że widać było jej kły.
-Zobaczymy jaka jesteś silna - warknęła i jej twarz się rozmazała.
Obudziłam się cała spocona. Nade mną stał Percy i potrząsał mną.
-Nareszcie się obudziłaś-westchnął-Co się stało?
-Nic-wydyszałam-to tylko koszmar
-Przygotowałem ci plecak. W środku masz jakieś ubrania od dziewczyn i kurtkę. Tam nie będzie tak gorąco.
-Dzięki. Jak myślisz. Założyć zbroję?
-Myślę ,że wykrywacze metali na lotnisku nie będą zadowolone jeśli to zrobisz.
-Fakt. a miecze?
-W co się zamieniają jak ich nie używasz?
-Plastikowe zawieszki przy pasie.
-Weź je.
-Percy-zaczęłam
-Co?
-Dziękuję ci
-Za co?-zdziwił się
-Że jesteś moim bratem.
Zaśmiał się.
-Wiesz...Za dużo do powiedzenia to ja nie miałem...
-Ale zawsze mogłeś się zachować jakbyś mnie nie znał. A jesteś świetnym bratem-po namyśle dodałam-Świetnym, wkurzającym bratem
-Przeżyłbym bez tego wkurzającym- przytulił mnie- Uważaj tam na siebie.
-Okej. Jeszcze wrócę. Nie wyczerpał mi się zapas chamskich odzywek-uśmiechnęłam się złośliwie
-Już nie mogę się doczekać
Zarzuciłam plecak na ramię i wyszliśmy z domu. Po pożegnaniach z pozostałymi obozowiczami poszliśmy wraz z Willem i Mellisą do białej furgonetki naszego stuokiego szefa ochrony Argusa. To nie był żart. Na prawdę ma pięćdziesiąt par oczu i prawie w ogóle nie mówi. Może ma oko na języku? Nieważne. Kiedy umościliśmy się na tylnym siedzeniu auto ruszyło. Po chwili Obóz Herosów całkowicie znikł nam z oczu. A wraz z nim zniknęło bezpieczeństwo. Od teraz każdy może być wrogiem. Misja się rozpoczęła
JEjjj 10 next za nami xd. Mam 60 wyświetleń od tygodnia więc myślę,że jest okej. Coraz poważniej zastanawiam się nad drugim blogiem. Tym razem Hicstrid. Huhuhuhuhu może być ciekawie xd
Przepraszam za długą nieobecność ale rodzice zabrali mi laptopa...Postaram się o wpis jak najszybciej xd
OdpowiedzUsuń