piątek, 8 kwietnia 2016

Własna mara

Obudziła mnie Mellisa. Razem z bratem już nie spali i jedli śniadanie. Dołączyłam do nich, siadając jak najdalej Willa, wobec czego prawie wypadałam na śnieg. Syn Apollina spojrzał na mnie badawczo ,ale nic nie powiedział. Kiedy w milczeniu skończyliśmy posiłek, szybko zwinęliśmy namiot do torby Willa i wyruszyliśmy w dalszą drogę.
Po kilku godzinach wędrówki delikatnie mówiąc zgubiliśmy się. Nie wiedzieliśmy gdzie mamy iść, lecz nie wynikało to ze stanu naszych mózgów. Czuliśmy się raczej jakby cały czas coś nas dekoncentrowało, przez co szliśmy w kompletnie innym kierunku niż na prawdę mieliśmy iść. Błąkaliśmy się tak przez kilka dni, aż w końcu natrafiliśmy na wielką jaskinię, oświetloną pochodniami. Wobec braku jakiegokolwiek innego pomysłu weszliśmy tam. Nagle w jaskini zaroiło się od wilków. Córka Apollina zaczęła krzyczeć. Wszyscy byliśmy przerażeni ale zorientowałam się ,że wataha gromadzi się wokół, oraz warczy głównie na blondynkę. Mellisa cała dygotała, a jej potworny wrzask niósł się po całej jaskini. Zamiast próbować uciekać dziewczyna została przyparta do ściany tuż obok pochodni ,która nadawała jej wygląd zjawy z koszmarów. Zaczęłam na prawdę bać się o przyjaciółkę.
-Mellisa uspokój się !-przekrzykiwałam ją- Nie wrzeszcz tak!
Córka boga muzyki ucichła, ale dalej słyszałam jej drżący oddech i widziałam jak trzęsła się ze strachu, wpatrzona ogromnymi jak spodki, przerażonymi oczami w wilki.
-Dobrze-pochwaliłam ją. Mój plan polegał głównie na uciszeniu jej, a kiedy to się udało nie miałam pomysłu co dalej robić, więc inicjatywę przejął Will.
- Podejdź tu. Spokojnie. Nic ci nie zrobią-powiedział cicho. Blondynka wlepiła w niego przerażony wzrok i gwałtownie pokręciła głową
-N...n...nie wejdę tam!-głos jej drżał z emocji. Wtedy zrozumiałam. To było jak koszmar. To nie działo się na prawdę. Coś, a może ktoś chciał byśmy widzieli to czego najbardziej się boimy, tak jak w najgorszym koszmarze. Spotkanie z własną marą. Marą ze snów. To było to! Zanim zdążyłam się odezwać w oczach Willa błysnęło zrozumienie
-Czy myślisz, że ...-nie dokończył zdania, bowiem nagle wpatrzył się w coś koło moich stóp. Spojrzałam w dół, a zlękniony chłopak zaczął się gwałtownie cofać. Tuż obok moich nóg, pełzła szybko gromadka boa dusicieli. Nigdy jakoś specjalnie nie bałam się węży ale domyślałam się co musi czuć Will skoro węże wprawiały w nim strach. Blondyn również oparł się plecami o mur i mamrotał pod nosem
-To nie prawda...to nie żyje-po czym uchylał powieki by sprawdzić czy jego potwory dalej ku niemu sunął. Jak na razie tylko ja zachowywałam jasność umysłu, więc przemówiłam
-Spokojnie. Pamiętajcie to nie jest prawdziwe, to jest sztuczne. Myślcie o czymś wesołym, zabawnym, o Obozie Herosów! O czymkolwiek na bogów!-wykrzyknęłam.
Mellisa zdołała chociaż troszkę się opanować i niepewnie zrobiła maleńki kroczek w moim kierunku na nogach jak z waty. O dziwo najbliższy wilk wbijając w nią spojrzenie nienawistnych żółtych ślepi zniknął.
-O to chodzi!-wykrzyknęłam-Już prawie się uda...
Wtedy właśnie stała się jak na razie najgorsza z możliwych rzeczy.....Zgasło światło. Zaczęłam wrzeszczeć. Mój umysł i opanowanie nagle jakby gdzieś się ulotniły. Starałam sie zmusić nogi do biegu ale nie byłam w stanie. Zaczęłam się powoli cofać, ale coś lodowato zimnego otarło mi się o łydkę. Wrzasnęłam jeszcze głośniej i uskoczyłam do przodu. Mimo mroku zaczęłam się nerwowo rozglądać. Po mojej prawej stronie zobaczyłam parę żółtych ślepi wpatrzonych we mnie ze złością. Obok pojawiły się kolejne pary, i kolejne. Nie dbałam juz co to może być. Chciałam jak najszybciej uciec. Odwróciłam się i zmusiłam się do pognania przed siebie, ale w biegu z całej siły zderzyłam się z kimś biegnącym z drugiej strony. Upadłam na posadzke i starałam się odczołgać jak najdalej. Zatrzymałam się słysząc znajomy głos
- Mara spokojnie jesteśmy tu. - Will dotknął mojej dłoni i poddźwignął mnie na nogi. Tuż koło niego usłyszałam głos Mellisy
-Wynośmy się stąd. Mam tego dość-chodź starała się zgrywać pewną siebie, to leciutkie drżenie głosu wciąż przypominało ,że dziewczyna jeszcze nie do końca wyszła z szoku. W ciemności chwyciłam za ręce zarówno ją jak i Willa. Wraz z dotykiem ciepłego i żywego człowieka, cały strach gdzieś nawiał i byłam już spokojna. Nie wiem do końca czemu ale wszyscy na raz wypowiedzieliśmy słowa
-Już się nie boję
W tamtym momencie światło rozbłysło, wilki i węże znikły a my znaleźliśmy się w czymś co wyglądało jak sypialnia dziecka. Przed małym łóżkiem stała gigantyczna mahoniowa szafa. Zza jej cienia wynurzył się jakiś mężczyzna. Pomimo tego ,że nie było już ciemno nie był zbyt wyraźny. Zdawał się jakby pochłaniać światło. Jakby być rozmazany cały czas. Mimo to widzieliśmy jego szarą jak cement skórę, długie czarne włosy i okrutny błysk w białych oczach. Kiedy mówił wzbudzał we mnie jakby dziwną obawę.
-Jestem rozbawiony- rzekł aksamitnym, szyderczym głosem- Wręcz ukontentowany. Absurdalność sytuacji jest wprost wyśmienita! Kogóż my tu mamy. Przedstawcie się dzieciaki.
Popatrzyliśmy po sobie i nie widząc innej opcji powiedzieliśmy swoje imiona.
-Wasi rodzice was tak zostawili? Kim są? Z chęcią ich sprowadzę by mogli patrzeć na strach swych pociech
-Kim jesteś gburowaty durniu?- spytałam ostro- Powiesz coś o sobie ,czy umiesz tylko zadawać pytania?
-Zadziorna jesteś. Może powiem, a może nie.
-Od czego to zależy-zapytała Mellisa
-Od tego ile wiesz skarbeczku- odpowiedział, ale w jego głosie czaiła się chytra nuta.-Od tego czy wiesz co to ból, cierpienie, koszmary....
-Ja wiem-spojrzałam wprost w jego białe źrenice. Z tego co zdążyłam wykalkulować zanim się rozmazał, zrobił sztucznie smutną minę
-No może faktycznie wiesz córko Posejdona
Zamurowało nas
-Skąd wiesz, k...kim  ona jest?-wyjąkała Mellisa
-Ja wiem wszystko drogie dziecko-wlepił w nią przeszywający wzrok- Wiem wszystko o tobie, twoich koszmarach, twoich najgorszych lękach. Myślisz ,że poznałaś dobrze koszmary? Mylisz się. Koszmar to coś więcej niż senna iluzja. To cała prawda o tobie. Koszmarem jest twój lęk. A każdym koszmarem jestem ja.
-Fobetor-syknęłam, a bóg koszmarów zrobił zdziwiona minę.
-Ta tutaj mnie zna. Czy myśmy się już kiedyś nie spotkali?
-Nie miałam nieprzyjemności-warknęłam-Skoro tak wszystko wiesz to po co pytałeś o imiona?
-Pomyślałem ,że tak będzie bardziej cywilizowanie. Gdybym od razu was nazwał moglibyście być zaskoczeni...
Nastała chwila ciszy, po czym odezwał się Will
-Według naszej przepowiedni drogę do celu naszej misji ma wskazać nasza własna mara. To ty? Pokażesz nam?
-Zaraz zaraz-odparł syn Hypnosa boga snów- Przepowiednia, misja? Jaki barbarzyńca wysłał niewinne dzieciaczki na śmiertelną misję? Co za okrucieństwo. Wolałbym posłać wam jakiś mało przyjemny koszmarek i patrzeć jak skręcacie się ze strachu-westchnął radośnie- Mówię wam nie ma lepszej rozrywki.
-Ubaw po pachy- mruknęłam ,a Fobetro pokiwał energicznie głową
-Żebyś wiedziała. Gdybyś widziała swoją twarz jak ściągnąłem na ciebie koszmar o tych oślizgłych, śmierdzących...
-Dość-krzyknęłam-Pokażesz nam drogę? W ogóle ją znasz?
- Znam, znam. Ale czy pokaże? To już zależy od was.
-Konkretnie?-Mellisa uniosła wysoko brwi
-Od tego ile jesteście gotowi zapłacić za moją pomoc.
-A ile chcesz?-spytał syn Apolla.
Fobetor wzruszył ramionami.
-Może na początek trzydzieści tysięcy złotych drachm, swój własny posąg naturalnej wielkości, trzydzieści mieczy z cesarskiego złota i pięćdziesiąt kilogramów niebiańskiego spiżu. A potem..
-Nie mamy tyle-odparł chłopak
-No to macie problem. Będę musiał was zabić...
-Czekaj-wrzasnęłam- Po co takiemu wielkiemu i potężnemu bogowi jak ty rzeczy materialne?Przecież masz tego pełne komnaty... Co powiesz na dar innego rodzaju?
-A więc mamy pierwszą kontrofertę. Uwielbiam się targować. Mów co to?
-Co powiesz na niezapomnianą zabawę, rozrywkę którą będziesz wspominał przez następne stulecia, na brawurową akcję i pokaz twojej prawdziwej potęgi?
-Słucham.
-W zamian za informację gdzie mamy pójść położę się na tym łóżku a ty sprowadzisz na mnie najstraszniejszy koszmar jaki zdołasz wymyślić.
-Słaba oferta-bóg wydawał się niepocieszony.
-Pomyśl tylko.-zachęcałam- będziesz przez długie godziny oglądał przerażenie na mojej twarzy, bezsilność i całkowite owładnięcie snem!
-No może...-zamyślił się.
Wtedy właśnie zdałam sobie sprawę co ja zamierzałam zrobić i przestało wydawać mi się to takim świetnym pomysłem. Mimo to brnęłam dalej.
-Całe dwie godziny...
-Dobrze ale mam kilka zmian.-zgodził się.
-Teraz to my słuchamy
-Potrzebuję urozmaicenia. Wobec tego ściągnę najgorsze koszmar na każdego z was. Każdy wytrzyma po 5 godzin inaczej umowa nie ważna.
-5 godzin ci się znudzi-zapewniał Will
-To mi sie nigdy nie znudzi- odparł Fobetor.
Spojrzeliśmy po sobie zrezygnowani
-Zgadzamy s...-zaczęła Mellisa ale wpadłam jej w słowo
-2 godziny!
-Ostro się targujesz-przyznał bóg- cztery.
-Dwie i pół
-Trzy!
-Dwie i 45 minut?-zaproponowałam
-No dobrze -przystał bóg i uścisnął po kolei nasze dłonie. Jego palce były lodowate i szorstkie
-Kiedy?-spytał Will
-Za momencik, muszę tylko gdzieś szybciutko się ulotnić-odparł szybko bóg - Zaraz wracam
Po tych słowach rozpłynął się w nicość. Popatrzyliśmy na siebie, a Mellisa westchnęła
-W co myśmy się wpakowali...
                                 Znalezione obrazy dla zapytania fobetor
Kolejny nexcik się kończy. Postaram się dodać kolejny jutro ale mam egzamin z bierzmowania i nie wiem czy się wyrobię. Na pewno będę próbować... Co myślicie o drugim blogu?
:*
Papatki!
MPML

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz